Górnicy już nie proszą, a żądają, by pomóc PGG. Tymczasem były szef rządu wbija im nóż w plecy

Polska Grupa Górnicza (PGG) jest na skraju bankructwa. Związkowcy łapią się ostatniej deski ratunku i piszą list do premiera Mateusza Morawieckiego i śląskich parlamentarzystów. Ale były szef rządu Jerzy Buzek radzi: lepiej się dostosować niż walczyć o przegraną sprawę.

Coraz gorącej na linii rząd – górnicy. Ci drudzy już tracą cierpliwość i żądają konkretnych działań, dzięki którym z PGG uda się jeszcze cokolwiek uratować. Ale najwyraźniej ci pierwsi mają plan. Potwierdza to wicepremier i szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin, który w rozmowie z RMF FM stwierdził, że „proces zamykania kopalń jest nieuchronny”.

Górnicy: odwdzięczcie się za wybory

Głównym czynnikiem, który sprowadził PGG na skraj bankructwa, są błędne decyzje rządzących, a zwłaszcza zarządzających spółkami energetycznymi. Państwowe koncerny z branży energetycznej od dawna nie odbierają zakontraktowanego węgla. Jeśli sytuacja ta nadal będzie miała miejsce, wkrótce Polska Grupa Górnicza SA może ogłosić upadłość, co spowoduje wybuch niepokojów społecznych w całym regionie

– czytamy w liście związkowców z PGG do premiera Mateusza Morawieckiego i do wszystkich parlamentarzystów z Górnego Śląska.

Zwracają przy tym uwagę, że „chodzi o przyszłość całych miast i gmin oraz Górnego Śląska”.

Bizblog.pl poleca

Związkowcy przy okazji przypominają też, że od wyborów do europarlamentu poprzez wybory parlamentarne i prezydenckie w gminach górniczych zarówno PiS jaki i cała Zjednoczona Prawica uzyskały bardzo wysokie poparcie.

Jako wyborcy już nie prosimy, lecz żądamy podjęcia działań na rzecz obrony kopalń i miejsc pracy znajdujących się na Górnym Śląsku, szczególnie w Polskiej Grupie Górniczej

– piszą w liście związkowcy, pod którym podpisali się przedstawiciele pięciu największych central związkowych w PGG.

Śląski ekspremier wbija nóż w plecy

W tym samym czasie, kiedy związkowcy z PGG pisali do premiera oraz do posłów i senatorów z Górnego Śląska, odbywała się inauguracja organizowanej w szczególnych warunkach XII edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Nie mogło na niej zabraknąć stałego gościa EKG Jerzego Buzka, byłego premiera Polski i przewodniczącego Parlamentu Europejskiego (2009-2012). Ale gdyby górnicy wsłuchali się w wystąpienia byłego szefa rządu, pochodzącego z Górnego Śląska, nie mieliby zbyt wiele powodów do zadowolenia. Jerzy Buzek w samych bowiem superlatywach wypowiadał się o Nowym Zielonym Ładzie UE, czyli jednej z największych przeszkód dla polskich górników.

Koronawirus przysłużył się temu projektowi. To Europejski Zielony Ład. Projekt obliczony na 30 lat

– stwierdził były premier

Zdaniem byłego szefa PE zielona strategia przysłuży się m.in. do powstawania nowych miejsc pracy. I lepiej się do tego zielonego skrętu dostosować, czerpiąc z przygotowanych w tym celu funduszy niż walczyć dalej o węgiel i toczyć tym samym wojnę, której nie da się wygrać. Zresztą w podobnym tonie, stawiającym czarne złoto w odstawkę, wypowiadała się podczas inauguracji EKG urzędująca Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister Funduszy i Polityki Regionalnej, która stwierdziła, że nasz kraj potrzebuje paliwa przejściowego pomiędzy paliwami kopalnymi a odnawialnymi źródłami energii.

Dlatego tak istotna jest infrastruktura gazowa, która może być w przyszłości wykorzystana do przesyłu wodoru

– przekonywała.

Plan dla górnictwa jak plan Balcerowicza

Na razie związkowcy na poczynaniach rządu, który ma przygotować plan dla polskiego górnictwa i całej energetyki, nie zostawiają suchej nitki. Porównują go do planu Balcerowicza. Zwracają uwagę, że przykopalniane zwały pękają już w szwach, a polska energetyka dalej woli sprowadzać węgiel z importu, „w tym z putinowskiej Rosji”. Jednocześnie związkowcy z WZZ Sierpień 80 przekonują, że według rządowych analiz w przyszłym roku będziemy potrzebować od 7 mln do 10 mln ton węgla mniej. To zaś zdaniem górników oznacza natychmiastową, przeprowadzoną raptem w ciągu kilku miesięcy, likwidację 5-7 kopalń. 

WZZ Sierpień 80 wylicza, że w pierwszej kolejności pod rządowy nóż ma pójść pięć kopalń: „Pokój”, „Halemba”, „Bielszowice”, „Wujek” z PGG i „Janina” z Tauron Wydobycie. W niedługiej kolejce na swój los poczekają: „Sośnica”, „Ziemowit”, „Sobieski”, „Bolesław Śmiały” i „Piast”. W efekcie po 2040 r. w Polsce miałyby funkcjonować jedna, może dwie kopalnie.

PGG z pół miliardem złotych straty w pierwszym półroczu

Jedno w tym wszystkim jest pewne: sytuacja finansowa PGG jest fatalna i na razie absolutnie nic nie zwiastuje jakiejkolwiek poprawy. Po pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. straty spółki są na poziomie 548 mln zł. Przychody zmalały o ok., 2,7 mld zł. Tylko kopalnia Ruda, w skład której wchodzą ruchy „Bielszowice”, „Halemba” i „Pokój” , pierwotnie wyznaczona przez zarząd PGG razem z Kopalnią „Wujek” do likwidacji – w latach 2010-2019 wypracowała 2,2 mld zł strat. W PGG ma brakować nie tylko na opłaty ZUS, ale też powoli także na wypłaty. 

Za kroplówkę należy uznać pomoc z Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach tarcz antykryzysowych. PGG ma otrzymać z tej puli 1,75 mld zł. Tylko że to o wiele za mało, by utrzymać spółkę przy życiu.