Zamiast żalić się na wysokie podatki, cieszcie się, że nie mamy jak Niemcy. Może lepiej ich nie gonić?

Dopóki rządy PiS = „Bóg, Honor, Ojczyzna” i w gratisie jeszcze Rodzina, wszystko było w porządku. Kiedy ten pakiet powiększył się o podatki, coś zaczęło jakby zgrzytać. Bo nagle jesteśmy strasznie uciśnieni. Zanim zaczniecie płakać nad swoim losem, zobaczcie, ile inne narody oddają państwu.

Rozmawiam z przedstawicielem klasy średniej, w dojrzałym wieku, wykształconym inżynierem zarabiającym zdecydowanie powyżej średniej krajowej, twardym elektoratem PiS od lat, który ku mojemu zaskoczeniu ostro fuka:

Zwariowali w tym PiS-ie, to jest skandal, że chcą zabierać nam jeszcze więcej.

Bizblog.pl poleca

Za jeszcze większy skandal uważa, że jego synowi wchodzącemu dopiero na rynek pracy w branży IT zarabiającemu już pięciocyfrowe kwoty przestanie się opłacać udawanie firmy. Tak, udawanie, bo pracuje dla jednego szefa, w stałych godzinach i nawet służbowy komputer od niego dostał. I nie docierają moje argumenty, że przecież ta zmiana, by na rynku pracy nie wykorzystywać patologicznego arbitrażu, jest sprawiedliwa.

Nie dyskutuję więcej, przypominam sobie: Rodzina – trzeba jej bronić. Odpuszczam, bo zaraz poleje się krew.

Ale odczucie, że nawet twardy elektorat PiS zaczyna się buntować na reformy podatkowo-składkowe zaproponowane w Polskim Ładzie jednak mnie zaskakuje.

Atmosferę w tej sprawie skrzętnie podsyca wicepremier Jarosław Gowin, który nawet nie z przyczajki, a prosto w twarz rzuca partnerom koalicyjnym granat, pisząc, że reformy podatkowe Polskiego Ładu to „atak na klasę średnią” i on nigdy na to nie pozwoli ludziom, z którym aktualnie rządzi Polską ramię w ramię.

Czy Polakom dzieje się krzywda bardziej niż innym narodom?

I pięknie wicepremier w ten sposób utwierdza ludzi w przekonaniu, że dzieje im się straszna krzywda. Ale czy naprawdę się dzieje? Zerknijmy na chwilę poza swoje podwórko, patrząc na inne kraje, do których często aspirujemy, jak u nich wyglądają obciążenia podatkowo-składkowe. Bo wtedy możemy zostać zaskoczeni i poczuć się jednak trochę mniej uciskani przez państwo.

Na pytanie, czym jest właściwie klasa średnia w Polsce i kto się do niej zalicza, wciąż pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. Ale „Rzeczpospolita” na potrzeby swoich wyliczeń przyjęła, że ktoś, kto zarabia 167 proc. średniej krajowej, na pewno się do niej zalicza.

W Polsce 167 proc. średniej krajowej to 8,9 tys. zł brutto miesięcznie. Dziś osoba zarabiająca taką kwotę musi oddać z tego państwu w ramach podatków i składek 35,4 proc. – to tzw. klin podatkowy. Po zmianach zaproponowanych w Polskim Ładzie i to bez tzw. ulgi dla klasy średniej klin ten wzrośnie zaledwie o 1,6 pkt proc. do 37 proc.

Dużo? No to patrzcie. „Rzeczpospolita” wylicza, że klin wyższy niż proponuje się obecnie w Polsce, mają pozostałe kraje naszego regionu, na Litwie wynosi on 39,9 proc., na Słowacji 43,2 proc., na Węgrzech 43,6 proc., a w Czechach, o których ostatnio głośno w kontekście „raju podatkowego” dla uciśnionych Polaków klin jest na poziomie 45,7 proc.

Według szacunków gazety, w Belgii obciążenia podatkowo-składkowe wynoszą 58,1 proc., we Francji 53,2 proc., a w Niemczech, do których przecież uwielbiamy się porównywać – 51,6 proc. – tyle zabiera im co miesiąc Angela Merkel z zarobionych własną pracą pieniędzy.

I jeszcze rzut oka na nieco zamożniejszych. Przy zarobkach na poziomie 250 proc. średniej krajowej, czyli ok. 13 tys. zł brutto Polski Ład niewiele zmieni, a Polska nadal będzie miała jeden z najniższych klinów podatkowych wśród europejskich krajów OECD.

Naprawdę dalej wydaje wam się, że jesteśmy tak strasznie uciskani?

Bójcie się gonienia Niemców

Przy okazji, przypomina mi się, jak to premier Morawiecki obiecywał, że zaraz będziemy drugimi Niemcami, jeśli chodzi o zarobki. Te opowieści na razie należy włożyć między bajki, bo jak wynika z danych Eurostatu, średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w Polsce wyniosło w 2019 r. 1150 euro, tymczasem w Niemczech 4348 euro.

Owszem, gonimy Niemców, bo nasze pensje rosną w ostatnich latach szybciej niż ich. Jak w grudniu ubiegłego roku wyliczyła firma audytorsko-doradcza Grant Thornton, przy zachowaniu dynamiki płac z lat 2017-2019, dogonimy pensje Niemców w 2048 r.

Ale nie ma się co smucić, bo przyspieszamy w tym wyścigu. Zaledwie rok wcześniej, w badaniu GT z 2019 r. wyszło, że teoretycznie średnie pensje niemieckie mamy szansę dogonić w 2057 r., a jeszcze rok wcześniej, w 2018 r. wyliczenia wskazywały na 2077 r.

Tylko nie wierzcie w wizję, że jak już tych Niemców dogonimy, będzie nam się żyć tak pięknie, wygodnie i dostatnio jak im. To pewnie nastąpi dopiero wtedy, gdy obok pensji dogonimy też ich klin podatkowy i zgodzimy się na to, żeby państwo zabierało nam więcej pieniędzy, bo szpitale, żłobi i drogi same się nie wybudują.