Polski atom – teraz albo nigdy. Rząd zrobić może wszystko, czy w końcu się przełamie?

Polska elektrownia atomowa jest jak yeti. Niby każdy wie o jej istnieniu, ale nikt jej nigdy nie widział. Nadchodzący rok może przerwać ten chocholi taniec albo ostatecznie pogrążyć cały projekt.

Fot. nigdabike/Pixabay

Zjednoczona Prawica wygrała kolejne wybory: samorządowe, do Parlamentu Europejskiego, parlamentarne i w końcu prezydenckie. Wchodzimy obecnie w trzyletni okres, w którym suweren nie będzie udawał się do urn. Z tego przynajmniej dwa lata będą czasem, w którym politycy nie będą zmuszeni funkcjonować w trybie kampanii wyborczej. Jednak zgodnie z demokratyczną specyfiką tylko najbliższy rok umożliwi im przystąpienie do naprawdę ryzykownych i kosztownych wizerunkowo działań, aby w razie tąpnięcia w sondażach można było je odbudować w taki sposób, by nie czuć oddechu opozycji na karku.

Bizblog.pl poleca

W tym kontekście kolejne 12 miesięcy to czas, w którym budowa pierwszej w Polsce elektrowni atomowej powinna realnie ruszyć z miejsca. Choć oficjalnie projekt toczy się od lat, to wiadomo, że jedynym jego efektem na tym etapie będzie przeprowadzenie badań lokalizacyjnych.

Nadal nie znamy żelaznych konkretów inwestycji: od modelu finansowego (zrezygnowano z promowanego w czasach rządu PO/PSL kontraktu różnicowego), po technologię czy wykonawcę.

Tymczasem wszystkie wypowiedzi polskich władz, a także projekt strategicznego dokumentu – drogowskazu pt. „Polityka Energetyczna Polski do 2040 r.” utrzymują, że to właśnie energetyka jądrowa będzie głównym sposobem na dekarbonizację krajowej gospodarki.

Amerykańska zmienna

Jedyną dużą zmienną, na którą obecnie nie ma wpływu gabinet premiera Mateusza Morawieckiego, jest rozwój sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Ostatnie dwa lata pokazały, że to najpoważniejszy partner do rozwijania projektu elektrowni atomowej w Polsce. Oba państwa podpisały jak na razie jedynie memorandum, a doniesienia mediów o możliwości taniego kredytowania siłowni jądrowej nad Wisłą przez Amerykanów są na razie opisywane w czasie niedokonanym.

Niepewny jest także polityczny los prezydenta USA Donalda Trumpa, a to na jego dobrych relacjach osobistych z polskimi władzami w sporym zakresie opiera się wiele bilateralnych „deali” – żeby wspomnieć jedynie o spektakularnym wzroście kontraktów na dostawy gazu skroplonego ze Stanów Zjednoczonych do Polski. Jego kontrkandydata Joe Bidena specjalne relacje z naszym krajem raczej nie będą interesować. Poza tym wspomniany polityk to raczej zwolennik odnawialnych źródeł energii.

Być może przyśpieszone budowanie koncernu multienergetycznego jest związane z poszukiwaniem rodzimej alternatywy dla amerykańskiego kapitału w kontekście budowy siłowni jądrowej? O ile osłabione polityką klimatyczną PGE otwarcie informuje o tym, że projektu atomowego nie jest w stanie unieść, o tyle podmiot łączący PKN Orlen, Grupę Energa, Grupę Lotos i być może już za moment PGNiG będzie dysponować odpowiednimi środkami.

Obecnie to dyskusyjne, bo przejęcia raczej wzmacniają zadłużenie płockiego giganta, ale w odwodzie pozostaje spolonizowana część sektora bankowego rządząca się własnymi prawami. Poza tym siłownia jądrowa pasowałaby do wizji zielonej i niskoemisyjnej transformacji zapowiadanej przez prezesa PKN Orlen, Daniela Obajtka.

Po owocach ich poznacie

Pokerowe „sprawdzam” padnie już za moment. 7 sierpnia media poinformowały, że rząd jeszcze w tym kwartale chce przyjąć aktualizację programu polskiej energetyki jądrowej. Ma ona obejmować harmonogram, model finansowy, działania związane z rozbudową infrastruktury technicznej, zapewnieniem polskiemu przemysłowi odpowiedniego udziału w projekcie a także projekty edukacyjne.

Już po wstępnej analizie nowego harmonogramu będziemy w stanie określić, czy budowa pierwszej w Polsce elektrowni atomowej rzeczywiście będzie miała miejsce. Wypchnięcie daleko w przód poszczególnych etapów inwestycji utwierdzi natomiast wszystkich w przekonaniu, że czekają nas kolejne lata gonienia atomowego króliczka.

W całej historii pewne jest tylko jedno: jeśli krajowa gospodarka się nie zdekarbonizuje, to czeka nas skokowy spadek rentowności polskich przedsiębiorstw albo rekordowy import prądu z UE.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.