Płaca minimalna. „Solidarność” żąda co najmniej 2800 zł w 2021 r. Pewnie rząd znowu jej ulegnie

Wiemy, że jest ciężko, ale spróbujcie nie dołożyć kolejnych 200 zł. Do publicznej dyskusji o przyszłorocznej płacy minimalnej właśnie włączył się zawodnik wagi ciężkiej – Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”. Jak uczy doświadczenie, rząd raczej bez mrugnięcia okiem spełni żądanie bliskiego mu politycznie, wpływowego związku zawodowego. W ten sposób wzrost płacy minimalnej w ciągu dwóch lat wyniesie co najmniej 550 zł.

W NSZZ „Solidarność” mamy świadomość skomplikowanej i trudnej sytuacji na rynku pracy, która w pracach nad przyszłorocznym budżetem wymaga od wszystkich partnerów społecznych odpowiedzialności i rozwagi

– zaczyna obiecująco swoją odezwę do rządu Piotr Duda.

Bizblog.pl poleca

Czy związek zawodowy stwierdził, że w sumie wzrost płacy minimalnej w 2020 był co najmniej podwójny (z 2250 zł do 2600 zł), a do tego poobijane koronakryzysem polskie firmy potrzebują nieco oddechu? Nic z tych rzeczy. Ma być wzrost płacy minimalnej, i to „co najmniej” o kolejne 200 zł.

„Biorąc pod uwagę zapowiedzi rządu o aktywnym stymulowaniu gospodarki w walce z kryzysem, nie można pomijać istotnej roli płacy minimalnej w tym procesie. Dlatego moim zdaniem jej wzrost nie powinien być niższy niż 200 zł, co oznacza, że przyszłoroczna płaca minimalna powinna wynosić co najmniej 2800 zł” – stawia sprawę jasno szef „Solidarności” na łamach „Tysola”.

Firmy nie będą zatrudniać

Stymulowanie gospodarki przez podwyższanie płacy minimalnej, mocno obciążonej podatkami i składkami? Ciekawy pomysł, ale ekonomiści niekoniecznie podzielają eksperckie wizje Piotra Dudy.

W sytuacji bardzo dużej niepewności w gospodarce, gdy firmy trzy razy zastanowią się, czy kogoś zatrudnią

– mówi Bizblog.pl Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Jak podkreśla ekspert, najbardziej dotknięte kryzysem są branże zatrudniające mniej wykwalifikowanych pracowników, takie jak gastronomia, hotelarstwo. „Podnoszenie płacy minimalnej jest bardzo ryzykownym działaniem” – stwierdza.

„Podnoszenie płacy minimalnej ma dwa efekty. Część, a nawet większość pracowników dostaje podwyżki, ale jest też minus – część pracowników, przede wszystkim najsłabszych, jest zwalnianych. Co więcej, przy wysokiej płacy minimalnej osobom dopiero wchodzącym na rynek trudniej jest znaleźć pracę” – wyjaśnia Aleksander Łaszek.

Wrzutka medialna ministra

Przypomnijmy, że z założeń do budżetu na 2021 rok, które przygotowało Ministerstwo Finansów, wynika, że płaca minimalna powinna wynieść 2716 zł. Choć minister Tadeusz Kościński przezornie zastrzegł, że to „nie jest nasza propozycja, tylko punkt wyjścia do dyskusji, wynik przyjętych podstawowych założeń”, to i tak nie uniknął gniewu szefa „Solidarności”.

„Jeszcze przed formalnym rozpoczęciem rozmów w ramach Rady Dialogu Społecznego pojawiają się w mediach kwoty oraz sugestie niektórych rządowych urzędników co do wysokości tego wzrostu” – pisze Piotr Duda.

Takie wrzutki medialne jednoznacznie oceniam jako próbę podważania obowiązujących w Polsce zasad dialogu trójstronnego

– strofuje ministra finansów szef „S”.

Kalkulacja resortu finansów jest jednak bardzo prosta. Ponieważ prognozowane średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej w tym roku to 5088 zł, a zakłada się, że w przyszłym wzrośnie do 5259 zł, płaca minimalna musi wzrosnąć proporcjonalnie – o 116 zł.

„Wskazujemy minimalny wzrost wynagrodzenia zgodnie z ustawą, co nie znaczy, że tak będzie. Nie znaczy to, że w przyszłym roku tyle wyniesie najniższe wynagrodzenie, o tym będą decydować partnerzy w Radzie Dialogu Społecznego” – powiedział Tadeusz Kościński.

Rząd zaokrągli, ale do jakiej kwoty?

Na to, że płaca minimalna w przyszłym roku będzie wyższa, wskazuje już sama kwota, która nie jest zaokrąglona do pełnej „50”, co jest utartą praktyką od 2015 roku. Wiadomo, że będzie więcej, bo 2716 zł to wymagane ustawą minimum przy obecnych prognozach wzrostu średniej płacy. Swoją drogą, dobrze by było, gdyby wiedział o tym szef największego związku zawodowego – wtedy zrozumiałby, że jego połajanki są bez sensu.

To ile wyniesie płaca minimalna w 2021 roku? Idę o zakład, że będzie to tyle, ile żąda „Solidarność”, czyli „co najmniej” 2800 zł. Rząd Zjednoczonej Prawicy spełnia żądania tej centrali związkowej w tej kwestii, a nawet je przebija, jak miało to miejsce w przypadku tegorocznej. Związki żądały wzrostu płacy minimalnej w 2020 roku z 2250 zł „jedynie” do 2520 zł, ale rząd przebił ten postulat i klepnął 2600 zł. To jednak było przed wyborami parlamentarnymi.

A co, jeśli rząd jednak nie przejmie się kryzysem wywołanym zamrożeniem gospodarki i wypełni obietnicę złożoną w 2019 roku przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości? Jarosław Kaczyński zapowiedział podczas jednej z konwencji wyborczych PiS, że płaca minimalna w 2021 roku wyniesie 3000 zł, a w 2023 r. aż 4000 tys. zł.

Jeśli rząd zacznie podnosić płacę minimalną o 500 zł rocznie, bez oglądania się na wskaźniki wzrostu produktywności i tempa wzrostu gospodarczego, firmy będą zmotywowane jak nigdy, by ciąć koszty zatrudnienia, przyspieszając automatyzację pracy. Wiele innych może pójść inną drogą – zaniżania realnych zarobków, z płacą minimalną tylko na papierze.

Zawsze wygrywa kasyno państwo

Co oznacza 4000 zł brutto? Zarówno dla pracownika, jak i dla pracodawcy ta kwota to pewna abstrakcja — dla pierwszego nie jest to zarobek, dla drugiego — koszt.

Dzisiaj przy kwocie 4 tys. zł brutto w ramach umowy o dzieło pracownik dostaje na konto tylko około 2850 zł. Dla pracodawcy jest to koszt ponad 4800 zł. To prawie 2000 zł różnicy — gdzie te pieniądze przepadają, ktoś zapyta. Nie przepadają — trafiają na konto urzędu skarbowego oraz do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

To pokazuje, kto obok pracownika będzie największym beneficjentem podwyższania płacy minimalnej bez gruntownej reformy obciążeń podatkowo-składkowych. Najgorzej mają jak zwykle pracownicy budżetówki, których płace mają pozostać zamrożone.