Polska wprowadzi paszporty covidowe. Nie zaszczepiliście się? Tak nam przykro…

I dobrze! A jak macie wątpliwości, czy to nie jest dyskryminacja, to pogrzebcie w szufladach, aż znajdziecie żółtą książeczkę. Ona dyskryminuje tak samo i jakoś od lat nikt z tym nie ma kłopotu. A! I jeszcze pytanie: ktoś wie, dlaczego minister Niedzielski nie rozmawia z wicepremierem Gowinem?

A jednak! Polska postanowiła dołączyć do krajów, które testują system informatyczny pozwalający zaszczepionym obywatelom EU swobodnie podróżować po Europie. Jeszcze w środę „Rzeczpospolita” pisała, że Polska w testach nie bierze działu. Tuż po tej publikacji rząd wysłał jednak zgłoszenie, wszystkie potrzebne informacje i certyfikaty, bo tak się składa, że nasz kraj spełnia wszystkie wymagania prawne i techniczne.

Teraz trwają testy systemu stworzonego przez konsorcjum SAP i T-Systems, które mają zająć dwa tygodnie. Chodzi o to, by sprawdzić, czy każde państwo będzie mogło połączyć się z centralnym, unijnym portalem UE i pobierać dane w bezpieczny sposób. Testowany system ma generować dla każdego obywatela unikalny kod QR, który da mu swobodę podróżowania. System będzie wydawał trzy rodzaje certyfikatów: potwierdzające przebycie choroby, negatywny wynik testu i szczepienie.

Bizblog.pl poleca

Czy to znaczy, że Polska też chce posunąć się do dyskryminacji?

Komisja Europejska chce, żeby system był już gotowy 1 czerwca, a więc przed wakacjami. Ciągle śmieszy mnie jednak, że UE od jakiegoś czasu nazywa te certyfikaty „zielonymi zaświadczeniami cyfrowymi”, a to nic innego jak paszporty covidowe. Używania tego drugiego określenia politycy boją się jak ognia, bo paszportom zarzuca się, że dyskryminują obywateli.

No bo ktoś, kto nie przechorował Covid-19, ale i się nie zaszczepił, będzie pozbawiony możliwości podróżowania, a to ograniczenie praw obywatelskich (właściwie będzie mógł podróżować, ale np. z koniecznością odbycia kwarantanny).

A zaszczepić jeszcze nie może się każdy, bo dostępność szczepionek, choć większa, wciąż sprawia, że spora część społeczeństwa czeka w kolejce. Niektórzy ludzie w ogóle nie będą mogli się zaszczepić ze względów medycznych. I co z nimi? Będą dyskryminowani – uważają niektórzy.

Ale czy to oznacza, że w takim razie wszystkich należy nadal trzymać w domach, żeby część nie czuła się pokrzywdzona? A przy okazji zarżnąć branżę transportową i turystyczną?

Żółta książeczka to też dyskryminacja. Daje wolność za 250 zł

Rozumiem argumenty o równości i sprzeciw wobec dyskryminacji, ale przecież w pewnym sensie robimy to od lat i jakoś dotąd nikomu to nie przeszkadzało!

Wiecie co to żółta książeczka? To Międzynarodowa Książeczka Szczepień, która jest oficjalnym i JEDYNYM dokumentem, potwierdzającym zaszczepienie przeciw żółtej febrze, dzięki czemu jej posiadacz może wjechać na teren wielu krajów na świecie, głównie afrykańskich. Innymi słowy, to nic innego, jak właśnie paszport szczepionkowy, który z powodzeniem funkcjonuje od wielu lat i nikt nie krzyczy, że kogokolwiek dyskryminuje.

Wiem, problem polega na tym, że jak nie możesz się zaszczepić przeciw żółtej gorączce ze względów medycznych, nie znaczy jeszcze, że nie możesz wjechać do Angoli czy Togo, bo dostaniesz w zamian specjalny dokument zwany „Medical Contraindication to Vaccination”, który potwierdzi medyczne przeciwwskazania do szczepienia. I sprawa załatwiona.

Ale kto mówi, że UE też nie może zastosować takiego rozwiązania? Wiele jeszcze o europejskim pomyśle na paszport szczepionkowy nie wiemy. Nie wiemy przecież nawet, jakie szczepionki będą uprawniały do otrzymania go. Tylko te dopuszczone przez Europejską Agencję Leków czy może również rosyjską i chińskie, którymi szczepią się należący do Unii Węgrzy.

A skoro tak wiele jeszcze nie wiemy, to po co z góry sekować pomysł wprowadzenia paszportów covidowych?

Jest jeszcze drugi argument: program szczepień w Europie jest jeszcze na wczesnym etapie, co powoduje, że zaszczepienie nie zależy od woli obywatela, ale dostępności szczepionek. Ale przecież paszport nie spowoduje, że komuś będzie się żyło gorzej niż teraz, tylko komuś innemu lepiej. A to duża różnica. Poza tym z każdym dniem tych, którzy mogą korzystać z przywilejów swobodnego podróżowania, będzie przybywać.

No i na koniec: przecież żółta książeczka też dyskryminuje – nie może jej dostać każdy, tylko ten, kto zapłaci jakieś 250 zł, bo tyle mniej więcej kosztuje szczepienie na żółtą febrę. Czy to ok, że prawo do swobodnego podróżowania można sobie kupić? Szczepienie na Covid-19 jest przynajmniej darmowe dla każdego obywatela Unii.

Ze szczepieniem do kina i restauracji!

Przy okazji jeszcze jedna rzecz. Wicepremier Jarosław Gowin niedawno obiecywał, że będzie się starał o jak najszybsze otwieranie polskiej gospodarki tak, by kina, teatry czy restauracje były swobodnie dostępne dla osób zaszczepionych. Rzecznik Prawo Obywatelskich od razu wszczął alarm, że tak nie można, bo to dyskryminujące dla niezaszczepionych – nie zawsze z własnej woli.

Teraz minister zdrowia Adam Niedzielski na antenie Polsat News deklaruje, że rząd nie chce ograniczać dostępu do usług ze względu na posiadanie paszportu czy innych przepustek covidowych.

Szkoda, bo to prędzej czy później zmotywowałoby więcej ludzi do zaszczepienia. I rozumiem obawy RPO, ale marzy mi się, żeby jednak wymyślić jakiś sposób na uzależnienie korzystania z przyjemności od szczepienia. Może jeszcze nie teraz, może za kilka miesięcy, kiedy szczepić naprawdę będzie mógł się każdy, kto chce.

A swoją drogą, to jakiś absurd, że wicepremier rządu mówi jedno, minister tego samego rządu coś zupełnie przeciwnego i nikt się nie dziwi. Czy ktokolwiek w rządzie słucha jeszcze wicepremiera Gowina, czy stał się tylko przybudówką Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców i jego własny premier, a nawet minister ma go w nosie?

P.S. Na przywileje dla zaszczepionych w dostępie do usług zdecydowały się już Węgry, ale i Francja. Da się.