Podwyżka płacy minimalnej. Módl się, żeby za rok miał kto ci wypłacić te twoje 2800 brutto

Pensja minimalna wzrośnie o 200 zł. Ty dostaniesz na rękę o 140 zł więcej, pracodawca będzie musiał wysupłać dodatkowe 240 zł, a rząd dostanie ekstra 400 mln zł. Wizerunek podreperowany, a do budżetu wpadnie dodatkowa kasa. Fajny deal, nie?

Rada Ministrów przyjęła we wtorek rozporządzenie w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2021 r. Zgodnie z zapowiedziami od przyszłego roku płaca minimalna wzrośnie do 2800 zł i po wzroście o 200 zł (7,7 proc.) stanowić będzie 53,2 proc. prognozowanego na 2021 r. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.

Stawka godzinowa dla umów cywilnoprawnych została zwiększona o 1,30 z 17 do 18,30 zł.

Bizblog.pl poleca

Ile dostaniesz na rękę po podwyżce płacy minimalnej?

Cieszę się z 1,7 mln Polaków otrzymujących obecnie najniższe wynagrodzenie. Nie mam wątpliwości, że podwyżka o 140,05 zł netto z obecnych 1921,62 do 2061,67 zł to dla nich bardzo dobra wiadomość. I tak, przyznaję Prawu i Sprawiedliwości, że godnie zadbał o najgorzej zarabiających. Gdy przejmował władzę w 2015 r. ich zarobki wynosiły 1750 zł brutto.

Oczywiście nie omieszkał o tym przypomnieć rzecznik rządu Piotr Mueller.

Rząd konsekwentnie poprawia sytuację pracowników, którzy otrzymują najniższe wynagrodzenie. W 2021 r. minimalna pensja wzrośnie w porównaniu do 2015 r. o 1050 zł – powiedział Mueller.

Jednak słowem nie zająknął się, kto jeszcze skorzysta na wtorkowej decyzji rządu, i kto najbardziej dostanie po kieszeni.

Pensja pójdzie w górę o 140 zł, koszty pracodawcy – o 240 zł

Podniesienie od przyszłego roku minimalnego wynagrodzenia do 2800 zł brutto to dla pracownika zysk rzędu nieco ponad 140 zł. Ale wprowadzona przez rząd podwyżka oznacza dla pracodawcy koszt wyższy o blisko 241 zł, bo zamiast 3132,48 od 1 stycznia 2021 r. zapłaci 3373,44 zł.

Mało kto w OECD tak mocno opodatkowuje niskie płace

– zauważa Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Od każdej objętej urzędową podwyżką umowy 1311,77 zł w postaci podatków i składek powędruje do państwa, które dzięki temu wzbogaci się o 410 mln zł.

Nic dziwnego, że pracodawców trafił szlag i podczas obrad Rady Dialogu Społecznego storpedowali propozycję rządu, który po raz kolejny postanowił podreperować sobie wizerunek i finanse za kasę przedsiębiorców. Mógł przecież wciąć na siebie część tych kosztów, podwyższając kwotę wolną od podatku albo obniżając PIT i składki ZUS…

Mamy kryzys po koronawirusie, więc podwyższamy pensje

Mamy teraz największy po drugiej wojnie światowej kryzys gospodarczy, dlatego decyzje o podwyżce płacy minimalnej należy podejmować z uwzględnieniem tego faktu

– zauważył na wtorkowym briefingu Piotr Mueller.

I po właśnie po uwzględnieniu tego faktu rząd przykręcił śrubę pracodawcom, dosypując trochę drobnych do zadłużonych ponad wszelką miarę budżetu i państwa. Tak, wiem, że ten rząd stawia na konsumpcję, ale patrząc na to, co się dzieje, mam wątpliwości, czy dobrze robi.

O ile wcześniej podwyżki pensji minimalnej były w jakiś tam sposób uzależnione i tłumaczone niezłym tempem wzrostu gospodarczego, o tyle ta ostatnia wygląda mi na mocno ryzykowną. Zarządzono ją w środku kryzysie i przy spadających dochodach przedsiębiorstw. Oby pracodawcy tej podwyżce podołali. Bo jak jej nie udźwigną, to nie będzie miał kto Polakom wypłacić tych 2800 brutto.