Polskie auto elektryczne. Mamy kilka rysunków i Niemców, którzy za nas wszystko zrobią, ale kończą się pieniądze

Pamiętacie milion elektrycznych aut na polskich drogach do 2025 roku i pomysł zbudowania własnego e-auta? Spółka odpowiedzialna za realizację tego pomysłu – ElectroMobility Poland – ma coraz śmielsze plany – chce stworzyć nie jedno polskie e-auto, ale całą markę motoryzacyjną z kilkoma modelami aut. Ambitnie. Co prawda na razie przez prawie 3,5 roku spółce udało się jedynie opracować kilka rysunków karoserii i wybrać zagraniczną firmę, która zbuduje nam „polskie” auto, a już trzeba znowu sięgnąć po pieniądze inwestorów. Ale co tam! Bal trwa, dopóki gra muzyka.

Fot. Youtube/Electromoility Poland

To było tak: 16 lutego 2016 r. rząd PiS przyjął tzw. Plan Morawieckiego, którego jednym z głównych punktów było hasło „milion samochodów elektrycznych na polskich drogach”. Gros z tego miliona to miały być polskie konstrukcje. Oczywiście polskiego samochodu elektrycznego nie mieliśmy, więc wymyśliliśmy, że trzeba go zbudować.

Bizblog.pl poleca:

W październiku 2016 roku powołano więc spółkę ElectroMobility Poland, która miała zająć się zbudowaniem pierwszego w pełni polskiego e-auta.

We wrześniu 2017 r. ówczesny minister energii Krzysztof Tchórzewski odtrąbił pierwszy sukces, mówiąc: – Jeszcze półtora roku temu polski samochód elektryczny był marzeniem, a teraz te marzenia zostały zmaterializowane – powiedział minister na wielkiej gali. Gala była z okazji zakończenia konkursu na projekt karoserii, a raczej nie projekt, a dopiero rysunek, artystyczną emanację marzenia. Taki to sukces.

Wiosną 2019 roku mieliśmy mieć już prototyp. Zbliża się wiosna 2020, a prototypu nadal nie ma. Jak wynika z doniesień medialnych, jedyne, co jest to nadal tylko rysunki i wybrany integrator, a więc partner techniczny, który wie, jak buduje się samochody. Bo my nadal nie wiemy. Integrator został wybrany w marcu 2019 r. Okazuje się, że za budowę pierwszego polskiej auta elektrycznego będą odpowiadać Niemcy, a konkretnie firma EDAG Engineering z Niemiec. Firma ta ma co prawda oddział w Polsce, co trochę ratuje sytuację, ale to ratunek wyłącznie PR-owy. Taki to będzie Polski samochód!

O ile w ogóle będzie, bo na razie trzeba zebrać na to pieniądze.

Dotąd od 2016 r. spółka ElectroMobility Poland zebrała 70 mln zł od swoich akcjonariuszy – czterech firm energetycznych kontrolowanych przez państwo: PGE, Tauron, Eneę i Energę. Jak pisze „Puls Biznesu”, do końca 2019 r. z tej puli wydano 30 mln zł, więc zostało jeszcze 40 mln zł. EMP najwyraźniej już widzi, że to trochę mało i zapowiada, że lada chwila znów zwróci się do swoich akcjonariuszy po kolejną rundę finansowania.

„Do połowy roku przedstawimy nazwę i logo polskiej marki motoryzacyjnej samochodów elektrycznych” – zapowiada na łamach „PB” Piotr Zaremba, prezes EMP. Żeby nie było, ma być też już prototyp, co ma zachęcić inwestorów do dalszego sypania pieniędzmi. Zachętą ma być również ambitnie skrojony plan, bo nie mówimy już o budowie jednego samochodu, ale o stworzeniu całej marki aut, pod którą w przyszłości mielibyśmy produkować aż pięć różnych modeli. My – znaczy niemiecki integrator.

Czy to oznacza, że cel Electromobility Poland się zmienił i teraz jest to spółka, która ma zbudować nie samochód, a markę? Samochód budować będą Niemcy. Skoro tak, to może na ten projekt powinny się zrzucać nie tyle firmy energetyczne, ile np. branża reklamowa? Nie! Wróć! Branża reklamowa jest poza jurysdykcją premiera, firmom energetycznym zdecydowanie łatwiej coś kazać, nawet wbrew ich interesowi ekonomicznemu.

Cała ta telenowela z polskim samochodem elektrycznym przypomina złotą zasadę Doliny Krzemowej: „Fake it till you make it”. Trzeba po prostu mydlić oczy światu, że ma się już coś, czego się nie ma, żeby zyskać czas na zrobienie tego. Czasem nawet świetnie się udaje.

Ale czasem nie wychodzi. Tak to już bywa z innowacjami. Dolina Krzemowa o tym doskonale wie i się z tym liczy. Polska chyba też już to zrozumiała i stosuje tę zasadę. Wniosek? Polska jest już jak Dolina Krzemowa. Brawo! Uznajmy to za kolejny sukces w historii o polskim e-aucie.

Mobbing w Amice. Proces karny dziennikarki to dla firmy strzał w stopę, a dla państwa – wstyd