Polska i Węgry wyciągnęły bazookę, a bukmacherzy już obstawiają, kto pierwszy wyjdzie z Unii

Polska i Węgry narobiły w ostatnim tygodniu gigantycznego politycznego zamieszania w Unii Europejskiej, grożąc zawetowaniem unijnego budżetu, z którego środki mają być powiązane z mechanizmem praworządności. To najcięższe działa, które spowodowały, że zaczęto już mówić, że PiS chce wyprowadzić Polskę z UE. Czy naprawdę czeka nas Polexit? Bukmacherzy zaczęli już przyjmować zakłady.

Najpierw w Unii wyjdzie Wielka Brytania – to jasne. Właściwie już wyszła. Kto będzie następny? 

Bizblog.pl poleca

Niby nikt na razie nie planuje, ale grożenie wetem ws. unijnego budżetu przez Polskę i Węgry oraz złowrogi, bardzo antyunijny ton niedawnego przemówienia premiera Mateusza Morawieckiego spowodował, że wielu zaczęło panikować, że oto premier chce wyprowadzić nas z Unii.

Inni panikują, że to Jarosław Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Unii. Jeszcze inni uspokajają, że nikt nikogo nie chce znikąd wyprowadzać. Faktem jest za to, że w ostatnich dniach „polexit” zaczął być mielony po obu stronach politycznej barykady.

Podchwycili to bukmacherzy i zaczęli zakłady. Zakłady Bukmacherskie STS pytają, które państwo najszybciej opuści Unię Europejską (poza Wlk. Brytanią)? Zakład ma ważność do 31 grudnia 2024 roku.

Ciekawe, że jak się okazuje, największe prawdopodobieństwo, że kolejny kraj opuści Unię, nie dotyczy wcale ani Polski, ani Węgier! Najniższy kurs (a więc największe prawdopodobieństwo, że tak się stanie) dotyczy Włoch – to 4,75.

To oznacza, że jeśli ktoś postawi 100 zł, że Włochy do końca 2024 roku opuszczą Wspólnotę, wygra 418 zł.

Dopiero za Włochami w kolejce do wyjścia z Unii jest Polska, a za nią Węgry. Kurs na Polskę to 6, więc z każdych postawionych 100 zł w razie wygranej robi się 528 zł. Kurs na Węgry jest nieco wyższe – 6,75, więc w razie wygranej z postawionych 100 zł można zgarnąć 594 zł.

Na końcu tabeli są Malta i Luksemburg z kursem 75. Jeśli ktoś postawiłby 100 zł, na którego wyjście z tych krajów z UE do końca 2024 r., a taki scenariusz by się ziścił, zgarnąłby 6,6 tys. zł.

Załóżmy się o głowę Morawieckiego

I tylko pikanterii tej zabawie odbiera trochę fakt, że na rozwiązanie zakładu trzeba czekać do końca 2024 r. Więcej adrenaliny byłoby, gdyby założyć się o coś w bliższym horyzoncie. 

A może by tak… „Gazeta Wyborcza” pisze, że Mateusz Morawiecki dostał od prezesa Kaczyńskiego pół roku na ogarnięcie tego bałaganu z unijnym budżetem, wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji, protestami kobiet i pandemią, która uderza w gospodarkę. Od tego, jak mu pójdzie, zależy jego polityczna przyszłość.

To co, zakład, czy za sześć miesięcy będziemy mieli nowego premiera?