Bud, najlepsze piwo świata, zaleje Polskę. Nie lubisz Czechów, kupuj, ile wlezie

Od czasu, gdy Bud pojawił się w polskich sklepach, czyli mniej więcej od ponad półtora roku, zachodzę w głowę, jak to się stało, że największy browar świata zapragnął nagle uszczęśliwić nas swoim flagowym koncerniakiem. I sorki, nie widzę w tym większego sensu.

Fot. Dorisall/Wikipedia.org/CC BY-SA 3.0

Z tym „najlepszym piwem świata” oczywiście żartowałem. Bud jest jednym z najczęściej kupowanych piw na świecie (jest obecny w 70 krajach) i jako Bud/Budweiser ma bodaj najbardziej rozpoznawalną markę, ale jego jakość i walory smakowe to już mocno kontrowersyjna sprawa. Do użycia takiego, a nie innego tytułu natchnął mnie jeden z użytkowników serwisu Ratebeer, który na przekór 99 proc. oceniających dał Budowi pięć gwiazdek i napisał, że jego zdaniem, jeśli coś jest popularne to wcale nie oznacza, że jest do bani i w myśl doskonale znanej w Polsce zasady, że piwo jest dobre, bo tanie i dobre, skwitował

To znakomite piwo i znakomita cena…

Bud wchodzi do Polski

W każdym razie pojawiła się doskonała okazja, żeby wrócić do tematu Buda w Polsce. Anheuser-Busch InBev, największy browar świata, absolutny hegemon wśród piwowarów, akurat ogłosił, że po kilkunastu miesiącach testowania naszego rynku, zamierza zalać Polskę najczęściej kupowanym piwem świata. Do tej pory marka była u nas po prostu obecna, ale teraz przy pełnym wsparciu giganta ma podbić polski rynek.

Bizblog.pl poleca:

Bud w naszym kraju ma być opakowany w gustowną buteleczkę 0,33l, sprzedawany jako piwo „premium” i promowany na imprezach klubowych BUDX. Tego „premiuma” nie zamierzam się czepiać, ludzie już dawno przestali zwracać uwagę na takie triki. Dobrze wiedzą, że jak ktoś ma pieniądze i ładnie sobie pakuje „coś”, to zawsze może twierdzić, że to lepsza wersja zwykłego „cosia”. W mojej opinii cena od 2,5 w promocji do 5 zł za butelkę nie wskazuje na jakiś ekstraordynaryjny segment. Za Portera Warmińskiego Kormorana trzeba zapłacić 7-8 zł.

Bart Goense, zarządzający marką Bud w Polsce stwierdził, że oficjalna premiera w Polsce to firmy „duża rzecz”, że producent chce namieszać na rynku i dać konsumentom solidną dawkę energii…

No wiadomo, bo po co by wchodzili? Najciekawsza informacja pada w kolejnym zdaniu.

– Mamy świadomość, że polski rynek jest bardzo konkurencyjny, a rozpoznawalność marki duża, podobnie jak popyt na Buda… – powiedział pan Bart Goense.

Cholernie mnie to zaintrygowało. Biorąc pod uwagę skąpe informacje na temat polskiej premiery najczęściej kupowanego piwa na świecie, interesuje mnie na jakiej podstawie przedstawiciel firmy twierdzi, że popyt na Buda jest duży. Były robione jakieś badania? A może tradycyjnie nie doceniamy i pogardzamy tym, co lubi większość? I amerykański lager odsądzany od czci i wiary podbije Polskę jak kiedyś EB.

Bud hitem w Polsce? Nie sądzę…

Gdyby Anheuser-Busch InBev chciał wejść do Polski w czasach, gdy wszystkie piwa smakowały tak samo, a browary prześcigały się w produkowaniu najbardziej bezpłciowego trunku, to może miałoby to sens. Jednak przez Polskę kilka lat temu przeszła w tryumfalnym marszu rewolucja piwna, która upodobaniami piwoszy i rynkiem wstrząsnęła do tego stopnia, że nawet Kampania Piwowarska zaczęła produkować IPA i portera, choć dość długo się opierała nowym trendom.

Nielsen podał, że w 2018 roku na rynku pojawiło się na naszym rynku 853 nowości piwnych z 318 działających w Polsce browarów. W całym ubiegłym roku roku zmiana wolumenu sprzedaży była o połowę mniejsza i wynosiła 3,5 proc.

Świadczy to o tym, że Polacy kupują coraz droższe piwo. Z jednej strony składa się na to wzrost średniej ceny najbardziej popularnych wariantów, z drugiej rozwój piwnych specjalności – podkreśla Edyta Prokopiuk, analityk Nielsena.

Z danych firmy badawczej wynika, że segment porterów i stoutów w 2018 urósł o 16,9 proc. i był wart 66 mln zł.

O tym, że browary kontraktowe, rzemieślnicze i regionalne nieźle namieszały, świadczy, że od dobrych kilku lat najwięksi krajowi gracze robią wszystko, żeby za wszelką cenę odróżnić się od konkurencji smakiem i jakością. Ba, zaczęły podszywać się pod maluchów, wprowadzając na półki APA, IPA, AIPA (hm, z tym ostatnim chyba jednak przesadziłem) itd. itp.

Na uwagę zasługują też piwa w stylu Pale Ale, włączamy tutaj między innymi American i Indian Pale Ale, które stanowiąc 0,7% rynku odpowiadały za aż 4,9% wzrostu sprzedaży całej kategorii – dodaje Edyta Prokopiuk.

I właśnie, gdy z polskiego rynku zwija się coraz więcej zagranicznych firm, a nasze rodzime koncerny udają browary rzemieślnicze, właśnie wtedy idąc całkowicie pod prąd, międzynarodowy potentat wkracza do Polski, oferując pospolitego lagera.

Bud a sprawa czeska

No dobra, to prawda, nie lubię koncerniaków. Ale tu niech chodzi tylko o smak piwa, ale także o zażartą wojnę, jaką Amerykanie i Czesi od 112 lat toczą o nazwę „Budweiser’. Dzisiaj to starcie Dawida z Goliatem. Konflikt wybuchł w 1907 roku, gdy siły nie były jeszcze aż tak nierówne. Po czterech latach zawarto pierwszą ugodę w myśl, której Jankesi zaczęli używać nazwy „Budweiser” poza Starym Kontynentem. W 1939 roku Anheuser‑Busch uzyskał wyłączne prawo do marki Budweiser na rynku amerykańskim, a Czesi na europejskim.

Ugody niby cały czas obowiązują, ale obie strony cały czas uprzykrzają sobie życie. Od 2000 do 2012 na całym świecie odbyły się 173 postępowania sądowe i administracyjne dotyczące prawa do korzystania z marki Budweiser. Sęk w tym, że teraz na światowym rynku to teraz Anheuser-Busch InBev rozdaje karty. Przychody międzynarodowego molocha wyniosły ubiegłym roku 55 mld dolarów, a państwowego Budziejowickiego Budvara ok. 2,5 mld koron (0,1 mld dolarów).

A wiadomo, że gdy w grę wchodzi starcie międzynarodowego goliata z 550 razy mniejszym czeskim Dawidem, to większość Polaków weźmie stronę tego drugiego, zwłaszcza że piwo, które produkuje smakuje im o wiele bardziej. Różnica polega na tym, że ci drudzy starają się konkurować jakością i smakiem, a ci drudzy zagłuszyć ich milionami wydanymi na reklamę.