Ostre cięcia w polskim górnictwie już są nieuniknione. PGG wraca do rozmów z górnikami

Za chwilę kolejna runda rozmów między związkowcami a zarządem Polskiej Grupy Górniczej. Na porozumienie nie ma jednak szans, o ile obie strony nie zrobią co najmniej jednego kroku wstecz. Tyle że tym razem nie brakuje do tego dobrej woli, a nieco więcej miejsca, po tym, jak Covid-19 zepchnął wszystkich pod ścianę.

Stan gry na dzisiaj jest taki: w sumie zakażonych COVID-19 jest ponad 4 tys. górników: najwięcej – przeszło 2100 w JSW, ok. 1500 w PGG i nieco więcej niż 420 w Węglokoksie. Chociaż związkowcy narzekają na liczbę przeprowadzanych testów i piszą alarmujące listy do premiera Mateusza Morawieckiego, wydaje się, że zagrożenie epidemiczne w kopalniach powoli jest opanowane. W odróżnieniu od sytuacji finansowej.

Bizblog.pl poleca

Przypomnijmy: górnicy z PGG godzą się na 20-procentowe cięcia w produkcji węgla i swoich uposażeń. Prezes Tomasz Rogala twierdzi, że tylko tak spółce uda się wyszarpać z rządowej tarczy antykryzysowej nawet 700 mln zł w trzy miesiące i tym samym uniknąć likwidacji.

Wahającym się jeszcze górników podsuwana jest pod nos informacja, że rząd już ponoć wyznaczył datę tej potencjalnej likwidacji: 20 lipca. Koniec końców przedstawiciele związków zawodowych godzą się na proponowane ograniczenia. Jednak tylko na miesiąc próbny. I tylko pod warunkiem przedstawienia najpóźniej do 10 czerwca planu naprawczego PGG.

PGG: cięcia produkcji i pensji są, a planu ciągle brak

Z tym planem naprawczym od początku dzieją się dziwne rzeczy. Górnicy apelują o niego od miesięcy. Jednak przez ten cały czas zarząd spółki przekonuje, że teraz na to i nie czas i nie miejsce. Jeszcze w kwietniu szefostwo PGG twierdzi, że „nikt nie potrafi obecnie przewidzieć tego zapotrzebowania, a pierwsze miarodajne informacje rynkowe określające poziom zapotrzebowania powinny być dostępne w czerwcu tego roku”. Tym samym kreślenie jakiegokolwiek planu w czasach, kiedy niemożliwe jest wręcz prognozowanie i energetycznej konsumpcji i wielkości przyszłych przychodów – nie ma sensu. 

Miesiąc później okazało się jednak, że jakiś sens jednak jest, skoro od tego planu właśnie związkowcy uzależniali zgodę na próbny okres cięć w produkcji i pensjach. Zgodnie z podjętym w maju porozumieniem taki plan miał światło dzienne ujrzeć najpóźniej 10 czerwca, ale wszystko wskazuje na to, że jednak nie ujrzy. Związkowcy zamiast tego usłyszą najprawdopodobniej, że jak jeszcze ciut uzbroją się w cierpliwość, to Ministerstwo Aktywów Państwowych przedstawi do końca czerwca plan restrukturyzacji całego górnictwa nad Wisłą, nie tylko PGG. Wraz z gotowymi wyliczeniami i rozwiązaniami legislacyjnymi. 

Bardzo intensywnie pracujemy, w porozumieniu z szefami spółek górniczych, nas przyjęciem rozwiązań organizacyjnych i prawnych do tego, żeby polepszyć sytuację ekonomiczną polskiego górnictwa węglowego

– zapowiadał w maju wicepremier i szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin.

Bez likwidacji tym razem się nie uda

Rząd, w obawie przed palonymi przez górników oponami na Wiejskiej w Warszawie, stara się zakrzywiać rzeczywistość, jak to się tylko da. Najwyraźniej lockdown, wywołany przez pandemię koronawirusa, jedynie przyspieszył to, co nieuniknione. Świat w tym czasie jeszcze bardziej odsunął się od węgla i skierował w stronę bezpieczniejszych i przede wszystkim tańszych odnawialnych źródeł energii. Widać to zresztą doskonale na naszym rodzimy podwórku. Właśnie jesteśmy przecież świadkami definitywnego końca inwestycji pt. nowy blok węglowy Elektrowni Ostrołęka. PKN Orlen, Energa i Enea podpisały porozumienie dotyczące warunków budowy bloku energetycznego w Ostrołęce, ale opalanego gazem.

Tymczasem w tych warunkach polski rząd, świadom tego, że ciągle więcej węgla produkujemy, niż go sprzedajemy i wszystkie gwiazdy na niebie wskazują, że taki trend potrwa znacznie dłużej – ma przedstawić plan dla polskiego górnictwa na najbliższe lata. Trzeba wierzyć, że będzie on wreszcie zgodny z otaczającą nas rzeczywistością. A ta jest taka, że zatrudniająca ok. 41 tys. pracowników największa spółka węglowa Europy PGG – w takiej jak dotychczas formie nie ma więcej prawa bytu. 

Trzeba wszystko policzyć i pokazać, że tylko niektóre kopalnie mają szanse na przyszłość. Od likwidacji tych najmniej rentownych nie ma już ucieczki. Tylko, czy starczy politycznej odwagi? Jest na to szansa. Tak przynajmniej podpowiada kalendarz wyborczy. Wszystko wszak wskazuje na to, że ciągnący się niemiłosiernie od maja serial pt. „wybory prezydenckie w Polsce” zbliża się do szczęśliwego finału. Potem zaś za bardzo nie ma takich wydarzeń, w których przede wszystkim trzeba koncentrować się na dobrym nastroju potencjalnego wyborcy. Zarówno wybory parlamentarne wszak, jak i samorządowe (o ile nic szczególnego się nie wydarzy) planowane są dopiero na 2023 r. Jest więc sporo czasu na obniżenie temperatury ewentualnych społecznych protestów w związku z koniecznością likwidacji poszczególnych kopalń.