Ważą się losy polskich kopalni i 40.000 górników. PGG może nie doczekać nowego roku

Ruszył wyścig. Na pierwszym torze znalazły się negocjacje z Komisją Europejską w sprawie umowy społecznej z górnikami. A na drugim topniejące z dnia na dzień pieniądze w Polskiej Grupie Górniczej. Będzie wielkie bankructwo czy rząd zdąży na czas?

Wiceszef aktywów państwowych Artur Soboń poinformował w Polskim Radiu, że spotkania robocze z unijnymi urzędnikami w sprawie umowy społecznej z górnikami mają być organizowane co dziesięć dni. W grze nie jest nawet harmonogram zamykania polskich kopalni, który kończy się dopiero na rok przed założoną przez Brukselę neutralnością klimatyczną w 2050 r., a bardziej przewidywana pomoc publiczna dla branży. Mowa o nawet 2 mld zł rocznie. 

Nam zależy na tym, aby tę pomoc publiczną uruchomić w przyszłym roku, i aby od roku 2022 można było z tych instrumentów korzystać, bo tego wymaga sytuacja w branży

– nie ukrywa Artur Soboń.

Bizblog.pl poleca

Dwa instrumenty pomocy publicznej dla polskiego górnictwa

Faktycznie rząd sobie zdaje sprawę z tego, że brak zgody ze strony KE oznacza spore kłopoty. Przecież wprowadzenie w życie całej umowy społecznej, zakładającej m.in. indeksację wynagrodzeń w następnych latach, czy jednorazowe odprawy dla odchodzących z kopalni górników, od samego początku uzależniano od zgody Brukseli. Wspominano o tym już w porozumieniu z górnikami w września 2020 r. W takim przypadku koślawo cały czas rozpisywaną transformację energetyczną w Polsce trzeba byłoby wymyślać na nowo. 

Artur Soboń tłumaczy, że początkowe rozmowy z KE dotyczą głównie dwóch instrumentów pomocy publicznej dla polskiego górnictwa. Pierwszy to koszty nadzwyczajne (m.in. odprawy, urlopy górnicze) przy likwidacji majątku kopalni. Drugim jest mechanizm dopłat do produkcji węgla. Jak usłyszeliśmy pierwsze pytania KE dotyczyły zarówno kosztów kwalifikowanych, jak też podziału pieniędzy pochodzących z pomocy publicznej dla kopalni i z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. 

Dotyczyły także całego rynku, szczegółów związanych z tym, w jaki sposób Polska sobie ten rynek wyobraża w ciągu najbliższych dekad

– zdradza wiceminister aktywów państwowych.

Czasu za dużo nie ma. PGG potrzebuje natychmiastowej reanimacji

Negocjacje z KE polski rząd chce zakończyć do końca roku. Polska Grupa Górnicza, największa firma węglowa w UE, zatrudniająca niemal 40 tys. pracowników, bez państwowego zastrzyku pieniędzy długo nie pociągnie. Jak donosi Business Insider Polska, spółka ma zapewnione środki tylko do grudnia. Dlatego już teraz podjęto rozmowy na temat możliwej pomocy ze strony MAP w 2022 r. – na wypadek jakby KE jednak nie zaaprobowała umowy społecznej z górnikami w tym kształcie. 

Jak się okazuje: alternatywny nie ma żadnej. Albo PGG dostanie pomoc od państwa, albo spółka będzie musiała ogłosić bankructwo. Przypomnijmy, że na koniec 2020 r. PGG miała 3,25 mld zł straty netto. W kwietniu br. koło ratunkowe spółce jeszcze rzucił Polski Fundusz Rozwoju, który po miesiącach odbijania piłeczki zgodził się na udzielenie spółce pożyczki w wysokości 1 mld zł. Dzięki temu pracownicy mogli dostać swoje pensje.