mBank bez ogródek: sorry, kliencie, zapłacisz więcej, bo łupi nas państwo

Klienci mBanku muszą przełknąć gorzką pigułkę. Właśnie dowiadują się, że od drugiej połowy sierpnia będą płacić więcej za kartę debetową i za wypłaty z bankomatów niewielkich kwot. Skąd ta podwyżka opłat? mBank tłumaczy, że musi coraz więcej łożyć na… państwo.

Polityka socjalna rządu okazuje się cały czas skuteczna. Na tyle, że znowu realna jest większość konstytucyjna PiS. A tego przecież partia Kaczyńskiego węgierskiemu Fideszowi zazdrości najbardziej. Skoro więc tli się jakaś realna nadzieja, to trzeba zewrzeć szyki i z tego skorzystać. Dlatego do miliardów złotych na drugie dziecko, a za chwilę na pierwsze i do jednorazowej trzynastki emerytów dołączy np. 500+ dla niepełnosprawnych. Tu wypłata, zgodnie z zapowiedziami wicepremiera Jacka Sasina, miałaby ruszyć najpóźniej w październiku. Znowu sprawdzony mechanizm: tuż przed wyborami. 

Zobacz także:

Nie ma innego wyjścia: trzeba się składać.

Polityczny plan jest więc rozpisany na lata. Mechanizm wszak działa i nic nie wskazuje na to, że nagle to się zmieni. Ale z finansowym drogowskazem już tak dobrze nie jest. Tutaj pieniędzy trzeba szukać zawsze i wszędzie. Zwłaszcza, że nie do końca przecież wiadomo, co jeszcze prezes Kaczyński wyborcom obieca. 

Już teraz jest policzone, że realizacja tzw. “piątki Kaczyńskiego” to spokojnie wydatki rzędu 42 mld zł, jak nie lepiej. A przecież życie polityczne na jesiennych wyborach się nie kończy. Nie ma więc innego wyjścia, trzeba zakasać rękawy i zbierać pieniądze gdzie się tylko da. Jak nie luka VAT, to zawsze split payment może pomóc. Wszelkie podwyżki misternie konstruowaną układankę zniszczą. Już z tymi dotyczącymi prądu będzie pewnie niezły ambaras. To może zwrócić się do tych, którzy potrzebnej kasy mają w brud?

Podwyżka opłat, czyli banki na finansowym celowniku rządu.

Proponowana przez mBank podwyżka jest bardzo widoczna. Np. w paru przypadkach za kartę debetową wzrośnie do 7 zł. Dochodzi warunek dotyczący transakcji kartą płatniczą. Do tej pory mBank wyznaczał limit co najmniej 5 takich płatności w ciągu miesiąca. Teraz mają być one wykonywane na kwotę co najmniej 350 zł. Klienci mBanku głębiej sięgną też do kieszeni wypłacając pieniądze z bankomatów. Przy transakcjach poniżej 100 zł prowizja wyniesie 2,5 zł – zamiast 1,3 zł jak do tej pory.

mBank taki a nie inny krok tłumaczy m.in. tym, że musi więcej pieniędzy łożyć na rzecz… państwa. A dokładnie na Komisję Nadzoru Finansowego i Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W pierwszym przypadku trzeba płacić o 46 proc. więcej, a w drugim – aż o 77 proc. Cezary Stypułkowski, prezes mBanku, uważa że takie a nie inne obciążenia powodują, że bankom ma się w Polsce coraz gorzej i trudniej.

To nie pierwszy raz, kiedy rząd chce się wspierać na bankowym ramieniu. Wcześniej – wbrew proekologicznym i proklimatycznym decyzjom banków i instytucji finansowych – rząd mówił np. o funduszu dwóch banków: Pekao S.A. oraz PKO Bank Polski, który miałby być ratunkiem dla polskiego górnictwa. Co z tego, że to wszystko – właśnie jak w przypadku podwyżek mBanku – odbywa się kosztem klientów banków. Przecież ci potem dostaną jedno 500+, za chwilę drugie 500+ a niektórzy będą zwolnieni z podatku. Nie ma co robić burzy w szklance wody.