PiS po kryjomu, bez ustawy wprowadził wredny podatek. I ani myśli z niego rezygnować

Rada Polityki Pieniężnej wie lepiej. Nie rusza jej wysoka inflacja i ani myśli tykać stóp procentowych. No to płacimy dalej ten perfidny haracz. Ku uciesze rządzących.

RPP po zakończonym w środę dwudniowym posiedzeniu uznała, że sytuacja jest pod kontrolą i zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie.

Referencyjna stopa NBP wynosi 1,5 proc. I utrzymuje się na tym poziomie dokładnie od pięciu lat. Ostatni raz członkowie Rady zmienili jej wysokość w marcu 2015 r., obniżając ją oczywiście.

Decyzja o pozostawieniu stawek procentowych na tym samym poziomie oznacza, że raty kredytów nie wzrosną, ale bez względu na to, czy ktoś ma kredyt, czy nie, niskie stopy przy wysokiej inflacji oznaczają, że wszyscy tracimy, bo realnie nasze wynagrodzenia są niższe (mniej możemy kupić za te same pieniądze).

Ewentualna podwyżka stóp procentowych spowodowałaby, że dwa razy byśmy się zastanowili, czy dalej tak szybko wydawać nasze ciężko zarobione pieniądze. Gdyby raty kredytów poszły w górę, nie zadłużalibyśmy się też tak pochopnie jak obecnie, a także mielibyśmy mniej pieniędzy w portfelu. Tak czy owak mniej byśmy kupowali, więc ceny by w końcu spadły.

Jednak szef NBP i RPP prof. Adam Glapiński cały czas powtarza, że inflacja jest pod kontrolą, a ostatnie wzrosty cen były uwzględnione w prognozach banku centralnego. Teraz, gdy świat stanął w obliczu recesji wywołanej koronawirusem, ma dodatkowy argument za obniżką stóp procentowych.

podatek inflacyjny

Fed wystraszył się korona wirusa. RPP jest twarda

Ba, cały wciąż można usłyszeć, że Rada prędzej obniży stopy procentowe niż je podniesie. Kiedy dokładnie RPP zamierza pójść w ślady amerykańskiej Rezerwy Federalnej, nie wiadomo. Odpowiednik Rady Polityki Pieniężnej z USA nadzwyczajne posiedzenie zwołał we wtorek. Wszystko po to, by w związku recesją, którą ma wywołać pandemia koronawirusa, dokonać cięć stóp o pół punktu procentowego. Obecnie wynoszą one 1-1,25 proc.

Bizblog.pl poleca

„Fundamenty amerykańskiej gospodarki pozostają silne, jednakże koronawirus stanowi zagrożenie dla aktywności gospodarczej. W świetle tych wydarzeń i mają na celu osiągnięcie maksymalnego zatrudnienia oraz stabilności cen, Federalny Komitet Otwartego Rynku zdecydował się obniżyć stopy procentowe o pół punktu procentowego”

– podał Fed w komunikacie.

No to mamy podatek inflacyjny

Jeśli ceny w kolejnych miesiącach ceny zaczną spadać, a na dodatek pojawi się ryzyko recesji, to bardzo prawdopodobne, że doczekamy się w końcu reakcji RPP. I faktycznie nie będzie to ruch w górę, tylko dojdzie wówczas do obniżenia stóp.

Dlaczego? Otóż taka sytuacja, gdy inflacja utrzymuje się na 2-3 proc. poziomie jest bardzo korzystna dla rządzących. Umiarkowany wzrost cen to wyższe wpływy do budżetu z tytułu podatków pośrednich, takich jak akcyza, a zwłaszcza VAT.

Na dodatek przy niskich stopach procentowych nie opłaca się odkładać pieniędzy w banku, więc chętniej wydajemy zarobioną kasę w sklepach, co dodatkowo poszerza strumień pieniędzy płynących do kasy państwa.
Rządzący doskonale o tym wiedzą.

– Wyższa inflacja to wyższe dochody dla budżetu, co oznacza, że nie będzie problemu z jego realizacją

– przyznał Leszek Skiba, wiceminister finansów.

Nie bez powodu w takiej sytuacji mówi się o podatku inflacyjnym. Będący u władzy politycy cieszą się z wyższych wpływów i to bez stosowania sztuczek z przepychaniem ustaw w Sejmie. Same plusy.

Gorzej się mają obywatele, bo solidarnie tracą wszyscy i biedni, i bogaci. Realnie mniej dostają za pracę i mniej dostają w banku na procent, a gdy idą do sklepu wydać te coraz mniej warte zaskórniaki, to na ich krzywdzie bogacą się politycy.

Już przytaczałem kiedyś opinie o inflacji laureata ekonomicznego Nobla Miltona Friedmana, ale zrobię to jeszcze raz. Otóż stwierdził on, że inflacja to wredny podatek, który politycy nakładają na obywateli bez ustawy.

Politycy kochają inflację

Śledząc decyzje wszystkich trzech rządów Prawa i Sprawiedliwości można odnieść wrażenie, że od początku ministrowie ciężko pracowali na to, by doprowadzić do wzrostu cen.

Gdy PiS wygrywał wybory, wskaźnik cen był na minusie, bo panowała deflacja,. Mało komfortowa sytuacja dla rządzących, więc przez 500 plus, 300 plus, podatek handlowy tudzież trzynaste emerytury i wyższą płacę minimalną doprowadzono do tego, że Polacy mają więcej pieniędzy na zakupy, a ceny ruszyły z kopyta. \

Oby tylko nie zerwały się z łańcucha. Ten sam Milton Friedman pobudzanie gospodarki wzrostem inflacji porównywał do choroby alkoholowej…