Polski Ład wyssie z Polaków pieniądze. Gdy bawiliśmy się w Zakopanem, rząd ujawnił niewygodną prawdę

Polski Ład wszedł w życie z początkiem nowego 2022 roku, a wraz z nim wielka reforma podatkowa. Rząd utrzymuje, że zyskają na tym Polacy, ale liczby mówią co innego. Takiego podatkowego drenażu naszych pieniędzy jeszcze nie było.

Wielka reforma podatkowa premiera Morawieckiego ma sprawić, że w kieszeniach Polaków zostanie 17 mld zł. Brzmi nieźle. Ale tylko w deklaracjach, bo rząd rok w rok bije rekordy wpływów budżetowych i w ciągu ostatnich lat ściągnął od podatników prawie 80 mld zł ekstra. A już ostatni, 2021 r. był prawdziwym hitem.

Trzydziesty pierwszy grudnia to wręcz idealny dzień na wrzucanie newsów, o których odbiorcy nie powinni nigdy usłyszeć, przynajmniej z punktu widzenia nadawcy. Cały kraj myślami jest już przy świętowaniu Nowego Roku.

Nie dziwota, że właśnie wtedy na stronie Ministerstwa Finansów pojawił się komunikat dotyczący wzrostu wpływów podatkowych z VAT, CIT i PIT. Łącznie od stycznia do listopada fiskus ściągnął od podatników o 58 mld zł więcej niż rok wcześniej.

Ile budżet Polski zyskał w 2021 r.

Wygląda to następująco:

  • VAT – 31,8 mld zł więcej (wzrost o 18,9 proc.)
  • PIT – 8,2 mld zł więcej (14,3 proc.)
  • CIT – 9,5 mld zł więcej (25,1 proc)

Potężny przyrost. Można by oczywiście pomyśleć, że to efekt bazy. Wynik tego, że pandemiczny 2020 r. był wyjątkowo słaby i państwo właśnie odkuło się na daninach. Ale tak nie jest. Rok temu wpływy z podatków były praktycznie takie same jak w 2019 r. – spadek za pierwszych 11 miesięcy wyniósł ledwie 300 mln zł. W dodatku wynikał w dużej mierze z tego, że oddaliśmy skarbówce o 2,3 mld zł mniej w rozliczeniach PIT, bo wpływy z VAT czy CIT wzrosły mimo kryzysu.

Bizblog.pl poleca

Jeżeli sięgniemy pamięcią dalej, okaże się, że covid tylko na moment wstrzymał apetyt fiskusa. W 2019 r. do budżetu wpłynęło 20,4 mld zł ekstra. Prawie połowa to efekt wzrostu VAT, za który z jednej strony odpowiadała wysoka konsumpcja, z drugiej był to efekt słynnego uszczelniania tego podatku, o którym premier Morawiecki mówi od początku swojej kadencji.

Korzyść z Polskiego Ładu to 17 mld zł rocznie dla nas. To 1/3 tego, co wpłaciliśmy do budżetu

– spuentował ekonomista Rafał Mundry

Mateusz Morawiecki: Polacy zyskają na Polskim Ładzie

Rząd przekonuje jednak, że Polski Ład będzie dla Polaków korzystny. Podatnicy mają zaoszczędzić dzięki reformie podatkowej 17 mld zł. Zysk odczuje 18 mln osób, które oddadzą państwu mniej niż dotychczas, a najbiedniejsi i emeryci w ogóle przestaną płacić podatek dochodowy.

Ba, do przodu będą także ci bogatsi, bo po podniesieniu II progu podatkowego do 120 tys. zł brutto rocznie liczba Polaków płacących 32 proc. daninę spadnie o połowę.

Sęk w tym, że te korzyści nie są tak oczywiste, gdy spojrzymy, że rząd jednocześnie zaostrza pewne sposoby rozliczania się ze skarbówką. Od 1 stycznia 2021 r. od PIT-u nie będzie można odpisywać składki zdrowotnej, przez co przedsiębiorcy, zleceniobiorcy i pracownicy zarabiający pow. 13 tys. zł miesięcznie stracą setki złotych miesięcznie.

Wielu posiadaczom samochodów służbowych fiskus doliczy do przychodu 400 zł zamiast dotychczasowych 250 zł. To efekt zmian w przepisach, które jako podstawę naliczania ryczałtu będą teraz przyjmować moc silnika, a nie jego pojemność. Wiąże się to oczywiście nie tylko ze wzrostem podatku, ale wpłynie również na wysokość składek, które podatnik odprowadza do ZUS – wskazywał „Dziennik Gazeta Prawna”.

Przedsiębiorcy dostaną natomiast po łapach przez zmiany w zasadach dotyczących leasingu samochodów.

Podatek od fajek w górę

Jeszcze ciekawiej robi się w przypadku osób regularnie pijących alkohol i palących papierosy. Główny ekonomista FOR Sławomir Dudek policzył, że wzrost akcyzy nie dość, że zniweluje korzyści podatkowe wynikające z Polskiego Ładu, to jeszcze uderzy miłośników tych używek po kieszeni. I to niemało, bo – zdaniem Dudka – począwszy od 2027 r. Polacy będą dokładali średnio 9 mld zł rocznie.

OECD co pewien czas aktualizuje, jaki udział w PKB mają wpływy podatkowe. Polska od lat pnie się w górę. W 2000 r. było to 32,9 proc, w 2018 i 2019 r. już 35,1 proc., a na 2020 r. organizacja zakładała kolejny wzrost – do 36 proc. W Europie nie należymy może do czołówki, ale konsekwentnie się do niej zbliżamy. W Niemczech (38,3 proc. w 2020 r.), Włoszech (42,9 proc.), czy Francji (45,4 proc.) odsetek jest zamrożony od wielu lat.

A w Polsce? Budżet na 2022 r. jeszcze nie ostygł, a Sławomir Dudek jest przekonany, że premier Morawiecki będzie zmuszony dokręcać śrubę i wprowadzać nowe daniny. Ekspert FOR już teraz bije na alarm, sugerując, że resort finansów musi jak najszybciej uwzględnić w ustawie budżetowej tempo wzrostu inflacji. Obecny zapis mówiący o 3,3 proc. nijak ma się do prognoz ekspertów i Narodowego Banku Polskiego.

Lepiej zapnijcie pasy, bo wiele wskazuje na to, że 17 mld zł rząd szybko odbije sobie w innych miejscach. Ale z tym musimy się wstrzymać. Na razie premier Morawiecki ma inny problem – mimo wzrostu pensji minimalnej, od 1 stycznia wielu Polaków zubożało. Oj, czeka nas naprawdę gorący rok.