Polski Ład rujnuje samotne matki, nauczycieli i emerytów. A teraz chwila prawdy. Oto ile zarabiają bohaterowie tej katastrofy

Samotna matka wyciągająca 15 tys. zł albo emerytka-krezuska, który zgarnia co miesiąc 22 tys. zł to nie cała Polska, a wyjątki i anomalie. Ale to w ich obronie na fali krytyki Polskiego Ładu murem stanęły wszystkie „nieprawicowe” media. Czy zarabiający trzykrotność średniej krajowej naprawdę powinni mieć podatkowe przywileje, a ci z pensją 3 tys. zł brutto powinni się składać na ulgi podatkowe dla zarabiających 20-30 tys. zł brutto? Porażające, jak gigantyczna manipulacja przelewa się przez media. Chwilami nie mogę uwierzyć, chwilami robi mi się niedobrze.

Polski Ład wystartował w fatalnym stylu, ale jest w tym wszystkim drugie dno. Trafnie skwitował to minister finansów Tadeusz Kościński.

Bardzo dużo osób dostało więcej, ale cicho siedzą i są zadowoleni. Ci, którzy dostali mniej, głośno narzekają.

Główny księgowy premiera Morawieckiego jest tak samo bezsilny jak cały rząd, który właśnie sromotnie przegrywa z wszechobecną manipulacją.

Czy rolą państwa jest dbać o najbogatszych?

Dlaczego piszę o manipulacji? No to zobaczmy, od czego zaczęła się ta cała histeria. Pierwsze dni stycznia. Wypłaty dostają nauczyciele i mundurowi, bo im pensje wypłacane są z góry, a więc na początku, zamiast na końcu miesiąca. Zaczyna się awantura. Dołączają do niej ci, którzy jeszcze wcale nie wiedzą dokładnie, ile stracą, bo zobaczą to dopiero na koniec miesiąca, ale już wpadają w panikę, a w ich opowieściach przebija głównie smutne historie życiowe, ewentualnie pełne patosu zdania, za to ani słowa o tym, jakie są ich zarobki.

Bizblog.pl poleca

Mistrzostwo osiągnął tygodnik „Polityka”, publikujący listy czytelników, w tym samotnej matki, która sama nie miała zamożnych rodziców, nie dali jej majątku, mieszkania, ale dzięki ich uporowi i wsparciu ukończyła studia na SGH i dziś jest Senior Finance Managerem w dużej firmie, a jej wynagrodzenie znacznie przekracza średnią krajową. Jak znacznie? Nie wiadomo. Ale jest wielki żal, że straciła możliwość wspólnego rozliczania z dziećmi. Jak to tak, odebrać samotnej matce?

Jest też nauczycielka akademicka pracująca po osiemnaście godzin dziennie, ogarniająca dodatkowe zlecenia i prowadząca działalność gospodarczą. Z jej pensji wyparowało blisko 900 zł miesięcznie. Od jakiej sumy te 900 zł się odlicza, nie wiadomo. Ale „mordercza” praca i strata 900 zł robią wrażenie, szczególnie jeśli w historii pojawiają się jeszcze chore dzieci.

Jest też nauczyciel, który otrzymał pensję o 280 zł niższą w szkole, w której dorabia, i o ok. 60 zł mniej w drugiej, macierzystej. W sumie też strasznie tyra, aż na 2,33 etatu. Ile zarabia? Tego też nie wiemy, ale wiemy, że załapał się w ubiegłym roku na drugi próg podatkowy, dopłacając w rozliczeniu 5 tys. zł, co oznacza, że musiał zarabiać grubo ponad 7 tys. zł miesięcznie.

Gdzie tu uczciwa analiza? Czy Sebastiana Kulczyka też byłoby nam żal, gdyby stracił możliwość rozliczania się z dzieckiem jako samotny rodzic?

Więcej rzetelności w nakręcaniu tej histerii znalazłam w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Jedna z matek na łamach gazety wylicza, że w ciągu roku zapłaci ok. 1 tys. zł więcej niż bezdzietne małżeństwo z takim samym łącznym dochodem. Jakim? Otóż 15 tys. zł. I dalej dziennikarze bezrefleksyjnie piszą, że narzekania samotnych rodziców w większości są uzasadnione.

Czy naprawdę uważacie, że polskie państwo stać na to, żeby dawać dodatkowe ulgi podatkowe osobom zarabiającym 15 tys. zł miesięcznie? Czy jakiekolwiek państwo na to stać? Nie, nie przeczę, że samotnej matce żyje się trudno. Ale czy państwo jest od tego, żeby ocierać łzy po nieudanym małżeństwie/związku albo choćby dramatycznej śmierci partnera pieniędzy zabranymi od znacznie biedniejszych obywateli?

15 tys. zł netto to więcej niż siedmiokrotność pensji minimalnej, a podrzucę tylko nieśmiało, że z danych Eurofound wynika, że co piąta Polka zarabia pensję minimalną. 15 tys. zł netto to też 3,5-krotność średniej krajowej, która netto w grudniu ubiegłego roku wynosiła 4335 zł.

Warto przy okazji dodać, że o średniej krajowej dwie trzecie Polaków może sobie tylko pomarzyć. Bo średnia średnią, ale jak już przyjrzeć się dokładnie strukturze, którą publikuje GUS, to okazuje się, że mniej niż średnia krajowa zarabia ok. 66 proc. z nas, a trzykrotności otrzymuje zaledwie 2 proc. Polaków. To dane za październik 2020 r., ale nowszych nie ma, bo strukturę wynagrodzeń GUS analizuje raz na dwa lata.

Mało kto czuje się bogaczem, jeśli nie jest na liście 100 najbogatszych Polaków. Ale jak spojrzy na rozkład pensji pozostałych obywateli, powinien się nim poczuć, zarabiając choćby i 10 tys. zł. Odrobina realizmu – tylko tyle.

Cios w emerytów

No i jeszcze emeryci. Polski Ład chce ich ograbić! – krzyczą znów media. A emeryci, wiadomo, są zawsze biedni, bo to emeryci. I czytam w „Gazecie Wyborczej”, że pani Bożena straci na reformie 1200 zł. Skandal! Czy coś jeszcze w ogóle zostanie jej na życie? Uff, na szczęście zostanie, bo jej emerytura wynosi 22 tys. zł.

Nie, nie hejtuję dobrze zarabiających. Ale znów należy zadać sobie pytanie: czy państwo jest od tego, żeby wspierać finansowo otrzymujących 22 tys. zł miesięcznie? Strata pani Bożeny wynika prawdopodobnie głównie z braku możliwości odliczenia składki zdrowotnej, czyli z likwidacji ulgi, do której się przyzwyczaiła. A dlaczego pracownik zarabiający pensję minimalną ma płacić 9 proc. składki zdrowotnej bez żadnych ulg, a emeryt otrzymujący 22 tys. zł miesięcznie ma dostać jego kosztem tę ulgę? Przecież to nie ma najmniejszego sensu.

No to skąd ten krzyk? Zabawne jest jeszcze to, że rząd szybko zweryfikował stanowisko wobec emerytów i obiecał, że nic nie stracą ci, którzy otrzymują świadczenia do wysokości 12 800 zł brutto, bo da im specjalną ulgę. Ale krzyk w mediach wcale się nie skończył, ciągle ktoś opowiada, że to skandal, że emeryci stracą.

Wiecie, ilu jest w Polsce takich emerytów pobierających świadczenia wyższe niż 12 800 zł brutto? „Wyborcza” naliczyła ich dokładnie 457.

A wiecie, ilu Polaków pobiera emerytury? Z danych GUS na koniec 2020 r. wynika, że było to 7,09 mln osób. Przeciętna miesięczna emerytura z ZUS w 2020 r. wynosiła 2474 zł brutto. I znów – to tylko średnia. Mediana, a więc wartość, dla której połowa emerytów dostaje mniej i druga połowa dostaje więcej była jeszcze niższa i wyniosła 2119,96 zł brutto. To oni zyskają. I to oni, jak mówi minister Kościński, siedzą dziś cicho, bo po co mają krzyczeć?

Hej, Wilanów! To wy uratujecie Polskę!

A najbardziej niesamowite jest to, że liberalne media płaczą nad pojedynczymi przypadkami nauczycieli czy emerytów, którzy mogliby jesień życia spokojnie spędzać na Kajmanach, sugerując, że wszyscy emeryci teraz płaczą, wszyscy nauczyciele są podatkowo gnębieni. I wygląda na to, że w tę manipulację nawet sami uwierzyli, bo już któryś raz docierają do mnie głosy, że liberalne redakcje dzienników czy tygodników w Polsce są święcie przekonane, że ludzie przez Polski Ład wyjdą zaraz na ulicę. Przez to i przez drożyznę oczywiście.

Dawno nie widziałam większego oderwania od rzeczywistości. No dobrze, ostatnio widziałam większe, kiedy tygodnik „Newsweek” opublikował listę 100 najbardziej wpływowych Polaków 2021 r. Według tego zestawienia najbardziej wpływowy w Polsce jest Donald Tusk, dziewiątą najbardziej wpływową Polką jest Sylwia Spurek, na 14. miejscu jest Robert Makłowicz, a na 19. Szymon Hołownia. Nawet poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski jest na 29. miejscu, a piosenkarką Daria Zawiałow na 47., czyli wyżej niż prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie wspominając już o tym, że premier Mateusz Morawiecki w ogóle nie zmieścił się w tej setce.

Zatkało mnie, jak bardzo można zaklinać rzeczywistość. A chwilę później jeszcze płakać na łamach tejże gazety, że mieszkańcy warszawskiego Wilanowa rwą sobie włosy z głowy z powodu 8-procentowej inflacji, z powodu której musieli zacząć robić zakupy w Biedronce, bo ona przecież „brzydka, chaotyczna, no i taka nieelegancka” zamiast w „ekskluzywnym butiku z warzywami”.

Tak, „Newsweeku”, to Wilanów rozpocznie waszą wymarzoną rewolucję obalającą rząd, wychodząc na ulicę z żądaniem tanich krewetek na sztandarach. Na pewno tak będzie. Powrót do normalności tuż tuż.

Przerażające, jak bardzo 10-20 proc. Polaków nie rozumie pozostałych 80 proc., ale ponieważ uważa, że pozjadało wszystkie rozumy, to przekonuje, że wakacje na Kubie to podstawowe prawo człowieka. Niedobrze mi się robi od zapachu cygar i smaku krewetek. Nawet nie zauważacie, że krzywdzicie ludzi. Może czas przyjąć do wiadomości, że to wy swoją arogancją doprowadziliście do władzy populistów, mających za nic Konstytucję.