Podwyższenie wieku emerytalnego w Polsce. Kiedy? No nie, ktoś tu chyba zwariował!

Podniesienie wieku emerytalnego znowu stało się tematem. I zachodzę w głowę, dlaczego? PiS nigdy nie zdecyduje się na taki ruch, bo to zaorałoby ten rząd. I nie ma żadnego znaczenia, że wiek emerytalny mamy za niski – ten ustawowy, a sytuację pogarsza fakt, że rzeczywistość jest jeszcze gorsza, bo polscy mężczyźni statystycznie kończą pracę wcześniej, niż mówi ustawa. I co z tego? Rząd tak naprawdę ma związane ręce, może nas jedynie zachęcać, żebyśmy pracowali dłużej z własnej woli, nigdy natomiast nas do tego nie zmusi.

Podwyższenie wieku emerytalnego. Od kiedy? – czytam nagłówki gazet. Czy to znaczy, że rząd coś szykuje? Nic z tego, to znaczy, że nastał sezon ogórkowy i koledzy w redakcjach się nudzą, wieszcząc coś, czego rządzący na pewno nie zrobią, opisując nawet wady i zalety podniesienia wieku emerytalnego.

Co da podniesienie wieku emerytalnego? Wyższe świadczenia

Zaledwie w 2017 r. rząd zrobił jednak coś dokładnie odwrotnego, obniżył wiek emerytalny z 67 lat dla kobiet i mężczyzn do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Mimo że i bez tego stopa zastąpienia, a więc relacja przeciętnej emerytury do przeciętnej pensji, z roku na rok jest coraz niższa. Ba, dramatycznie się obniża.

Na koniec 2020 r. było to tylko 42,4 proc. – wyliczył Instytut Emerytalny. W 2016 r., czyli rok przed tym, kiedy PiS obniżył wiek emerytalny stopa zastąpienia wynosiła 49,2 proc., a w jeszcze wcześniej przekraczała 50 proc.

Bizblog.pl poleca

Teraz zmierza do tego, by spaść poniżej 40 proc. i to już w najbliższych latach. A to będzie oznaczać, że Polska złamie Konwencję Międzynarodowej Organizacji Pracy, która zakłada, że system emerytalny powinien zapewniać świadczenia na poziomie nie niższym niż 40 proc. Przestaniemy spełniać minimalne standardy.

Od kiedy podniesienie wieku emerytalnego? Im szybciej, tym lepiej

Wysokość emerytur to jedno, a brak ludzi na rynku pracy to drugie. Polska jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw w Europie. Szacunki pokazują, że w 2050 r. już około jednej trzeciej naszego społeczeństwa będą stanowić osoby w wieku powyżej 65. roku życia. Liczba osób pracujących będzie wtedy znacząco niższa niż tych, którzy jeszcze nie zaczęli pracy i tych, którzy już ją zakończyli.

Prognozy ZUS mówią, że do 2080 r. liczba osób w wieku produkcyjnym osiągnie ok. 14  mln, natomiast w wieku poprodukcyjnym przekroczy 15 mln.

Z powodów demograficznych do 2038 r. z polskiego rynku pracy zniknie około 2,3 mln osób. Trzeba temu zapobiec. Jak? Według Instytutu Emerytalnego wyrównując i podnosząc wiek emerytalny do 67 lat. W przypadku mężczyzn powinno to nastąpić do 2025 r., a w przypadku kobiet do 2040 r.

Na marginesie warto jeszcze dodać, że ustawowy wiek emerytalny to jedno, a rzeczywisty czas przechodzenia na emeryturę to co innego. I tu jest jeszcze gorzej, przynajmniej jeśli chodzi o mężczyzn.

Z danych OECD za 2018 r. (nowszych nie ma) wynika, że polscy mężczyźni przechodzą na emeryturę średnio w wieku 62,8 lat, a kobiety w wieku 60,6 lat. Czyli kobiety pracują ciut dłużej, niż zezwala ustawa, ale to nadal nie znaczy, że są tytanami pracy – na 52 kraje badane przez OECD polskie kobiety są na 10. miejscu od końca, jeśli chodzi o efektywny wiek emerytalny.

Mężczyźni natomiast pracują sporo krócej niż chce i tak łaskawy ustawodawca. W gronie 52 krajów jesteśmy tu na 14. miejscu od końca, jeśli chodzi o efektywny wiek emerytalny mężczyzn.

Tak, te dane rząd też z pewnością zna. I dlatego niedawno w Krajowym Planie Odbudowy w końcu sam przyznał się do błędu i do dużego problemu, z jakim musi się prędzej czy później zmierzyć. Lepiej prędzej.

Podniesienie wieku emerytalnego – znamy datę!

„stotnym wyzwaniem jest także stosunkowo niski poziom emerytur osób przechodzących na emeryturę po osiągnięciu ustawowego wieku. Ze względu na relatywnie krótki okres składkowy (30-40 lat) wysokość emerytur wypłacanych przez ZUS jest istotnie niższa niż ostatnie wynagrodzenie. Badania prowadzone zarówno przez ZUS, jak i niezależne ośrodki badawcze wskazują, że przedłużenie zatrudnienia o kilka lat ma duże znaczenie dla zwiększenia wysokości emerytury (nawet o kilkadziesiąt procent). Sytuacja ta szczególnie dotyka kobiety ze względu na przechodzenie na emeryturę w wieku 60 lat”

– czytamy w dokumencie KPO.

I wszyscy to podchwycili, opowiadając, że PiS podniesie wiek emerytalny. Otóż nie podniesie. Jestem przekonana, bo w ten sposób naraziłby się na gigantyczną wpadkę.

Plan jest raczej taki, żeby przekonać ludzi, by dobrowolnie pozostali dłużej na rynku pracy. Na pierwszy ogień mają pójść szkolenia dla osób w wieku 50+, by mogły zdobywać nowe kwalifikacje, nie czuły, że nie nadążają za rzeczywistością albo wręcz mogły znaleźć zupełnie nowe zatrudnienie. Założenia do ustawy mają być gotowe w tym roku, ale wejść z wyście miałyby dopiero w III kw. 2022 r.

Potem trzeba wspomóc seniorów ulgami podatkowymi. Pomysł jest taki, by pracownik, który osiągnął wiek emerytalny, ale będzie pracował dalej, zapłaci niższe podatki, a to, co w ten sposób zaoszczędzi, zostanie przekazane na jego Indywidualne Konto Emerytalne. O jakich kwotach mówimy? Nie wiadomo, bo o konkretach będziemy rozmawiać w pierwszym kwartale 2025 r.

Do tego trzeba dorzucić jeszcze profilaktykę zdrowotną, by ludzie rzeczywiście mieli siły pracować dłużej, elastyczne formy zatrudnienie, przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na wiek czy dopłaty do dofinansowania na podjęcie działalności gospodarczej dla bezrobotnego powyżej 50. roku życia.

No, i jak już to zrobimy, a ludzie zaczną z tego korzystać, przyzwyczają się, że pracują dłużej i zmienią się ich postawy i zachowania społeczne, a ustawowy wiek emerytalny będzie istniał jedynie na papierze, wtedy władza będzie mogła go podnieść. Kiedy? Pewnie w jakimś 2050 r., choć oczywiście nie mam pojęcia. Ale to i tak nie będzie miało już znaczenia.