Podatek katastralny może powstrzymać szaleństwo cen mieszkań. Tak powinien wyglądać

Podatek katastralny nałożony na wszystkie nieruchomości to rzeczywiście byłby raczej podatek „katastrofalny”. Ale przecież nikt tego nie chce! Chodzi o to, żeby zatrzymać spekulację na rynku mieszkań i opodatkować dopiero drugie lub trzecie mieszkanie kupowane na wynajem, lub jako inwestycję. Jak i na kogo nałożyć podatek katastralny, żeby nie zrobił nikomu krzywdy? I jak uniknąć fali podwyżek cen najmu?

Przeciwnicy podatku katastralnego zwykle krzyczą, że jego wprowadzenie byłoby skandaliczne, bo mocno trzepnęłoby po kieszeni zwykłych ludzi, a emerytów wręcz mogłoby pozbawić mieszkań.

Bizblog.pl poleca

Tylko że to opowiadanie bzdur, bo owszem, tak zadziałaby kataster nałożony na oślep na każdego, ale nie o to chodzi. Jak więc skalibrować podatek katastralny, żeby przyniósł społeczeństwu korzyści i nie wyrządził szkód?

Nie chodzi o to, żeby rząd się nachapał

Po pierwsze, podatek katastralny w obecnie sytuacji nie ma służyć temu, żeby rząd się nachapał, zgarniając do budżetu jak najwięcej pieniędzy, ale temu, by zatrzymać spekulacje na rynku mieszkaniowym. Inwestycyjne zakupy wąskiej zamożnej części społeczeństwa uderzają w zwykłych Polaków, bo podbijają ceny nieruchomości. 

Ba! Część kupionych inwestycyjnie mieszkań nie jest nawet wynajmowana dla zysku, ale stoi pusta i czeka na wzrost wartości, by odsprzedać lokal z zyskiem. W ten sposób zamrażamy część zasobów mieszkaniowych na rynku, na którym dramatycznie brakuje mieszkań. A mieszkania są przecież do mieszkania, nie do trzymania w nich pieniędzy.

A zatem podatek katastralny nie powinien być naliczany od każdej nieruchomości, ale dopiero od drugiego i kolejnego mieszkania. Dyskutować można również o tym, czy nie nałożyć go np. dopiero na trzecie i kolejne mieszkanie, żeby nie uderzać w tych, którzy mają jedno swoje mieszkanie, ale odziedziczyli po rodzicach dom rodzinny.

Tak czy inaczej, z podatku katastralnego na pewno zwolnione powinny być mieszkania, w których podatnik rzeczywiście sam mieszka. W ten sposób chronimy zwykłych ludzi, którzy na rynku nie spekulują, a przede wszystkim chronimy emerytów, którzy często mieszkają w bardzo dużych domach czy mieszkaniach w centrach miast od pokoleń. Te nieruchomości mają często bardzo dużą wartość, ale ich właścicieli wcale nie byłoby stać na zapłacenie kilku czy kilkunastu tysięcy złotych rocznie podatku. Nałożenie na nich podatku katastralnego rzeczywiście byłoby katastrofą. 

Ale nikt nigdy w tej publicznej dyskusji nie postuluje opodatkowania każdej, nawet jedynej posiadanej nieruchomości, więc straszenie dramatem emerytów to demagogia, skończcie z nią już!

Nie wszystko na raz, nie wszystko jednakowo

Wprowadzenie podatku katastralnego byłoby olbrzymią operacją logistyczną, bo najpierw trzeba stworzyć ów kataster, a więc publiczny rejestr wszystkich nieruchomości w Polsce wraz z informacją o tym, kto jest ich właścicielem. Mało tego, wszystkie te nieruchomości trzeba wycenić, bo podatek katastralny to podatek od wartości nieruchomości.

To wszystko powoduje, że podatku katastralnego nie da się wprowadzić od zaraz. A warto byłoby jednak działać szybko, bo problem ze spekulacją na rynku mamy teraz. Za kilka lat sytuacja pewnie się uspokoi, bo wzrosną stopy procentowe i kupowanie inwestycyjnie na kredyt nie będzie już tak opłacalne, a osoby, które i tak kupują za gotówkę, będą miały więcej możliwości sensownego ulokowania swoich oszczędności.

A więc działajmy od razu. Takim rozbiegiem przed opodatkowaniem wszystkich nieruchomości byłoby nałożenie tej daniny na razie na nowo kupowane mieszkania. Do tego niepotrzebny byłby rejestr wszystkich nieruchomości, a powstrzymałoby to falę zakupów inwestycyjnych tu i teraz.

I kolejny warunek: podatek katastralny powinien być progresywny, na co wskazuje wielu ekonomistów. To jak z podatkiem dochodowym, więcej płaci ten, kto kupił dziesięć mieszkań inwestycyjnie niż ten, który kupił tylko jedno pod wynajem np. z myślą o emeryturze. Albo i żeby przehulać na Ibizie – nieważne. Progresja byłaby po prostu sprawiedliwa.

Jak nie wywołać fali podwyżek cen najmu?

Przeciwnicy podatku katastralnego podnoszą argument, że nowy podatek wcale nie uderzyłby we właścicieli wielu mieszkań, bo ci po prostu przerzuciliby to nowe obciążenie na najemców. Słuszna uwaga, a tego przecież nie chcemy.

Ale da się to rozwiązać. Jedną z propozycji, z jaką się spotkałam, jest możliwość odliczenia podatku katastralnego od podatku od dochodów z najmu. To ochroniłoby najemców, ale też przy okazji zmusiło ludzi do legalnego wynajmu i odprowadzania podatku od zysków z najmu. Dziś można płacić od tych dochodów stawkę ryczałtową w wysokości 8,5 proc. z zysku z najmu. Wciąż jednak wiele osób nie zgłasza tych dochodów fiskusowi.

Wszystko jest więc do wymyślenia tak, by nikomu nie szkodzić, a wręcz pomóc. Trzeba tylko chcieć, zamiast skrzyczeć: skandal, rząd chce nas znowu złupić.