Pogotowie strajkowe ma zmusić premiera, żeby usiadł przy jednym stole z górnikami

Górnicy mają już dość. I wicepremiera Jacka Sasina, i udawanych rozmów z rządem. Dają ostatnią szansę premierowi Mateuszowi Morawieckiemu: albo usiądzie z nimi przy jednym stole, albo zorganizują strajk w całym regionie. Szefowi rządu dają tydzień.

Ultimatum dla premiera. Albo przyjdzie do Katowic i będzie szczerze i otwarcie rozmawiał o górnictwie i energetyce, albo związkowcy zorganizują międzyzakładowym strajk na Górnym Śląsku. Mateusz Morawiecki, który tematu polskiego węgla raczej do tej pory unikał jak ognia, ma tylko tydzień na ustosunkowanie się do tych żądań. 

Bizblog.pl poleca

Takie jest pokłosie spotkania w Katowicach wszystkich górniczych central związkowych. Zapowiadając te rozmowy, związkowcy nie ukrywali, że mają dość rządowej gry w kotka i myszkę i przeciąganie tylko wszystkiego w czasie.

W ich ocenie ekipa premiera Mateusza Morawieckiego nic w tej sprawie nie robi, a tymczasem Bruksela tylko przyspiesza i za chwilę procedowana będzie większa redukcja emisji CO2 w stosunku do tej w 1990 r., niż pierwotnie zakładano. Miało być 40 proc., ale już wiadomo, że nie będzie. Unijna komisja środowiska proponuje 60 proc. Parlament Europejski ma podjąć decyzję w październiku. 

Najpierw pogotowie strajkowe, potem strajk

To nie pierwszy raz, kiedy górnicy chcą usiąść do jednego stołu z premierem Mateuszem Morawieckim. Ten zaś robi wszystko, żeby w poważnych rozmowach o polskim górnictwie nie uczestniczyć. W rządzie pojawiają się pełnomocnicy, którzy potem nagle znikają i nie wiadomo, czy mają jaką energetyczną strategię, czy tylko udają. Rozgrywającym nasze górnictwo miał być też wicepremier Jacek Sasin, ale po tym, jak uciekał z Katowic z planem likwidacji kopalń, którego bał się pokazać – stracił resztę szacunku u związkowców.

Już wcześniej do premiera Morawickiego pisali przedstawiciele Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiej NSZZ „Solidarność”, Związku Zawodowego Górników w Polsce, Porozumienia Związków Zawodowych „Kadra”, WZZ „Sierpień 80” oraz Komisji Krajowej Związku Zawodowego Pracowników Dołowych. 

Jedyną szansą na uniknięcie gigantycznych niepokojów społecznych na Śląsku jest interwencja Pana Premiera i objęcie przewodnictwem negocjacji dotyczących naprawy PGG oraz całego sektora górniczego i energetycznego

– czytamy w liście do premiera, który związkowcy napisali już w lipcu.

Od likwidacji kopalń już się nie uda uciec

Górnicy od tygodni mają swój plan, zakładający odejście od węgla w 2060 r. Nikt ich nie musi nakłaniać do rozwodu z „czarnym złotem”. Wiedzą, że do tego musi dojść, ale chcą, żeby cały proces przebiegł w miarę sprawiedliwie i żeby wcześniej policzyć dokładnie pieniądze, jakie potrzebne będą na transformację energetyczną nad Wisłą. Tymczasem rząd uparcie nie chce podejmować takich rozmów. W ekipie Mateusza Morawickiego wiedzą bowiem, że dłużej przed zamykaniem kopalń uciekać się już nie da.

W pierwszej kolejności pod nóż mają iść najmniej rentowne kopalnie. Nie jest tajemnicą, że w najgorszej sytuacji są trzy ruchy kopalni Ruda (Bielszowice, Halemba i Pokój) oraz kopalnia Wujek. Wcale lepiej ma nie być w kopalniach „Piast- Ziemowit” i „Bolesław Śmiały”. Typowany na podmiot konsolidujący polskie kopalnie, Węglokoks miałby przytulić jedynie te zakłady wydobywcze z regionu rybnickiego, gdzie jeszcze fedrowanie ma mieć jakiś finansowy sens.