Europejskie miasta wzywają do elektryfikacji samochodów dostawczych

Brukselska organizacja pozarządowa Transport & Environment (T&E) skrzyknęła europejskie miasta i tak powstał apel przesłany do Komisji Europejskiej w sprawie niezwłocznego nadania priorytetu elektryfikacji pojazdów dostawczych w kolejnych regulacjach prawych.

„Samochody dostawcze to pięta achillesowa europejskiej polityki transportu drogowego. Tworzą najszybciej rozwijający się sektor transportu drogowego w UE, jednocześnie będąc źródłem zanieczyszczenia powietrza i klimatu, zwłaszcza na obszarach miejskich” – czytamy w liście, który trafił do rąk wiceszefa KE, a także komisarzy ds. transportu, ds. środowiska, ds. rynku wewnętrznego oraz ds. spójności i reform.

Bizblog.pl poleca

Pod apelem podpisali się włodarze największych europejskich miasta, m.in. Paryża, Porto, Amsterdamu, czy Walencji. Nie zabrakło także przedstawicieli Polski: pod apelem do KE swoje podpisy złożyli prezydenci Łodzi, Warszawy, Wałbrzycha i Wrocławia.

Niech pojazdy dostawcze będą na prąd

Przedstawiciele organizacji T&E zauważają, że sprzedaż nowych furgonetek (lekkich pojazdów dostawczych) wzrosła o 57 proc. w latach 2012-2019. Dynamiczny rozwój e-commerce w czasie pandemii tylko ów trend przyspieszy. Tymczasem w 2020 r. jedynie 2 proc. nowych dostawczaków miało napęd elektryczny, mimo że w przypadku mniejszych furgonetek koszt ten jest już porównywalny z kosztem napędu diesla. Dlaczego więc tak się dzieje?

Według analityków T&E głównym kłopotem jest brak podaży. Na 50 pojazdów dostawczych przypada tylko jeden elektryczny. Operatorzy flot zamawiają elektryczne furgonetki w start-upach, ponieważ tradycyjni producenci nie są w stanie zaspokoić popytu. I tak np. DHL kupił start-up Street Scooter, aby we własnym zakresie opracować i wdrożyć produkcję e-dostawczaka. Z kolei UPS zamówił 10 tys. e-vanów od firmy Arrival.

Nikt tak nie truje, jak właśnie dostawczaki

Autorzy apelu w sprawie pojazdów dostawczych do KE przekonują, że odpowiadają one za 14 proc. emisji tlenków azotu (NOx) w europejskich miastach. Na podstawie danych zebranych w Paryżu wykazano, że emitują średnio około dwóch razy więcej NOx na kilometr w porównaniu do przeciętnych samochodów osobowych. Co więcej: od 1990 r. emisje CO2 z samochodów i ciężarówek wzrosły o około 20 proc., emisje z samochodów dostawczych – o 58 proc.

Obecne przepisy dotyczące emisji CO2 dla samochodów dostawczych nie są motorem napędowym rynku

– czytamy w apelu do KE.

Tempo redukcji emisji dwutlenku węgla jest znikome. W 2019 r. przeciętny dostawczak emitował 159 g CO2 na kilometr. W zeszłym roku to było niewiele mniej, bo 154 g.

Bez emisji CO2 do 2035 r.

Sygnatariusze pisma do Brukseli podpowiadają unijnym urzędnikom, co trzeba zrobić, żeby ten stan rzeczy jak najszybciej zmienić. Przede wszystkim, aby przezwyciężyć problem niskiej podaży tego typu samochodów, co najmniej połowa nowych sprzedawanych pojazdów dostawczych w 2030 r. musi mieć napęd elektryczny. Z kolei najpóźniej do 2035 r. wszystkie dostawczaki powinny być już bezemisyjne. 

Unia Europejska powinna aktywnie wspierać miasta we wprowadzaniu ograniczeń wyznaczając ogólnounijną datę wycofania samochodów dostawczych spalinowych

– czytamy w liście do KE.

By tego dokonać, trzeba unikać wprowadzania zachęt do zakupu hybrydowych samochodów typu plug-in (PHEV). W osobówkach średnie realne emisje hybryd typu plug-in są większe od poziomów rejestrowanych w testach laboratoryjnych od 2 nawet do 8 razy. Inną kwestią jest konieczne przyspieszone wdrażanie infrastruktury do ładowania e-aut.

Konieczna w tym celu jest nowelizacja dyrektywy w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych, która powinna zagwarantować osiągnięcie celów krajowych w zakresie budowy odpowiedniej liczby szybkich i superszybkich ładowarek publicznych dla pojazdów dostawczych.