Górnicy: dłużej tak nie pociągniemy, niech te wybory wreszcie się skończą

Polska Grupa Górnicza (PGG) nakreśliła plan działania na najbliższe miesiące. Dla górników to lista pobożnych życzeń, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Ich zdaniem bez gwarancji odbioru surowca przez polskie spółki energetyczne to pisanie patykiem po wodzie. Bez wyraźnych zmian polskie górnictwo czeka najgorsze…

Od poniedziałku wszystkie zawieszone wcześniej kopalnie mają wrócić do normalnego wydobycia. Wstrzymano tam produkcję ze względu na zagrożenie epidemiologiczne. Przy okazji tliła się nadzieja, że tym samym uszczuplą się nieco przykopalniane zwały węgla, których jest już prawie 8 mln to. Niestety, nic takiego się nie stało. Przez trzy ostatnie miesiące z tych zwałów ubyło raptem 300 tys. ton węgla.

Jeśli dalej 40-50 proc. naszej produkcji będzie trafiać na zwały, to za długo nie pociągniemy

– mówi Bizblog.pl Przemysław Skupin, przewodniczący WZZ „Sierpień 80” w PGG.

Tymczasem zarząd PGG przedstawił już górnikom plan na najbliższe miesiące. Ten operacyjny drogowskaz na okres od lipca do września zakłada pięciotygodniowy wymiar pracy, określony poziom produkcji oraz roboty przygotowawcze i inwestycyjne. PGG chce też skorzystać z rządowych tarcz antykryzysowych. Chodzi m.in. o odroczenie terminu płatności ZUS. Spółka szacuje, że działania oszczędnościowe oraz pomoc ze strony rządu może przynieść łącznie ok. 312 mln zł. Przypomnijmy, że parę miesięcy wcześniej Tomasz Rogala, prezes PGG, nakłaniając górników do cięć w produkcji i w pensjach mówił o 700 mln zł. Wtedy sygnał był jednoznaczny: albo 700 mln zł, albo upadłość spółki. 

Polskie górnictwo umiera bez gwarancji odbioru

Jak na takie plany reagują górnicy? Wstrzemięźliwie. Zdają sobie doskonale sprawę, że to raczej marzenia PGG, a nie ściśle wyliczona strategia.

W PGG na próżno szukać tego typu analiz. Nic też nie usłyszeliśmy o gwarancji odbioru węgla przez spółki energetyczne, co wszak miało być już dawno załatwione

– przypomina Przemysław Skupin.

Bizblog.pl poleca

I rzeczywiście: na początku lutego wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin zarzekał się, że skończy z importem węgla i tym samym polskie spółki energetyczne zaczną kupować wreszcie polski surowiec.

Mogę to zagwarantować. Spółki Skarbu Państwa nie będą więcej importować węgla

– bił się w pierś Jacek Sasin.

Niestety, z tych zapewnień zostały tylko słowa. W kwietniu Enea i Tauron w ogóle nie kupiły od PGG węgla. I wciąż nie ma żadnego planu, który miałby ten stan rzeczy zmienić. Przewodniczący WZZ „Sierpień 80” w PGG ma nadzieję, że w końcu premier Mateusz Morawiecki i Jacek Sasin zaczną działać, jak się skończy polityczna karuzela.

Niech te wybory prezydenckie wreszcie się skończą i zacznie się coś konkretnego dziać w tym kierunku

– skwitował.

Miejsca pracy pod ziemią z ochroną do końca roku

Zatrudnieni w PGG usłyszeli, że nie mają powodów do obaw. Przynajmniej do końca roku. Zdaniem Przemysława Skupina takie postawienie sprawy może sugerować, że sytuacja w branży aż taka zła nie jest. Ale to tylko pozory. Jak informuje Agencja Rozwoju Przemysłu sprzedaż węgla w Polsce od miesięcy spada. Jeszcze w marcu to było 4,5 mln tony, w kwietniu już 4 mln, a w maju 3,5 mln t. 

W podobnym kierunku podąża cena „czarnego złota”. Surowiec dla energetyki w maju zdrożał o 1,2 proc. wobec kwietnia. Z kolei dla ciepłownictwa potaniał o 5 proc. Na międzynarodowych rynkach za to nic się pod tym względem tak naprawdę od miesięcy nie zmienia: cena węgla spada. W europejskich portach ARA zmalała w odniesieniu do kwietnia o 16,1 proc. i była o 31,8 proc. niższa niż w 2019 r. Wpływ na to ma i mniejsze zapotrzebowanie energetyczne i zapasy węgla. Tylko te w terminalach w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii wynosiły średnio w 2019 r. 6,77 mln ton. 

Za mało danych na energetyczną debatę

Strategii dla branży górniczej też wciąż nie ma. Karol Manys, rzecznik prasowy MAP, twierdzi, że pracę wciąż trwają.

Do szerokiej dyskusji o węglu i przyszłości miksu energetycznego wzywa tymczasem Fundacji Instrat, która wraz z poparciem środowiska eksperckiego wystosowała m.in. na ręce Ministerstw Klimatu, Aktywów Państwowych, Rozwoju, a także Głównego Urzędu Statystycznego, URE, Agencji Rynku Energi „Apel o otwarty dostęp do danych w energetyce i górnictwie”.

W liście podpisanym m.in. przez Polski Alarm Smogowy, Krajową Izbę Klastrów Energii, Stowarzyszenie BoMiasto i kilku posłów zwraca się uwagę, że „ambitne założenia unijnej legislacji i strategii zazwyczaj spotykają się na polskim gruncie z oporem, w efekcie czego wdrożenie to odbywa się z opóźnieniem i ze zmniejszoną siłą rażenia”.

Zdaniem autorów apelu Polska tym samym staje przed sporym wyzwaniem energetycznym. Pierwszym sukcesem ma być opracowanie jednej, spójnej strategii.

Do tego jednak potrzebny jest równy, powszechny i nieodpłatny dostęp do danych, w szczególności statystyki publicznej

– napisano w Apelu.