Tak się daje podwyżki. 10 proc. dla nauczycieli, 20 proc. dla pracowników socjalnych, jeszcze więcej dla pielęgniarek

Gdyby w Polsce PiS poszedł tym tropem, to budżetówka może się spodziewać takich podwyżek za rok, na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi. A sądząc po tym, co dzieje się na Węgrzech, im większe problemy będą mieli rządzący, tym obietnice będą bardziej lukratywne.

Pomimo dużych wydatków budżetowych poniesionych w ramach walki z koronawirusem, węgierski rząd szykuje podwyżki dla pracowników budżetówki, między innymi nauczycieli i pielęgniarek. Bo kryzys kryzysem, ale gospodarka ma się świetnie – pisze Adam Sieńko o różnicy między planami rządów w Budapeszcie i Warszawie.

Victor Orban uznał, że skoro Węgry stały się za jego rządów krajem mlekiem i miodem płynącym to najwyższy czas podzielić się tym dobrobytem z budżetówką i zafundować pracownikom będącym na garnuszku państwa spore podwyżki, a całej reszcie podnieść pensję minimalną o 20 proc.

Jestem głęboko przekonany, że przyjdzie taki dzień, kiedy będziemy mieli w Warszawie Budapeszt 

– stwierdził Jarosław Kaczyński w 2011 r.

Od czasów dojścia do władzy Prawo i Sprawiedliwość dość konsekwentnie idzie ścieżką wytyczoną przez Viktora Orbana. Węgierski tygodnik „Figyeloe” pisał, że Polskę PiS z premierem Węgier łączy potrzeba sprawowania kontroli nad mediami,

Budapeszt w Warszawie

Instytut Spraw Publicznych wskazywał na przejmowanie prywatnego biznesu przez osoby powiązane z rządem, a węgierski politolog Balint Magyar wyliczał na łamach „Gazety Wyborczej”, że Warszawę i Budapeszt łączy też eurosceptycyzm i antyimigrancki resentyment. Do tej listy spokojnie można byłoby też dodać szeroko zakrojone wsparcie finansowe dla rodzin.

Orban się jednak na tym nie zatrzymuje. Sekretarz stanu w Ministerstwie Zasobów Ludzkich Bence Retvari powiedział w trakcie relacji na Facebooku, że pomimo dużych wydatków budżetowych poniesionych w ramach walki z koronawirusem, rząd szykuje podwyżki dla pracowników budżetówki. Bo kryzys kryzysem, ale gospodarka ma się świetnie.

Bizblog.pl poleca

Węgrzy z dużymi podwyżkami pensji

Na pierwszy ogień idą nauczyciele. Pedagodzy dostaną od przyszłego roku o 10 proc. więcej. Warto jednak odnotować, że obietnica zbiega się z groźbą strajku więc rząd Orbana stoi w tym wypadku pod ścianą. Ba, za rok premiera Węgier czekają wybory, a prognozy wskazują, że Fidesz może stracić władzę.

Węgierska władza sypnie też groszem na pozostałe grupy zawodowe. O 20 proc. mają wzrosnąć wynagrodzenia pracowników sektora kultury, pracowników socjalnych i osób pracujących w żłobkach. Pielęgniarki dostaną o 21 proc. więcej.

Miesiąc temu Orban ogłosił też podpisanie porozumienia w sprawie minimalnego wynagrodzenia w 2022 r. Około 300 tys. Węgrów dostanie dzięki temu podwyżkę ze 166 tys. forintów do co najmniej 200 tys. forintów. To w przeliczeniu na nasze odpowiednio 2080 zł i 2510 zł.

Nad Wisłą pensja minimalna również rośnie, choć nieco wolniej, bo o 7,5 proc. do 3010 zł. Nauczyciele o ekstra kasie mogą jednak tylko pomarzyć, a OKO.press policzyło, że średni wzrost płac w budżetówce to 4,4 proc. To oznacza, że w praktyce zostanie on zjedzony przez inflację. A szkoda, bo akurat o takim Budapeszcie śnią pewnie tysiące polskich pracowników.