Maciążek: PGE, Tauron, Enea i Energa na dnie. Energetyką zarządza się trudniej niż deweloperką na Srebrnej

Od pierwszego posiedzenia Sejmu po wyborach parlamentarnych w 2015 r., które wygrała Zjednoczona Prawica, giełdowe notowania wielkiej czwórki energetycznych czempionów spadły od 30 do 50 proc. Ciągłe rotacje w zarządach, wyrzucanie specjalistów i obsadzanie stanowisk misiewiczami  zrobiły swoje. Wiadomo już, że w strategicznej dla polskiej gospodarki branży pisonomika nie działa.

Fot: Fotopolska.eu/Flickr.com/CC BY-SA 2.0

Energetyczni giganci kontrolowani przez Skarb Państwa to jeden z najatrakcyjniejszych łupów politycznych. PGE, Tauron, Enea i Energa są spółkami o nadal dużych możliwościach finansowych, imponującej liczbie etatów – jednym słowem to dobre miejsce, by wykarmić partyjne wojsko. Tak się jednak nieszczęśliwie składa, że to także firmy, od których zależy rentowność polskiej gospodarki (chodzi o koszty energii) i powinny być sprawnie zarządzane przez osoby o wysokich kwalifikacjach. Czy da się pogodzić ogień z wodą?

Nie jest niczym zaskakującym fakt obsadzania zarządów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa z politycznego klucza. Często to bardzo skomplikowane układy, ponieważ należy zaspokoić aspiracje i żądania finansowe zarówno poszczególnych koterii w partii, jak i koalicjantów. Czasem stanowiska są oferowane konkurentom politycznym, gdy większość w Sejmie jest niewielka i trzeba szybko zwiększyć liczbę szabel we własnej formacji. Nie dziwią oczywiście politycznie, a nie biznesowo motywowane decyzje inwestycyjne, które z reguły kwituje się sloganem „interesu kraju”.

W mojej subiektywnej ocenie obecny rząd wyniósł zarysowane powyżej realia na zupełnie nową płaszczyznę, co szybko w negatywny sposób odbiło się na kondycji całej branży energetycznej.

Finansowy głód Gowina i Ziobry

W przypadku Zjednoczonej Prawicy krwawa walka o stanowiska ma w porównaniu z jej politycznymi poprzednikami niestandardowy charakter. Wchodzące w skład wspomnianego obozu politycznego Porozumienie (Gowina) i Solidarna Polska (Ziobro) nie otrzymują własnych subwencji partyjnych. To celowe zagranie Jarosława Kaczyńskiego, dla którego taka sytuacja cementuje układ polityczny, jaki stworzył. To jego formacja rozdziela pieniądze. Taka sytuacja jest bezprecedensowa, w poprzednim rządzie PO-PSL koalicjant głównego ugrupowania posiadał środki z subwencji.

By zachować własną podmiotowość, przystawki PiS muszą zdobywać na swoją działalność środki w inny sposób. Dlatego walka o ulokowanie jak największej liczby swoich ludz” w spółkach ma strategiczne znaczenie. W zamian za etaty oddają oni pewną część uposażenia macierzystemu ugrupowaniu. Innym sposobem jest uzyskanie pełnej kontroli nad firmą, której właścicielem jest państwo. Wtedy transferuje się z niej pieniądze poprzez sponsorowanie konferencji, szkoleń i innych inicjatyw organizowanych przez własny aktyw partyjny bądź osoby z nim zaprzyjaźnione.

Przejdźmy do kolejnych kwestii, którymi w negatywny sposób odznacza się obecna władza od swoich poprzedników w „zarządzaniu” dużymi podmiotami gospodarczymi kontrolowanymi przez państwo.

Misiewicze – budowanie nowej elity

Prawica bardzo aktywnie buduje własne elity, zatrudniając rzesze młodych bez doświadczenia, najczęściej świeżo po studiach, a czasem i bez nich. To formowanie aktywu na przyszłość – ludzi, którzy wszystko zawdzięczają partii, będą ją więc bez cienia wątpliwości wspierać w każdych okolicznościach. Korytarze PGE, Tauronu, Enei i Energi i innych spółek na niespotykaną wcześniej skalę zaroiły się do tzw. misiewiczów.

Nazwano tak ich od 25-letniego rzecznika MON, którego Antoni Macierewicz, gdy szefował temu resortowi, odznaczył Złotym Krzyżem za Zasługi dla obronności oraz nominował do Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Nie ma tu sensu przytaczać tysięcy przedstawicieli młodych wilczków PiS, którzy opanowali firmy strategiczne dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa. Ich listy bez problemu można znaleźć w internecie.

Misiewicze to zjawisko pokazujące, że na prawicy występuje zjawisko krótkiej ławki. PiS dysponuje bardzo małą liczbą menedżerów z prawdziwym doświadczeniem, a musi obsadzić mnóstwo stanowisk. Poprzednie układy polityczne nie musiały tego robić na taką skalę, bo nie prowadziły tak głębokiej przebudowy kadrowej spółek, ale do tego odniosę się później.

Karuzela – ulubiony rekwizyt Zjednoczonej Prawicy

Ostatnia rzecz, do której chciałbym się odnieść, jest skala rotacji prezesów spółek skarbu państwa. W pierwszym przypadku warto powołać się na przykład Energi, której prezes, Alicja Klimiuk, jest ósmym z kolei podczas tej kadencji parlamentarnej.

Zgodnie z wyliczeniami „Dziennika Gazety Prawnej” z października 2018 r. za rządów PiS firmy kontrolowane przez państwo miały ponad stu prezesów. W tym samym roku ukazał się również raport Fundacji Batorego, w którym podkreślono, że już w pierwszych pięciu miesiącach rządów Zjednoczonej Prawicy wymieniono 96,9 proc. prezesów. Dla porównania rząd SLD w latach 2002-2005 oraz rząd PO-PSL w pierwszym półroczu wymieniły nieco ponad połowę prezesów.

Nie ma dokładnych wyliczeń, jaki był poziom wymiany dyrektorów, którzy powinni być w takich przedsiębiorstwach gwarantem stabilnego funkcjonowania. Można przypuszczać na podstawie danych dotyczących zmian w zarządach, że w sposób spektakularny naruszono tkankę kluczowych firm.

Rynek boleśnie weryfikuje pisonomikę w sektorze energetycznym

Po długiej litanii, którą zaprezentowałem, czas na najważniejszy benchmark, który wprost pokazuje, że PiS w zasadzie zabił energetykę – a więc branżę, którą opisuję od prawie dekady. Dodajmy, że jest to sektor strategiczny, definiujący, jaka będzie cena energii, a więc rentowność polskiej gospodarki, a w efekcie jej kondycja.

Od pierwszego posiedzenia Sejmu po wyborach parlamentarnych w 2015 r., które wygrała Zjednoczona Prawica giełdowe notowania wielkiej czwórki zmieniły się następująco:

  • PGE -43%,
  • Tauron -46%,
  • Enea -34%,
  • Energa -52%.

Trudno o bardziej rzetelną wycenę działań przedsiębiorstw niż rynek. Taka ocena kumuluje w sobie nie tylko dane historyczne, ale także nadzieje na przyszłość lub też ich brak. Obecnej władzy i ich nominatom wystawiono zatem wyjątkowo słabą notę.

Tak słabe wyniki nie byłyby możliwe do osiągnięcia jedynie ze względu na słabe warunki ekonomiczne. A gdyby przedstawione przeze mnie zestawienie Państwa nie przekonało, to odsyłam do swojego poprzedniego tekstu, w którym opisuję jak generowany przez Ministerstwo Energii wielomiesięczny chaos legislacyjny doprowadził w opinii szefa URE do zlikwidowania rynku energii, który z mozołem budowano przez trzydzieści lat wolnej Polski. Zestawienie ze sobą tych dwóch przykładów pokazuje, że spółkami energetycznymi zarządza się jednak dużo trudniej niż deweloperką ze Srebrnej.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.