Rząd zignorował górników. To był błąd, teraz dołączyli do nich hutnicy. Oto odpowiedź związkowców

Sytuacja w przemyśle wydobywczym, a teraz także w hutnictwie, przypomina coraz bardziej sejmowy kryzys. I tu i tu właśnie przed nami bardzo ostry wiraż. Przy wspólnym wysiłku można jeszcze jakimś cudem wyprowadzić rozpędzonego rzęcha na prostą. Ale w tej chwili bardziej prawdopodobne jest czołowe zderzenie. Pogotowie strajkowe stało się faktem.

W niedzielę o godz. 23.59 minęło ultimatum, jakie centrale górnicze funkcjonujące w Polskiej Grupie Górniczej dały premierowi Mateuszowi Morawickiemu na podjęcie rozmów na temat przyszłości paliw kopalnych, coraz bardziej spychanych przez Brukselę na margines. W międzyczasie hutnicy doszli do wniosku, że ich sytuacja jest jak już tylko minimalnie lepsza od górników. Do protestu dołączyli hutnicy z Huty Bankowej, ArcelorMittal i Sanpro Synergy. 

Jaka będzie reakcja związkowców? Oni samo straszą, że gwałtowna. Zespół rządowo-społeczny nazywany jest przez górników fikcją. Ich zdaniem trudno wskazać konkretne działania premiera Morawieckiego na rzecz załagodzenia kryzysu. Tymczasem oliwi do ognia dolewa też Bruksela: nowy cel klimatyczny nakazujący redukcję emisji CO2 o co najmniej 55 proc. jest coraz bliżej.

Bizblog.pl poleca

Pogotowie strajkowe w zagrożonych branżach

W związku z zagrożeniem dalszego funkcjonowania całej polskiej gospodarki, a w szczególności branż i zakładów energochłonnych, Komitet Protestacyjno-Strajkowy Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność” zwraca się do Krajowych Sekretariatów NSZZ „Solidarność” zrzeszających pracowników zatrudnionych w zagrożonych branżach, a także do wszystkich pozostałych central związkowych o zawiązywanie Komitetów Protestacyjno-Strajkowych i wspólne działania w skali całego kraju

– głosi stanowisko Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność” w Katowicach.

Dzieje się zatem to, co dokładnie przepowiedział w rozmowie z Bizblog.pl Jarosław Grzesik, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”. Zapytany o poczynania w sytuacji, kiedy jednak ani premier ani nikt inny do Katowic nie przyjedzie rozmawiać z górnikami przyznał, że wtedy będą musieli podjąć decyzję o eskalacji dotychczasowych działań. 

Musimy na to reagować. Nie możemy stać z założonymi rękami

– przekonywał parę dni temu Grzesik.

Pełnomocnik rządu to dzisiaj już za mało

Zajęty rekonstrukcją i walką na górze rząd postanowił obrać zgoła inną taktykę. Na pierwszy ogień wystawiła najnowszego w tym roku już trzeciego pełnomocnika ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa. Został nim dotychczasowy wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń. 

Ten przyznał, że „elektroenergetyka w roku przyszłym ogranicza popyt o 7 mln ton węgla”, ale o podjęciu konkretnych rozmów z górnikami się nie zająknął. Chyba, że tak należy interpretować zapowiedzi Sobonia dotyczące dalszych prac zespołu rządowo-społecznego. Bo ten dialog, zdaniem rządowego pełnomocnika, cały czas trwa. Artur Soboń chcąc przede wszystkim uspokoić nastroje już nie tylko w górnictwie, ale też hutnictwie stwierdził, że „żaden pracownik dzisiaj Polskiej Grupy Górniczej czy innej spółki węglowej nie zostanie bez wsparcia ze strony państwa”. 

Polski Fundusz Rozwoju może nie zdążyć

Jak chce tego dokonać? Szczegółów na razie nie ma, ale po wypowiedziach Artura Sobonia można wnioskować, że ów górniczy parasol ma stworzyć Polski Fundusz Rozwoju, do którego górnicze spółki zwróciły się o pieniądze w ramach tarczy. To ma być ratunek zarówno dla PGG, jak i JSW. Ta druga spółka dzięki pozostawieniu na europejskiej liście surowców krytycznych węgla koksowego od paru tygodni zaczyna odbija się od finansowego dna. Ale i tak bez wnioskowanych z PFR 1,75 mld zł może być bardzo ciężko. 

Takie same pieniądze od PFR chce pozyskać PGG. Tutaj jednak sytuacja jest znacznie gorsza niż w wyciąganej właśnie za uszy przez giełdę JSW. W PGG bowiem zaczyna brakować pieniędzy na opłaty ZUS i pensje górników. Zatrudniająca ponad 41 tys. pracowników spółka zeszły rok zamknęła stratą ponad 400 mln zł (całe górnictwo zakończyło 2019 r. na miliardowym minusie). A już po pierwszym półroczu 2020 r. PGG zanotowała stratę rzędu 548 mln zł. I co gorsza: nie ma absolutnie żądnych perspektyw na poprawę.

To znaczy jest jedna: pomoc z PFR. Ale szef Funduszu Paweł Borys dał wcześniej wyraźnie do zrozumienia, że węglowe spółki nie mogą liczyć na pomoc, jeśli nie przedstawią planów restrukturyzacji. Kiedy to się stanie? Artur Soboń liczy, żeby procedowanie nad wnioskami JSW i PGG zakończyły się do końca roku. Niestety, o tym, że wtedy może być już po sprawie, a przez cały region przeleje się fala społecznych protestów – nie wspomina ani słowem.