Polska branża turystyczna zawalona klientami, ale skubie nas aż miło. Jeszcze płacze: dej, mam chory hotel

Polacy rzucili się na wakacje w kraju, popyt na usługi turystyczne tak wybuchł, że jest nawet wyższy niż przed pandemią w rekordowym 2019 r., a ceny wariują – za hotel nad Bałtykiem trzeba zapłacić dwa razy więcej niż w Chorwacji czy Grecji i prawie pięć razy więcej niż w Turcji. Oczywiście więcej również niż rok temu. Zarezerwowanie noclegu na wakacje zaraz będzie graniczyło z cudem, a branża turystyczna i tak płacze i mówi rządowi: dej, mam chory hotel i domaga się bonu turystycznego dla seniorów. Ale nie, nie teraz, lepiej od jesieni, żeby zapełnić sobie miejsca po sezonie.

To już prawdziwa eksplozja zainteresowania

– mówi „Rzeczpospolitej” wiceprezes największego polskiego biura podróży Itaka Piotr Henicz.

Gdyby patrzeć na liczbę rezerwacji wyjazdów wakacyjnych dokonaną w pierwszej połowie czerwca, dotąd rekordowy był przedpandemiczny 2019 r. Dotąd, bo pierwsze dwa tygodnie czerwca bieżącego roku pobiły wszelkie rekordy i to o 32 proc.

Bizblog.pl poleca

Myślicie, że skoro rezerwacje odbywają się przez biura podróży, to mowa o zagranicznych wycieczkach? Błąd. Polacy chętniej niż dotąd spędzają wakacje w Polsce, co dostrzegły biura podróży i przygotowały w tym roku również ofertę krajową.

No i sytuacja w gruncie rzeczy wygląda tak, że liczba rezerwacji wyjazdów za granicę nie wróciła jeszcze do poziomu sprzed pandemii, za to wyjazdy krajowe przebiły przedpandemiczne szczyty.

Polacy wolą absurdalnie drogą Polskę niż tanie gwarantowane słońce

I Polakom najwyraźniej nie przeszkadza, że za granicą jest taniej niż rok i dwa lata temu, natomiast nad polskim Bałtykiem zrobiło się absurdalnie drogo. Jak bardzo?

Porównywarka ubezpieczeń rankomat.pl co roku przygotowuje raport na ten temat. Z tegorocznego zestawienia na bazie ofert m.in. z portali booking.com, airnbnb.com, nocowanie.pl, skyscanner.pl, tripadvisor.com, czy kayak.pl, a także Polskiej Izby Turystyki wynika, że za tygodniowy pobyt dwóch osób w trzygwiazdkowym hotelu nad Bałtykiem w szczycie sezonu trzeba zapłacić 3018 zł – to aż o 283 zł więcej niż w 2020 r. To oznacza wzrost o 9 proc., a więc ok. dwukrotnie więcej niż wynosi inflacja, a więc przeciętny wzrost cen.

Gdzie nad polskim morzem jest największa drożyzna? Bankomat wybrał najtańsze oferty trzygwiazdkowych hoteli ze śniadaniem i okazuje się, że najbardziej trzepnie nas po kieszeni Sopot – tam tydzień w trzygwiazdkowym hotelu kosztuje minimum 3606 zł. Powyżej 3 tys. zł trzeba zapłacić też w Ustce – 3206 zł, Międzyzdrojach – 3184 zł i Świnoujściu – 3107 zł. Z kolei w Łebie zapłacimy 2541 zł, a w Kołobrzegu – 2467 zł.

No to teraz patrzcie, ile za tydzień w trzygwiazdkowym hotelu trzeba zapłacić za granicą: na greckiej wyspie Rodos: 1348 zł, na chorwackiej Riwierze Makarskiej – 1551 zł, w tureckiej Antalyi – 628 zł, a w Burgas w Bułgarii – 564 zł. Widać gołym okiem, że w zagranicznych kurortach jest od 2 do 5 razy taniej niż u nas.

Wiem, do tego trzeba doliczyć jeszcze przelot na miejsce. Weźmy Rodos. Lot Warszawa – Rodos w obie strony dla dwóch osób – 476 zł – wylicza rankomat. Do tego siedem obiadów w restauracji dla dwóch osób to 756 zł. W sumie 2580 zł – ciągle mniej niż sam nocleg ze śniadaniem nad Bałtykiem, a przecież i nad polskie morze trzeba jakoś dojechać i coś jeść.

Weźmy jeszcze ulubioną przez Polaków Chorwację. Lot Kraków – Split w obie strony dla dwóch osób to 720 zł, siedem obiadów w restauracji dla dwóch osób – 504 zł, to razem z noclegiem 2775 zł. A Turcja? Przelot – 958 zł, obiady – 742 zł, nocleg – 628 zł, w sumie 2328 zł.

Zobaczmy jeszcze bardziej budżetowe opcje niż trzygwiazdkowe hotele. W kwaterach prywatnych jest znacznie taniej, w Kołobrzegu i Międzyzdrojach tygodniowy pobyt w dwuosobowym pokoju kosztuje 560 zł, w Ustce i Łebie 630 zł, w Świnoujściu – 700 zł, a w Sopocie – 770 zł. To kwatery blisko centrum i oddalone od morza nie więcej niż 500 metrów.

Za kwaterę prywatną nad Bałtykiem na tydzień dla dwóch osób zapłacimy średnio 536 zł. Drożej od nas wypadają tylko kwatery w Chorwacji – średnia cena to 573 zł, za to w Grecji – 457 zł, w Albanii – 387 zł, w Bułgarii – 333 zł, a w Turcji – 328 zł.

Podgrzewać popyt wtedy, kiedy i tak jest przegrzany – genialne!

Mimo wysokich cen w Polsce branża noclegowa nie może narzekać na brak turystów podczas wakacji. Pamiętacie, co działo się w ubiegłym roku? Dzikie tłumy, a zarezerwowanie jakiegokolwiek noclegu latem graniczyło z cudem.

I wtedy wjechał rząd z bonem turystycznym. Wiadomo, branża turystyczna to jedna z tych, które najmocniej oberwały z powodu lockdownów, więc rząd chciał pomóc jej się podnieść i w sierpniu uruchomił bon do wykorzystania na wyjazdy turystyczne dla każdej rodziny, która ma przynajmniej jedno dziecko w wieku poniżej 18 lat, na które pobierane jest świadczenie 500+ lub dodatek wychowawczy. Dotąd w ramach bonu wykorzystano 440 mln zł.

A ja od początku zachodzę w głowę, po co było generować jeszcze większy popyt polskim hotelom i pensjonatom, skoro i bez tego byli zawaleni klientami? Dla nich problemem były okresy, kiedy zakazano im działalności, nie można było więc również korzystać z bonów. A jak lockdown odpuścił, klientów było co niemiara. 

Ale jak się da palec, ktoś sięga po całą rękę.

Niech seniorzy nas ratują!

No i teraz branża turystyczna, która ma żniwa, jakich dawno nie widziała, zdziera z nas niemiłosiernie, krzyczy do rządu znowu: dej! Przedstawiciele branży domagają się wprowadzenia bonu turystycznego również dla seniorów – to inicjatywa Senatu podchwycona przez branże. Ale nie, nie teraz, teraz seniorów przecież nie potrzebują, bo mają w brud zamożniejszych klientów. Jak oni znikną, bo sezon już nieatrakcyjny, trzeba na wakacje wysłać babcię i dziadka. 

No i teraz branża turystyczna, która ma żniwa, jakich dawno nie widziała, zdziera z nas niemiłosiernie, krzyczy do rządu znowu: dej! Przedstawiciele branży domagają się wprowadzenia bonu turystycznego również dla seniorów – to inicjatywa Senatu podchwycona przez branże. Ale nie, nie teraz, teraz seniorów przecież nie potrzebują, bo mają w brud zamożniejszych klientów. Jak oni znikną, bo sezon już nieatrakcyjny, trzeba na wakacje wysłać babcię i dziadka. 

No i może to i ładnie byłoby ze strony państwa dbać tak o seniorów. Czy naprawdę teraz stać nas na taką politykę socjalną? Nie bardzo. I nie o to tu chodzi.

Czy stać nas na dotowanie branży turystycznej w niskim sezonie? Też mam wątpliwości. Sezon niski zawsze jest trudny, dlatego branża zarabia na cały rok latem. W tym roku zarabia wyjątkowo dużo. Podobnie mocno jak turystyka oberwali też restauratorzy, fryzjerzy czy kosmetyczki. To może skoro jesteśmy tacy bogaci, powinniśmy wprowadzić bon na nową fryzurę i na sobotnią kolację?