Szykujcie się na twardy lockdown. Zaraz po hucznym sylwestrze z TVP rząd zamknie wszystko jak leci

Pobawili się? To z powrotem do domów. PiS kombinuje jak może, by Polacy jak najmniej dotkliwie odczuwali covidowe restrykcje, ale im bardziej lekceważy nadciągającą fale zakażeń omikronem, tym bardziej będzie musiał potem dokręcać śrubę. Zachód Europy dmucha tymczasem na zimne, zwołuje sztaby kryzysowe, a niektóre państwa nie wykluczają ponownego zamknięcia obywateli w mieszkaniach. Fot. KPRM.

Na nic zdały się zakazy lotów do i z krajów afrykańskich, w których nowy wariant koronawirusa odkryto jako pierwszy. Omikron był w Europie, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować. WHO twierdzi, że prawdopodobnie jest obecny w większości krajów świata. I w dodatku liczba zakażeń tym wariantem rośnie z zatrważającą prędkością.

Europa: sorry, w te święta musicie uważać

Największa panika wybuchła w Wielkiej Brytanii. Dziewięć dni wystarczyło, by liczba zakażeń Omikronem wzrosła 20-krotnie, a premier Boris Johnson zaczął przyzwyczajać się do myśli, że nie może pozwolić rodakom na normalne i beztroskie święta. Na jego stole według „Financial Times” leży kilka propozycji. Te bardziej surowe wiążą się z zamknięciem pubów i restauracji (dania tylko na wynos) oraz wprowadzeniu zakazu spotkań w pomieszczeniach zamkniętych.

Bizblog.pl poleca

Już teraz brytyjski rząd rekomenduje pracodawcom odesłanie pracowników na pracę zdalną, a wejście na jakąkolwiek większą imprezę nie jest możliwe bez okazania paszportu covidowego. Opozycja oskarża Johnsona o wprowadzanie lockdownu tylnymi drzwiami, on sam odżegnuje się od takich pomysłów, twierdząc że po prostu zachęca obywateli do większej ostrożności.

Omikron postawił na baczność polityków jak Europa długa i szeroka. Austria wpuszcza do kraju bez kwarantanny wyłącznie ozdrowieńców i zaszczepionych. A na samej kwarantannie potencjalnie zakażony będzie musiał zakładać maseczkę za każdy razem gdy przyjdzie mu do głowy wyjść ze swojego pokoju na przykład do kuchni.

W Holandii nie bawią się w takie detale i po prostu zamykają kraj na święta. Po gwałtownym wzroście zachorowań omikronem Zespół ds. Zarządzania Epidemią ogłosił, że zwlekanie z restrykcjami może zakończyć się tragedią. Rząd posłuchał. Zamyka większość sklepów, wszystkie restauracje, kluby, siłownie i fryzjerów. Przypomina się Polska, marzec 2020. I nie zmienia tego nawet fakt, że tak samo jak w Polsce Holendrzy są teoretycznie po szczycie czwartej fali i powinni spodziewać się co najmniej kilku spokojnych tygodni.

Polska ignoruje koronawirusa

Nad Wisłą po staremu. Premier Morawiecki niby ograniczył limity osób przypadających na metr kwadratowy w lokalach usługowych, ale nikt się tym nie przejmuje. Dobrym podsumowaniem była zresztą próba narzucenia ich w komunikacji miejskiej. Pojawiły się protesty, że nie da się na bieżąco kontrolować, ilu pasażerów jest w autobusie, a rząd stwierdził: no w sumie racja. I regulacje odwołał.

W święta żadne dodatkowe restrykcje nie obowiązują. Według zapowiedzi w sylwestra kluby mają być otwarte, a TVP organizuje imprezę pod chmurką. I to nie byle jaką, bo w Zakopanem szykuje się zabawa na całego. Tłum ludzi, maseczki niemile widziane.

Nie chce krakać, ale coś czuje, że w styczeń wejdziemy z wielkim bólem głowy. Nie chodzi nawet o sam brak ograniczeń, choć nerwowe działania wszystkich dookoła powinny dać PiS-owi do myślenia.

Większym problemem jest wskaźnik śmiertelności. W Polsce nad wyraz wysoki. Można oczywiście zrzucić ten fakt na karb zwykłego przypadku, niefartownej puli genetycznej naszych rodaków albo kiepski stan służby zdrowia. Ja osobiście skłaniałbym się jednak ku niskiemu zaszczepieniu. Na zachodzie Europy wskaźnik wyszczepienia sięga nawet 80-90 proc. i w zasadzie nie spada poniżej 70 proc. U nas nie chce dobrnąć do 60 proc.

Źródło: Our World in Data

Efekt? Z każdą kolejną falą liczba zgonów w przeliczeniu na milion mieszkańców coraz bardziej odstaje od średniej. W Holandii umiera trzy razy mniej osób na milion mieszkańców, w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii odestek zgonów jest natomiast tak niski, że trudno go w ogóle zestawiać z polskimi realiami.

źr: Our World in Data

Nie zdziwiłbym się, gdyby premier Morawiecki już teraz siedział nad jakimś szerszym planem i ocierając pot z czoła, zastanawiał się, jaki wariant zamknięcia wybrać po Nowym Roku. Bo jeżeli omikron wybuchnie nam w twarz, inflacja i szturm imigrantów na wschodnią granicę zejdą na dalszy plan. Pandemii nie przykryje nawet kolejna wrzutka z lex TVN.

Trzeba będzie się w końcu wziąć za barki z wirusem. A przy niechęci do szczepionek, przemęczonych lekarzach i braku łóżek, ponowne zamknięcie wydaje się jedynym możliwym rozwiązaniem. I to raczej na wzór holenderski z plombowaniem wszystkiego dookoła, a nie łagodnym brytyjskim rekomendowaniem.