Rok 2020 będzie należał do grafenu. A Polska? Dawno pogodziliśmy się z porażką

Po latach zachwycania się możliwościami grafenu i dyskusji nad jego praktycznym wykorzystaniem wreszcie wchodzimy w erę finalizacji obietnic. Prognozy wskazują, że wartość rynku grafenu wystrzeli w najbliższym czasie na niewyobrażalne dotąd poziomy. Ale Polska na tym boomie już raczej nie skorzysta.

O tym, co można zrobić z grafenem można byłoby napisać całą książkę. Technologia jego masowej produkcji i nagięcia dla potrzeb przemysłu sprawia jednak nauce niemałe problemy.

Zdaniem niektórych badaczy, aż do teraz. Raport dotyczący przyszłości grafenu pokazuje, co za chwilę stanie się ze światowym rynkiem.

Istny wystrzał, prawda? Prognozy przygotowane przez ośrodek Grand View Research do 2025 r. skumulowany roczny wskaźnik wzrostu będzie na poziomie 38 proc. Startujemy jednak z dość niskiego pułapu, dlatego za pięć lat cały rynek wciąż ma być wart „ledwie” pół miliarda dolarów. Tempo grafenowej rewolucji mają nadawać producenci z Azji.

Chiny liderem transformacji

Oczekuje się, że wprowadzenie innowacyjnych technologii w produktach elektronicznych wytwarzanych w Japonii i Chinach będzie napędzać rynek elektroniczny. Rząd Chin poczynił duże inwestycje w badania i rozwój nanopłytek grafenowych i znacznie zwiększył ich produkcję – czytamy w raporcie.

Autorzy zauważyli jednocześnie, że grafen jest wciąż w fazie testowej i nie został w pełni wykorzystany w sprzedaży w większości obszarów, w których może znaleźć zastosowanie.

Prym w tym wyścigu wiodą dzisiaj, a jakże, Chiny. Plany zakładają, że do 2023 r. w Państwie Środka będzie się produkować 5 tys. ton grafenu rocznie. Pod koniec ubiegłego roku poszła nawet plotka o tym, że Huawei P40 Pro ma zostać wyposażony grafenową baterię.

Dzisiaj wiemy już, że nie ma w niej grama prawdy, za to bardzo możliwe, że jeszcze w tym roku telefon z grafenowym akumulatorem wypuści Samsung. Tak przynajmniej wynika z informacji, do których dotarł Evan Blass.

Produkcja baterii to jednak ledwie wycinek możliwości materiału, jakim jest grafen. Można go wykorzystać również do produkcji matryc światłoczułych, tworzenia biosensorów, ogniw słonecznych czy w druku 3D.

Bliżej niż kolejna kompromitacja naszych piłkarzy

Dlaczego spośród bezliku zastosowań wymieniam akurat te? Ano dlatego, że zgodnie z rozkładem jazdy przygotowanym przez twórców unijnego programu EU Graphene Flagship, to właśnie one zostaną skomercjalizowane najwcześniej. A konkretnie – najpóźniej do 2022 r. Od ich rynkowej premiery dzieli nas więc mniej niż od kolejnej kompromitacji polskich piłkarzy na mistrzostwach świata.

fot: The Graphene Flagship

Co z tą Polską?

Nasz kraj do tego wyścigu przystąpił z pole position. W 2011 roku zespół naukowców z ITME pracujących pod nadzorem prof. Włodzimierza Strupińskiego znalazł sposób na produkcję grafenu w ilościach przemysłowych. Do tej pory to właśnie wysokie koszty jego uzyskania stanowiły główną barierę w badaniach nad zastosowaniem tego materiału.

Od kilku lat atmosfera wokół polskiego grafenu staje się jednak coraz gęstsza. Na początku ubiegłego roku „Rzeczpospolita” podała, że firma Nano Carbon, która miała zajmować się komercjalizacją grafenu, wyprzedaje urządzenia. A nazywany „ojcem polskiego grafenu” prof. Strupiński opowiadał „Rz”:

„Ostatnio nawiązałem też kontakt z Chińczykami. Jak już wspomniałem, opanowali oni już produkcję grafenu metodą, którą wcześniej sam opatentowałem. Nie mają jeszcze  produkcji komercyjnej, więc patent nie został naruszony, ale udało im się wdrożyć metodę, której wcześniej nikt nie był w stanie powtórzyć. Dlatego zaprosili mnie do współpracy i będę pracował z Chińczykami, a nie z polskim ITME, co jest swoistym absurdem”.

Prof. Strupiński twierdzi, że czasy, w których można było dobrze zarobić na samej produkcji grafenu, już minęły. Świat nas pod tym względem nie tyle dogonił, co zostawił daleko w tyle. Marzenia o zostaniu grafenową kopalnią można więc włożyć między bajki z mchu i paproci. Uczony wciąż jest jednak zdania, że jesteśmy w stanie włączyć się do rywalizacji o wypromowanie na rynku finalnych produktów z grafenu.

Bardziej sceptyczny w rozmowie z „Parkietem” był prof. dr hab. Ryszard Fryczkowski z Akademii Techniczno – Humanistycznej w Bielsku-Białej. Prof. Fryczkowski stwierdził, że „dotychczas zrobiono w Polsce tylko złe rzeczy dla grafenu”, a pieniądze na jego rozwój były przeznaczane pod wpływem emocji, często do firm, które nie miały pomysłu na ich wykorzystanie.

Czy dla polskiego grafenu jest jeszcze ratunek? Nieco upraszczając, światowe potęgi stoją dzisiaj w blokach startowych gotowe rzucić się do morderczego sprintu, podczas gdy my dopiero ściągamy dresy i zaczynamy rozgrzewkę. Ale nadzieja zwykle umiera przecież ostatnia.