Liczysz na zamrożenie cen prądu? Sorry, budżet państwa to teraz za gorący temat

Są niewielkie szanse na ograniczenie wzrostu cen energii w 2020 r. W wariancie skrajnie optymistycznym będą one dotyczyć Kowalskich, ale małe i średnie firmy oraz samorządy nie mogą już liczyć na taryfę ulgową.

Fot. David Stewart/Flickr.com/CC BY 2.0

Kwestia podwyżek cen energii elektrycznej powraca, bo powrócić musiała. Polskie elektrownie produkują energię z węgla, a polityka klimatyczna Unii Europejskiej winduje koszty jego spalania. Bez kompleksowej transformacji całej branży w kierunku technologii nisko- bądź zeroemisyjnych, a więc takich, które generują niewiele albo w ogóle nie generują gazów cieplarnianych, koszt wytwarzania prądu będzie rósł.

Zeszłoroczne decyzje rządu o zamrożeniu szybujących cen energii, obliczone na potrzeby kampanii wyborczej do parlamentu, były doraźne. W pewnych kwestiach jednak bardzo skuteczne. Krzysztof Tchórzewski kontynuuje karierę polityczną, mimo że nie podołał wyzwaniu (został nawet przewodniczącym prestiżowej Komisji Gospodarki i Rozwoju w Sejmie). Zjednoczona Prawica odniosła natomiast zwycięstwo i zachowała rządy. Jednak sięgnięcie po nierynkowy mechanizm, pamiętający czasy gospodarki centralnie sterowanej, a w dodatku bardzo kosztowny (8 mld zł) szybko dało o sobie znać. Rynku tak łatwo oszukać się nie da.

Nie ma pieniędzy na zamrożenie cen prądu

Dziś kwestia podwyżek powraca z całą mocą, ponieważ zamrożenie cen energii było przewidziane jedynie na rok wyborczy i ani dnia dłużej. Przedłużenie tego mechanizmu wydaje się mało prawdopodobne przynajmniej z kliku powodów.

Po pierwsze, prawdopodobnie nie zgodziłaby się na to Komisja Europejska. Nierynkowe ograniczanie wzrostu kosztów prądu miało być wyjątkiem, a nie stanem permanentnym. Co o utrwaleniu takiego mechanizmu powiedziałyby inne państwa? Prawdopodobnie podkreślałyby, że to niedozwolona pomoc publiczna (pamiętajmy, że zamrożenie cen dotyczyło małych i średnich przedsiębiorstw). Trzeba też pamiętać, że wzrost cen wytwarzania energii z węgla jest celowy i ma zmusić państwa członkowskie do inwestowania w zielone technologie.

Po drugie, polski budżet znajduje się obecnie w zupełnie innym punkcie aniżeli jeszcze kilka miesięcy temu. Świat ogarnia powoli spowolnienie, gospodarki stygną, a wiele z nich, jak kluczowe dla Polski Niemcy, znajduje się na granicy recesji. PKB strefy euro wzrósł w trzecim kwartale o 1,1 proc. rok do roku wobec 1,2 proc. w drugim kwartale. To wszystko oznacza, że rząd będzie dysponować dużo mniejszymi środkami. Jednocześnie gabinet Mateusza Morawieckiego zapowiada kontynuowanie pakietów socjalnych, które obiecał wyborcom. Jak będzie to trudne w nowych warunkach, świadczy rozpoczęcie nowej kadencji Sejmu od pozyskiwania nowych środków finansowych (kwestia zniesienia 30-krotności ZUS oraz podwyższenia akcyzy na alkohol i papierosy aż o 10 proc.). Czy w takich warunkach jest miejsce na zrekompensowanie wzrostu cen energii kwotą 8 mld zł? Nie sądzę.

Po trzecie, o taryfach określających politykę cenową koncernów decyduje niezależny regulator, czyli Urząd Regulacji Energetyki. Zgodnie z doniesieniami prasowymi organ ten miał otrzymać od spółek energetycznych wnioski taryfowe zakładające nawet 40 proc. wzrost. Dyskusje polityków sugerujące rozwiązanie tej trudnej sytuacji skutecznie demolują rynek energii budowany z mozołem od 1989 r., podważając kompetencje URE.

Po czwarte, ze względu na strukturę polskiej energetyki ceny energii będą rosnąć do momentu zwiększenia importu zielonego prądu na nasz rynek bądź szybkiego rozwoju źródeł nisko bądź zero emisyjnych. W tym kontekście dwuletnie zamrażanie cen dla Kowalskich skończy się dla nich prawdziwym dysonansem poznawczym, gdy w końcu przyjdzie im zapłacić skumulowany rachunek za decyzje polityków.

Niższe ceny energii elektrycznej? Raczej nie tym razem

Sprawę ponownego zamrożenia cen energii komplikują jeszcze trzy rzeczy. Mamy nowy polski rząd, ale też nową Komisję Europejską.

Na podwórku krajowym trwa regularna wojna frakcyjna w Zjednoczonej Prawicy. Nie wiadomo na razie, do jakiego resortu trafią kompetencje dające mandat do podjęcia sprawy walki z rosnącymi cenami energii. Czy otrzyma go nowe Ministerstwo Klimatu? A może resort aktywów państwowych? To duża niewiadoma, którą rozwiąże podpisanie porozumienia koalicyjnego pomiędzy PiS, Solidarną Polską i Porozumieniem, a w efekcie znowelizowanie ustawy o działach w administracji państwowej.

Bizblog.pl poleca inne felietony Piotra Maciążka

Natomiast na podwórku europejskim wyraźnie zaostrza się kurs wobec kopalin (już nawet nie węgla, ale i gazu), co ogranicza pole manewru w sprawie rekompensowania wzrastających kosztów spalania węgla (a tak odbywa się produkcja większości energii w Polsce).

No i wreszcie ostatnia kwestia – czas. Pozostało go naprawdę niewiele. Do końca grudnia URE powinien zaakceptować nowe taryfy.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.