Miliard złotych pożyczki już na koncie PGG. Z czego ją odda ten górniczy trup?

Służby finansowe i kadrowe w Polskiej Grupie Górniczej (PGG) musiały odetchnąć z ulgą, jak się okazało, że pożyczka z Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) w wysokości 1 mld zł jest już na koncie spółki. Już pal licho, że tych pieniędzy starczy raptem an kilka miesięcy. Gorzej, że tak po prawdzie nie da się ich odzyskać. Bo niby jak?

Fot. zdj. pras. PGG

Przypomnijmy: PFR od początku stał na stanowisku, że pożyczy PGG pieniądze, o ile spółka przedstawi realny plan restrukturyzacji. Takie też stanowisko na Funduszu wymuszali wierzyciele PGG (banki komercyjne), którzy jeszcze wierzą, że swoje pieniądze kiedyś odzyskają.

Bizblog.pl poleca

Jednak po tym, jak negocjacje w sprawie umowy społecznej utknęły w martwym punkcie (m.in. przez gwarancje zatrudnienia) i coraz bardziej możliwe stawało się to, że koniec końców w PGG zabraknie nawet na górnicze pensje – nie było innego wyjścia. Trzeba było pożyczkę dla PGG jak najszybciej klepnąć, nie oglądając się już za jakimikolwiek planami naprawczymi. Wszak na szali były górnicze protesty w pandemii. Nie ma żartów.

PGG ma szeroką rękę do pieniędzy

Wydawać by się mogło, że okrągły miliard złotych stanowi solidny plaster na finansowe rany PGG. Od początku analitycy i eksperci wskazywali jednak, że tych pożyczonych przez PFR pieniędzy naprawdę na niewiele starczy. Miesięczne obciążenia pracownicze PGG (wypłaty, opłaty ZUS) wyliczane są na ok. 300 mln zł. Tyle zresztą pochłonęła wypłata ostatniej czternastki.

Dziennikarze tworzący podcast TOK360 w radio TOK FM wyliczyli, że tylko od stycznia do października 2020 r. koszt utrzymania zarządu spółki to ok. 760 mln zł. W całym 2019 r. – 911 mln zł. W tym zestawieniu więc owa pożyczka w wysokości 1 mld zł wygląda na mało śmieszny żart. Zwłaszcza że zeszłoroczna strata PGG liczona jest w okolicach 2 mld zł.

Ważniejsze jest pytanie, z czego PGG tę pożyczkę odda?

Widać jak na dłoni, że ten 1 mld zł na dłuższą metę PGG nie starczy. Rząd robi, co może, żeby w tym czasie zakończyć negocjacje z górnikami w sprawie umowy społecznej, która ma być fundamentem transformacji polskiej energetyki i górnictwa. Bo wtedy mogliby przenieść ciężar rozmów na Brukselę. Wszak wypełnienie zapisów umowy (o harmonogramie zamykania poszczególnych kopalni, a także dotowaniu rocznie polskiego górnictwa na początku kwotą 2 mld zł) uzależniono od zgody Komisji Europejskiej już w podpisanym we wrześniu ubiegłego roku porozumieniu. 

Tyle tylko, że ten plan rządu spalił na panewce. Przecież rozmowy z górnikami miały zakończyć się sukcesem już w marcu. Tygodnie wcześniej z ust Artura Sobonia, wiceministra aktywów państwowych, odpowiedzialnego w rządzie za transformację energetyki i górnictwa, słyszeliśmy zapewnienia, że wszystko jest dopięte w 95 proc. na ostatni guzik. A negocjacje są na krótkiej, ostatniej prostej. Okazuje się jednak, że wcale tak nie jest. Co więcej: pojawiają się głosy przekonujące, że żadnej umowy społecznej nie będzie. 

Umowy nie ma i nie będzie. To jest humbug, oszustwo, scenariusz do „Wielkiego Szu”

– przekonuje w Radiu Piekary Bogusław Ziętek, szef „Sierpnia 80”.

Zielony Ład coraz bardziej naciska

Tymczasem Bruksela chce coraz bardziej pod ścianą ustawiać gospodarki w dużym stopniu uzależnione od węgla. Temu ma m.in. służyć handel emisjami EU ETS, gdzie w ostatnich tygodniach cena za wyemitowanie tony dwutlenku węgla bije kolejne rekordy i jest już na poziomie 43-44 euro. Zgodnie zaś z wyliczeniami Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami już w tym roku ta cena może osiągnąć pułap 50 euro. Mówi się też o wliczaniu do ETS również metanu, co też stawiałoby polskie kopalnie, w większości metanowe, w bardzo trudnej sytuacji. 

Warto też pamiętać, że PGG musi gdzieś sprzedawać swój węgiel. A przecież w grudniu umowę na dostawę węgla do swoich trzech spółek wypowiedział PGG Tauron Polska Energia. I chociaż nowe zapisy mają być negocjowane, to przecież ten sam Tauron – jak wynika z uchwały podjętej w lutym przez zarząd spółki Tauron Wytwarzanie – planuje systematyczne zamykanie swoich elektrowni węglowych. Wszystko miałoby się zacząć już w 2025 r. W tym czasie – do 28 lutego 2025 r. – PGG ma oddać pożyczone teraz od PFR pieniądze. O ile taka spółka będzie dalej istnieć. Na razie wszystko bowiem wskazuje na to, że podąża tropem swojej poprzedniczki, czyli Kampanii Węglowej, która parę lat wcześniej utonęła w długach.