Bójcie się, Facebooki i inne Netflixy. Polska wyciąga na was podatkowy bat i nie zawaha się go użyć

Z informacji RMF FM wynika, że Ministerstwo Finansów wróciło do prac nad specjalną daniną przeznaczoną dla globalnych firm internetowych. Podatek cyfrowy ma wynieść 3 procent. Ale tym razem ma nie chodzić o zastrzyk gotówki do budżetu, którego powoli socjal rozwala na szwy. Plan jest inny.

Obłożenie takich gigantów jak Facebook, Google, Twitter, Spotify, czy Netflix daniną ma przynieść do budżetu raptem kilkaset milionów złotych. Biorąc pod uwagę rozszerzenie programu 500+, kolejną edycję programu “Dobry start”, trzynastki dla emerytów, ale też mrożenie cen prądu – to kropla w morzu potrzeb.

Do tego dochodzi łatwa do przewidzenia reakcja Stanów Zjednoczonych. Podatek cyfrowy nie od dzisiaj nie jest w smak amerykańskiemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który widzi w tym cios wyprowadzony w amerykańskiej firmy. Chce się sprawie bliżej przyjrzeć, co grozi z kolei, że stosunki handlowe między USA a UE ulegną jeszcze dodatkowemu pogorszeniu. 

Po co wprowadzać podatek cyfrowy?

Dlaczego więc premier Mateusz Morawiecki decyduje się w ogóle na takie ryzyko? Przecież Amerykanie już wcześniej mieli okazję grozić palcem PiS-owi i byli w tym zabójczo skuteczni. Po co narażać się, że znowu to zrobią i trzeba będzie zawijać własny ogon, czego nawet najtwardszy elektrorat może nie zrozumieć? Jakby jeszcze faktycznie budżet wyraźnie zyskiwał i te pieniądze można byłoby kierować – rzecz jasna w jak najjaśniejszym świetle fleszy – na kolejne programy socjalne. To wtedy może gra byłaby warta jeszcze świeczki. 

Tylko, że sam resort finansów wylicza, że bój jest raptem o kilkaset milionów złotych, które żadnej różnicy przy tak rozbudowanej już polityce socjalnej po prostu nie zrobią. 

Bo też za taką a nie inną decyzją o podatku cyfrowym mają stać bardziej słupki wyborcze niż te finansowe. Nie jest przypadkiem, że temat wraca prawie na początku parlamentarnej kampanii wyborczej, która już za rogiem. A sam podatek miałby być ustalony już w tym roku. Wrażenie propagandowe ma być odpowiednie. Że rząd szukając pieniędzy, co by Polakom było tylko lepiej – nawet nie zawaha się tyrpnąć tych największych, którzy śmią nad Wisłą zarabiać sporo pieniędzy, a podatki płacą jak kot napłakał. 

Europejska moda

Ale podatek cyfrowy absolutnie nie jest wymysłem polskiego rządu. O takie daninie myśli się w Europie już od dawna. Wprowadzenie takiego obciążenia dla największych rozważane jest jak najbardziej poważnie w Austrii, Włoszech, Hiszpanii i Belgii. W kwietniu 2020 r. podatek cyfrowy – w wysokości 2 proc. – ma wejść w życie w Wielkiej Brytanii

Danina skierowana wobec największym graczom internetowego rynku czeka tylko na zatwierdzenie we Francji. Będzie obowiązywać z mocą wsteczną – od 1 stycznia 2019 r. Ma wynieść 3 proc. i dotyczyć tych firm, które mają globalne przychody w wysokości co najmniej 750 mln euro. Nad Sekwaną dotyczyć miałby w sumie ok. 30 firm. W większości z USA, ale też z Chin, Niemiec, Wielkiej Brytanii i też samej Francji. 

Prezydent Francji Emmanuel Macron uważa, że obecny system podatkowy jest mocno archaiczny i do obecnej, cyfrowej w wielu przypadkach rzeczywistości ma się jak pięść do nosa. Za wprowadzenie takiej daniny przemawiają również wyliczenia Komisji Europejskiej, która wskazuje, że światowe firmy technologiczne płacą średnio 9,5 proc. stawki podatkowej w porównaniu z 23,2 proc. dla firm tradycyjnych.

Czy nowa danina nie ogranicza handlu z USA?

Podatek cyfrowy nie może być w smak Donaldowi Trumpowi, który uparcie chce być lojalny wobec swojego przedwyborczego jeszcze hasła “America first!”. Tym samym USA chcą grać pierwsze skrzypce także w światowym handlu. Chociaż ostatnio cały efekt psuje melodia chińska. A teraz jeszcze dyskredytowana od paru dobrych lat Europa wyskakuje z podatkiem cyfrowym. 

W czasie kiedy Francja dopinała na ostatni guzik ustalenia dotyczące nowej daniny, w USA przedstawiciel handlowy Robert Lighthizer rozpoczął badanie w celu ustalenia, czy ów podatek cyfrowy jest “dyskryminujący czy nieracjonalny i obciąża lub ogranicza handel Stanów Zjednoczonych”.

Dochodzenie może potrwać nawet rok. Podstawą prawną jest sekcja 301 amerykańskiej ustawy handlowej z 1974 r. Dokładnie ten sam legislacyjny instrument, którego prezydent Donald Trump użył do nałożenia taryf na towary chińskie z powodu rzekomej kradzieży własności intelektualnej. Można więc się spodziewać, że USA w odwecie za podatek cyfrowy sięgnie po taryfy odwetowe i inne ograniczenie handlowe skierowane przeciwko Francji. Żeby też pokazać innym krajom europejskim planującym iść tą drogą – w tym Polsce – że to wyjątkowo ryzykowna decyzja.