Rząd zaczyna ściągać podatek z tarczy antykryzysowej. Wziąłeś pomoc, szykuj portfel

Premier Morawiecki dopiero co skończył rozdawać kryzysową zapomogę w postaci pożyczek, dofinansowań wynagrodzeń, postojowego czy zawieszenia opłacania składek ZUS, a już bierze się do konsumowania sukcesu. Z uratowanych miejsc pracy rząd wyciśnie niemałe pieniądze.  

Głównym zadaniem tarczy antykryzysowej była ochrona miejsc pracy. W czasie lockdownu część branż całkowicie stanęło, inne jechały na oparach. Z powodu groźby masowych zwolnień rząd zaoferował przedsiębiorcom prosty deal: Straciłeś co najmniej 15 proc. obrotów? Do każdego pełnoetatowego pracownika dorzucimy ci połowę minimalnego wynagrodzenia (1300 zł plus ZUS).

Bizblog.pl poleca

Terapia się udała. Wbrew obawom koronawirus nie zagnał milionów Polaków do pośredniaków. Według danych GUS w czerwcu bezrobocie rejestrowane wzrosło raptem o 0,1 pkt proc. i wyniosło 6,1 proc. Straszenie 10 proc. bezrobociem pod koniec roku również mogło okazać się na wyrost. Dzisiaj rząd szacuje, że osiągnie ono pułap o 2 pkt proc. niższy.

Skarbiec świeci pustkami

Ten wysiłek mocno nadwyrężył jednak budżet państwa. Na samo dofinansowanie wynagrodzeń poszło do tej pory 14,2 mld zł. Postojowe pochłonęło kolejne 4,8 mld zł. Następne kilkanaście miliardów to zwolnienia i ulgi ze składek ZUS oraz pożyczki dla mikroprzedsiębiorców.

Minister finansów Tadeusz Kościński ostrzegał w związku z tym, że deficyt na koniec roku sięgnie astronomicznej kwoty 100 mld zł. Założenia te są jednak bardzo ostrożne, bo zadłużenie Skarbu Państwa tylko w od stycznia do maja poszło w górę o 114 mld zł.

Płaca minimalna 200 zł w górę

Rząd rozpoczął w tym czasie coroczną debatę na temat wysokości płacy minimalnej. Miejsca pracy (przynajmniej chwilowo) zostały uratowane, firmy (częściowo) wróciły do zarabiania, resort pracy zaproponował więc, że wynagrodzenia w przyszłym roku można spokojnie podnieść o 200 zł brutto – z 2600 do 2800 zł. Tyczy się to oczywiście tylko prywatnych przedsiębiorstw. W budżetówce, jak zapowiedział wiceminister finansów Piotr Patkowski, żadnych podwyżek nie będzie.

Reszta stron negocjacji okopała się na swoich tradycyjnych stanowiskach. Związki zawodowe twierdzą, że płace minimalne należy podnieść do 3100 zł. Przedsiębiorcy zapierają się przed jedną i drugą propozycją rękoma i nogami.

Tym razem mają jednak dość mocny argument. Wyłuszczył go w liście do minister Emilewicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz.

Skoro w budżecie brakuje pieniędzy na dalszą pomoc, nie twórzmy dodatkowych obciążeń dla firm w czasie, kiedy wiele z nich liże rany po blokadzie

– czytamy.

Obawy pracodawców wzbudza również fakt, że rządowa pomoc przewidziana była na okres 3 miesięcy i jej efekt właśnie się kończy. Tymczasem Polacy wciąż żyją w napięciu, oczekując zaostrzenia restrykcji, które znów wepchną wiele przedsiębiorstw pod kreskę.

Można się jednak spodziewać, że premier Morawiecki tak łatwo na zamrożenie minimalnego wynagrodzenia nie przystanie. A to z jednego prostego powodu – jego podwyżka poza oczywistymi korzyściami dla pracowników, to również zwiększenia wpływów do budżetu państwa.

Podatek od tarczy

Korzystając z kalkulatora wynagrodzeń, policzyłem, ile ta propozycja wyciągnie z kieszeni przedsiębiorców, jednocześnie nie transferując tych pieniędzy do portfeli ich pracowników.

Przy wzroście płacy minimalnej z 2600 zł do 2800 zł łączny koszt pracodawcy wzrasta z 3132,48 zł do 3373,44 zł, czyli o 240 zł i 96 groszy. Z tego 141 zł i 5 groszy to realna podwyżka dla osób zarabiających płacę minimalną. Reszta w postaci wyższej zaliczki na PIT i ubezpieczenia emerytalne, chorobowe, rentowe i zdrowotne idzie wprost do kasy państwa. Na jednym pracowniku rząd zarabia dzięki temu prawie 100 zł.

źr: wynagrodzenia.pl

W Polsce najniższe możliwe wynagrodzenie pobiera 1,75 mln osób. Oznacza to, że premier Morawiecki zyskuje dodatkowe 175 mln zł, zaskarbiając sobie przy okazji wdzięczność dużej grupy wyborców.

Dla rządu to z pewnością dużo wygodniejszy sposób drenowania kieszeni niż otwarte wprowadzenie nowej daniny, bo to ostatnie zawsze wywołuje niemałe kontrowersje, niekoniecznie przynosząc ogromne dochody. Przykłady?  Słynny podatek od Netfliksa, który zasili konto dotowanego z budżetu Instytutu Sztuki Filmowej kwotą ok. 16 mln zł. Niedoszły podatek cyfrowy miał natomiast skierować do kasy państwa w granicach 300 mln zł rocznie.

Tymczasem wspomniane 175 mln pozwoli praktycznie pokryć wydatki związane z postojowym dla województwa opolskiego i lubuskiego łącznie. Rząd uratował miejsca pracy, teraz przyszła pora by mu się za to odwdzięczyć.