Rząd właśnie przyznał, że za powroty Polaków do domu mogła zapłacić Bruksela

Wyszło niefortunnie. Nawet bardzo. Unia mogła dać Polakom pieniądze na powrót do domu, ale ktoś nie połapał się w temacie.

Jeszcze w piątek na pytanie dziennikarza, czy Polacy mogli wracać do domu taniej zakłopotany premier Morawiecki wywinął się przytoczeniem zasad działania programu „Lot do domu”. I zapewnił, że rząd chce, by rodacy wracali do domu jak najszybciej.

Teraz okazało się, że tak, było to możliwe. Tysiące Polaków mocno przepłaciło za powrót do domu. A wszystko przez gapiostwo urzędników.

Polska aktywowała unijny mechanizm

Pytanie dotyczyło informacji, jakie RMF FM podał kilka dni temu. Informatorzy rozgłośni twierdzili, że osoby wracające z zagranicy mogłyby wracać do kraju za darmo. Wystarczyłoby, że Polska aktywuje unijny mechanizm obrony cywilnej – wskazywali.

Doniesienia się potwierdziły. RMF FM podaje, że od 23 marca zaczniemy korzystać z unijnego mechanizmu. Wcześniej uruchomiły go takie kraje jak Niemcy, Austria, Czechy czy Łotwa.

Zasada działania mechanizmu jest dość prosta. Unia Europejska pokrywa 75 proc. kosztów, jakie ponosi linia lotnicza, pasażerowie lecą za darmo. LOT ma jednocześnie obowiązek zabierać na pokład wszystkich zainteresowanych obywateli krajów UE. Komisja Europejska poinformowała, że Polska poprosiła o środki na repatriacje osób z Czadu, Sudanu, Nepalu i Malediwów.

Reszta Polaków może szukać w ambasadach informacji dot. lotów organizowanych przez inne państwa. Jako pierwsze skorzystały na tym osoby z Wuhan, które zostały sprowadzone do Europy przez Francuzów. Akcja wciąż jednak trwa. Niemcy za darmo przywożą podróżnych z Egiptu, Maroka, Tunezji, Filipin, Argentyny i Dominikany, Czesi z Egiptu, Wietnamu i Filipin.

Swój wkład mają również Belgowie (Tunezja), Litwini (Indonezja), Łotysze (Gruzja) i Brytyjczycy (Peru).

Bizblog.pl poleca

Wszyscy ratujemy LOT?

Od początku funkcjonowania programu LOT do domu skorzystało 25 tys. pasażerów. Ceny połączeń wahają się między 1600-2400 zł poza granicami Unii Europejskiej. Dlaczego rząd nie zdecydował się na skorzystanie z unijnego mechanizmu od razu? Jednym z argumentów przemawiających za taką decyzją mogła być chęć podtrzymania LOT-u przy życiu. Wpływy uzyskiwane z dotowanych przez państwo przelotów są dzisiaj jedynym źródłem zarobku naszego narodowego przewoźnika. Mogła być, ale nie jest, bo pieniądze zamiast od pasażerów zostałyby wyciągnięte ze specjalnych rezerw UE.

Być może wyjaśnienie jest dużo bardziej prozaiczne. W rozmowie z Polityką jeden z polskich dyplomatów z Brukseli z rozbrajającą szczerością przyznał, że realizowanie połączeń na własną rękę „umożliwia transportowanie tylko Polaków, bez obecności obywateli innych krajów członkowskich na pokładzie”. Bez komentarza.