Rząd robi bokami. Kasę, która miała iść na podwyżki emerytur, dostaną kopalnie, ale na wypłaty dla górników i tak zabraknie

W tym tygodniu wicepremier i szef aktywów państwowych ma spotkać się z górniczymi związkowcami i przedstawić plan ratunkowy dla Polskiej Grupy Górniczej (PGG) i całej branży. Wcześniej rząd przygotowuje się do tego finansowo. Za chwilę usłyszymy o rezerwach węgla na cele energetyczne.

Sytuacja w polskim górnictwie w dosyć szybkim tempie zbliża się do ściany i świadczą o tym nie tylko coraz głośniejsze żale górników, ale i lecąca na złamanie karku cena węgla w międzynarodowych portach. Skoro rząd zbiera pieniądze, żeby zabezpieczyć w następnych miesiącach energię z węgla, to znaczy, że jest naprawdę źle.

Oto na ostatnim posiedzeniu sejmowej Komisji Finansów Publicznych wyszło na jaw, że rząd planuje przesunąć dodatkowe środki do Agencji Rezerw Materiałowych. W sumie 130 mln zł, z czego 100 mln zł pochodzi z rezerwy na utrzymanie systemów informatycznych, a pozostałe 30 mln zł z puli wykorzystywanej na uzupełnianie środków na waloryzację rent i emerytur. Jak zapewnia wiceminister finansów Sebastian Skuza na takie przegrupowanie środków zgodę wyraził zarówno premier, jak i prezes ZUS. 

Pieniądze na ratowanie PGG i całego górnictwa

Podczas posiedzenia komisji finansów udało ustalić się, że 130 mln zł, jak zasugerował reprezentant resortu klimatu, to „uzupełnienie rezerw strategicznych niezbędnych do utrzymania bezpieczeństwa energetycznego kraju”. Dalsze dopytywanie ukrócił poseł Henryk Kowalczyk, który zwrócił uwagę, że zapasy rezerw objęte są klauzulą tajności. 

Bizblog.pl poleca

Jeśli to są pieniądze na bezpieczeństwo energetyczne, to trudno, żeby nie wiązały się one z górnictwem. Skoro przedstawiciele rządu, przynajmniej na razie, nie chcieli wskazać, na co konkretnie taka suma będzie wydawana, to od razu zaczęły się spekulacje.

Pomysły na zagospodarowanie 130 mln zł są dwa. Pierwszy głosi, że rząd będzie mógł kupować węgiel zalegający na około kopalnianych zwałach. Przypomnijmy, że przez to, że od co najmniej kilku ostatnich miesiącu kapelanie PGG więcej wydobywają węgla niż go potem sprzedają. Na zwałach jest już prawie 8 mln ton.

Drugim rozwiązaniem, o którym się mówi, jest podpisanie na taką kwotę kontraktu z PGG, co miałoby pozwoli spółce utrzymać płynność finansową. Przez jakiś czas.

Na pensje na pewno zabraknie3

Czym jest 130 mln zł w obecnej sytuacji PGG? To nawet nie jest kropla w morzu potrzeb. Parę miesięcy temu prezes PGG, chcąc ustawić górników do pionu, mówił o co najmniej 300 mln zł z tarczy antykryzysowej. A gdyby nie zgodzili się na cięcia produkcji i pensjach, straty miały sięgać nawet 700 mln zł. Jak w tym kontekście 130 mln zł miałyby pomóc przetrwać największej spółce węglowej w Europie następne miesiące?

W grę na pewno nie wchodzi przekazanie tych środków na pensje dla górników. W 2018 r. koszt wynagrodzeń dla górników sięgał 4,9 mld zł z 10 mld ogólnych kosztów. I w następnym roku nic się nie zmieniło. Pensje w PGG nadal stanowią 48,4 proc. kosztów. Nie lepiej pod tym względem jest w JSW S.A, gdzie tylko w pierwszym kwartale 2020 r. na wypłaty przeznaczono 1,1 mld zł. W tym płacowym zestawieniu owe 130 mln zł brzmią jak ponury żart.