„Bo premier kazał” to jednak za mało. Wojciech Klicki pozwał Pocztę Polską za złamanie przepisów RODO

Poczta Polska przed wyborami korespondencyjnymi nielegalnie przetwarzała dane milionów Polaków – twierdzi Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon. Prawnik, powołując się na RODO, zaskarżył działania poczty do sądu. Ta tłumaczy dzisiaj: nie mieliśmy wyjścia, wykonywaliśmy decyzję premiera.

Przed wyborami korespondencyjnymi, które miały odbyć się 10 maja, rząd działał w dużym pośpiechu. Poczta Polska została zobowiązana do ich przeprowadzenia bez wcześniejszych zmian w ustawie, tylko na podstawie decyzji premiera Morawieckiego. Pocztowcy naprędce wysłali prośby o udostępnienie spisu wyborców do samorządów.

Prezydenci i burmistrzowie miast nie byli jednak chętni do takiej współpracy. Dane Polaków w postaci rejestru PESEL przekazał ostatecznie Poczcie Polskiej resort cyfryzacji. Dzisiaj wiemy, że cały ten wysiłek poszedł na marne. Wybory nie doszły do skutku, 70 mln przeznaczonych na ich organizację poszło do pieca. Poczta musi się jednak tłumaczyć, bo zdaniem Wojciecha Klickiego, złamała prawo poprzez samo przetwarzanie danych.

Bizblog.pl poleca

Adam Sieńko, Bizblog.pl: W lipcu złożył pan pozew przeciwko Poczcie Polskiej dotyczący nielegalnego przetwarzania danych Polaków na potrzeby wyborów korespondencyjnych. Coś w tej sprawie już się zadziało?

Wojciech Klicki, Fundacja Panoptykon: Sąd przekazał pozew Poczcie Polskiej i zobowiązał ją do udzielenia odpowiedzi. Tę odpowiedź już otrzymaliśmy. Teraz wszystkie dokumenty są analizowane przez sąd. Wnioski dowodowe nie są rozbudowane, większość z nich jest opartych na dowodach, które sąd już posiada. Zostaje przesłuchanie mnie jako powoda.

Dostał pan już wezwanie?

Czekam na wyznaczenie terminu rozprawy, na której będę mógł przedstawić zarzuty wobec ostatnich działań poczty. Wiele wskazuje na to, że w tym roku nie zdążymy. Spodziewam się, że rozprawa będzie miała miejsce na wiosnę.

I co wtedy od pana usłyszymy?

Poczta w swojej odpowiedzi opiera się na argumencie: musieliśmy to zrobić, bo premier wydał decyzję, która zobowiązała nas do przeprowadzanie działań przygotowawczych w sprawie wyborów korespondencyjnych.

Ale pomyślmy w ten sposób: gdyby pan albo ja dostał decyzję, że premier zobowiązuje nas do przeprowadzenia działań przygotowawczych, wiedzielibyśmy od samego początku, że jest ona nieważna. Żaden z nas nie ma kompetencji, ani możliwości prawnych, by je przeprowadzać. Musielibyśmy je kwestionować. Tymczasem poczta, wiedząc moim zdaniem, że decyzja jest wadliwa, zdecydowała się ją wykonywać.

Nie chodzi zresztą wyłącznie o mnie. W momencie, w którym poczta zwróciła się do Ministerstwa Cyfryzacji z żądaniem o udostępnienie danych, złamano prawo. Chodzi o dane osobowe milionów Polek i Polaków.

Nie ma możliwość powołania się na nadzwyczajne okoliczności?

Rozmawiamy o sposobie przeprowadzenia wyborów – nie przez przypadek nazywanych świętem demokracji. Jeżeli są one przeprowadzane w sposób, który łamie prawo, to nie możemy mówić już o żadnych święcie.

Argument, dotyczący wyjątkowych okoliczności, o którym pan wspomniał, można było wziąć pod uwagę wcześniej, zanim doszło do złamania prawa.

W jaki sposób?

Na przykład szybko przygotowując przepisy, które umożliwiłyby przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych, a potem podjęcie na ich podstawie działań przygotowawczych. Rada Ministrów się na to nie zdecydowała. Żadna sytuacja nadzwyczajna nie upoważnia rządu i spółek skarbu państwa do działania niezgodnie z przepisami.

Poczta argumentowała, że dostęp do danych wyborców i tak miała, bo potrzebuje ich do ściągania abonamentu.

Głęboko się z tym nie zgadzam. Dotychczasowy dostęp do danych z rejestru PESEL polegał na tym, że gdy zwracaliśmy się do poczty z wnioskiem o zwolnienie z opłat abonamentowych ze względu na ukończenie 75. roku życia, poczta weryfikowała prawdziwość danych zawartych we wniosku. To wszystko.

W przypadku wyborów poczta poszła dużo dalej. Złożyła wniosek o dostęp do ministra cyfryzacji, a w podpowiedzi dostała płytę CD z danymi wszystkich Polaków. Jedno i drugie jest dostępem, ale to nieporównywalne jakościowo sytuacje.

Trochę jak z dostępem służb do billingów telefonicznych.

Można zastosować taką analogię. Policja może w uzasadnionych okolicznościach wystąpić do operatora o udostępnienie wykazu połączeń konkretnej sposoby. Nie ma jednak prawa zasysać ich z automatu do swoich systemów. To dwie różne sytuacje.

Wcześniej udostępnienia spisu wyborców odmówiły samorządy. Dosłownie tuż przed zaplanowanym terminem wyborów. W pewnym sensie resort cyfryzacji podawał rękę tonącemu.

Tak wynikałoby z kolejności publikowanych na ten temat informacji. Później okazało się, że poczta już wcześniej zwróciła się o udostępnienie danych do Ministerstwa Cyfryzacji. Jedno drugiego nie wykluczało, tym bardziej, że zakres informacji w rejestrze PESEL nie wystarcza do przeprowadzenia wyborów. Nie ma tam informacji o tym, że ktoś został pozbawiony praw publicznych. Nie można również na jego podstawie stwierdzić, czy ktoś nie dopisał się do spisu wyborców w innym mieście. W przypadku studentów jest to przecież bardzo typowa sytuacja.

Jak poczta starała się przekonać samorządy do udostępniania danych?

Argumentacja prawna, która stała za złożeniem wniosku o udostępnienie danych z rejestru PESEL, jest taka sama, jak w przypadku wniosku o udostępnienie spisu wyborców. W jednym i w drugim wypadku budziło to duże kontrowersje, a wielu samorządowców odmówiło udostępnienia danych, bojąc się o nielegalność. Troszczyli się o swoich mieszkańców.

Potem zrobił nam się bałagan. Urząd Ochrony Danych Osobowych uznał, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że premier Morawiecki nie miał prawa wydawać poczcie takich poleceń. Skąd te sprzeczności?

WSA rozstrzygał tylko, czy premier miał prawo wydania takiej decyzji. Uznał, że nie miał, bo ustawa o wyborach korespondencyjnych nie istniała, a działanie premiera miało na celu obejście źródeł prawa. O trybie przeprowadzenia wyborów powinien zdecydować parlament. Samymi konsekwencjami w postaci działań poczty się jednak nie zajmował.

Co do UODO, warto zauważyć, że urząd nie wydał decyzji, nie rozpatrywał skargi. Opublikował tylko komunikat na swojej stronie internetowej, zgodnie z którym wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Ale to nie jest wiążące rozstrzygnięcie. Urząd zabrał tylko głos w debacie publicznej.

Sąd bierze taki głos pod uwagę?

Formalnie nie ma on żadnej mocy. Z mojej perspektywy urząd dał sygnał, że nie widzi problemu. RODO przewiduje, że osoba, której dane osobowe były przetwarzane niezgodnie z prawem, może dochodzić swoich praw przed UODO albo przed sądem cywilnym. Widząc stanowisko urzędu, uznałem, że nie mam tam czego szukać.

Wspomniał pan o RODO. Po dwóch latach jego obowiązywania w Polsce okazało się, że największym zagrożeniem dla regulacji może być samo państwo.

Działania wokół wyborów na pewno było rażące – naruszały nie tylko RODO ale i porządek demokratyczny. Ale czy to największe naruszenie? W Fundacji Panoptykon złożyliśmy też skargę na Google`a zarzucając spółce brak ochrony danych osobowych w ramach tworzenia naszych profili na potrzeby reklamy behawioralnej w Internecie. Sprawę rozpoznaje teraz irlandzki odpowiednik urzędu ochrony danych osobowych. Sprawa poczty dotyczy wszystkich dorosłych Polek i Polaków, ta przeciwko Google`owi może mieć potencjalnie jeszcze szerszy charakter, bo dotyczy wszystkich użytkowników internetu. Dlatego nie podejmuję się oceny, czy polskie państwo naruszyło przepisy bardziej niż Google i inni cyfrowi giganci.

Wyrok w sprawie poczty powinien zapaść w ciągu kilku miesięcy. Czego się pan od niej domaga?

Przeprosin. Ale nie ze względu na moje osobiste podejście, chociaż osobiście również czuję się dotknięty działaniami Poczty Polskiej. Uważam, że takie słowa powinny paść w stosunku do całej opinii publicznej. To dla mnie najważniejsze. Oczekuję też, że wyrok sądu w moje sprawie będzie zimnym prysznicem dla władz, które nie będą już stwarzały działań w rażący sposób naruszających zasad ochrony danych osobowych.

Czyli przyznania się do winy i obiecania poprawy?

Można tak to ująć. (śmiech)