Piszą, dzwonią, namawiając przedsiębiorców do dołączenia do buntu. Policja: to nie my

Nękają przedsiębiorców, zaszczuwają ludzi biznesu. Czy robią to z bezinteresownej zawiści? Próbujemy ustalić, kto stoi za tajemniczymi telefonami, które namawiają osoby prowadzące hotele i kluby fitness, do otwierania się w trakcie pandemii.

Problem jest poważny. W ostatnim tekście opisywaliśmy przypadki prowokacji, które miały skłonić przedsiębiorców do złamania obostrzeń covidowych i otwarcia biznesu umieszczonego wśród działalności, które w trakcie pandemii zostały zamknięte lub poważnie ograniczone.

Bizblog.pl poleca

Z takimi przypadkami zetknęła się m.in. menedżerka jednego z hoteli. Pani Paulina dostawała telefony z prośbą o przenocowanie choćby na jedną dobę. Po kilku dniach takich próśb pod budynek podjechał patrol złożony z funkcjonariusza policji i przedstawiciela sanepidu.

Pracownicy hotelu nabrali podejrzeń, że ta zbieżność czasowa nie była dziełem przypadku. Zaczęli podejrzewać, że w rolę przypadkowych klientów wcielają się w rzeczywistości osoby przeprowadzające kontrole w zamkniętych obiektach. Do podobnych wniosków doszła pani Marta. Profil facebookowy jej szkółki bokserskiej został zalany pytaniami o prowadzenie zajęć w trakcie lockdownu. Po wznowieniu działalności późną wiosną, użytkownicy nigdy nie pojawili się osobiście.

Policja: to nie my

Czy tak rzeczywiście mogło być? Maile z pytaniem o nieformalne kontrole przesłaliśmy do Komendy Stołecznej Policji i Głównego Inspektoratu Sanitarnego. St. sierż. Gabriela Putyra z Wydziału Komunikacji Społecznej KSP odpisała, nie pozostawiając cienia wątpliwości:

Komenda Stołeczna Policji nie prowadzi nieformalnych kontroli

Bardziej tajemniczy okazał się sanepid. Rzecznik prasowy GIS nie ustosunkował się w żaden sposób do naszego pytania.

W związki z tym w naturalny sposób narzucają nam się kolejne wątpliwości. Skoro policjanci nie wykonują incognito telefonów podżegających przedsiębiorców do popełniania wykroczeń, to kto stoi za tymi działaniami? Czy to obywatelska inicjatywa, mająca na celu walkę z biznesmenami łamiącymi przepisy?

Zachęty mogą także płynąć ze strony zawistnej konkurencji, która ma nadzieje na przejęcie lokalu, po tym, jak ukarany przez policję, sanepid i PFR przedsiębiorca będzie musiał ogłosić bankructwo. Wciąż niejasna jest także rola sanepidu. Brak odpowiedzi nie jest przyznaniem się do winy, ale nie rozstrzyga też, czy GIS nie bierze udziału w prowokowaniu właścicieli hoteli, czy klubów fitness do łamania obostrzeń.

A może, nie daj Boże, są to prowokacje przygotowane przez rosyjskie służby? Odpowiedź, na razie, pozostaje niestety otwarta. Bo skoro policja zaprzeczyła, temat kontroli przez służby mundurowe jest przecież nieaktualny. Wystosowaliśmy za to do Komendy Stołecznej Policji kolejne pytanie. Jesteśmy ciekawi, czy do KSP dotarły informacje o tego typu kontrolach i czy policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

Potężne kary za łamanie obostrzeń

Gra wydaje się warta świeczki. Przedsiębiorcy, który ulegnie namowom i wpuści klientów do środka, grozi mandat do 500 zł i kara administracyjna nakładana przez sanepid. Wysokość tej drugiej sięga nawet 30 tys. zł.

Najbardziej dotkliwy może być jednak obowiązek zwrotu pomocy wynikającej z tarczy antykryzysowej. W jej drugiej odsłonie PFR zastrzegł sobie prawo do wypowiedzenia Umowy Subwencji Finansowej w trybie natychmiastowym. Beneficjent ma wówczas 14 dni na zwrot całej pomocy. Podstawą do wypowiedzenia może być m.in. naruszenie ograniczeń, nakazów i zakazów wynikających z prawa zapobiegającego rozprzestrzenianiu się Covid-19.