Rząd snuje opowieści dziwnej treści i skrzętnie ukrywa brutalną prawdę o polskiej energetyce

Rada Przedsiębiorczości wzięła pod lupę Politykę Energetyczną Polski do 2040 r. (PEP2040). I wyszło im, że nie dość, że to dokument, który nie odpowiada na najważniejsze wyzwania energetyczne Unii Europejskiej, to w dodatku realizacja zwartych w nim zapisów oznacza dla Polski same kłopoty. (Fot. Santosh Maharjan, Pexels)

Zdaniem rządu Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. wskazuje właściwą ścieżkę dla polskiej transformacji energetycznej. W kontrze do tych opinii są ci, którzy na dokumencie nie zostawiają suchej nikt i mówią, że to spis pobożnych życzeń. Teraz do tego grona dołącza – skupiająca takie gremia jak Polską Radę Biznesu, Krajową Izbę Gospodarczą, Konfederację Lewiatan, Związek Banków Polskich, Związek Rzemiosła Polskiego, czy też Business Center Club – Rada Przedsiębiorczości.

PEP2040 stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego w zakresie, w jakim istotnie uzależnia Polskę od długookresowego importu surowców energetycznych, w szczególności gazu ziemnego

– czytamy w opracowaniu.

Założenia do PEP2040 już nieaktualne

Zdaniem członków Rady Przedsiębiorczości przygotowany przez rząd dokument jest za mało ambitny w dobie coraz bardziej restrykcyjnej polityki klimatycznej UE. Tym samym jego realizacja oznacza dla Polski same kłopoty.

Bizblog.pl poleca

PEP2040 tylko w niewielkim obszarze odpowiada na kluczowe wyzwania otoczenia gospodarczego, w jakim znajduje się Polska lub zbyt ogólnikowo stanowi o kwestiach elementarnych, takich jak np. bezpieczeństwo paliwo-energetyczne

– przekonują autorzy analizy.

Twierdzą jednocześnie, że prowadzone na potrzeby PEP2040 analizy – są w dużej mierze już nieaktualne. Nie zmienia się za to polityczna wizja rządu, żeby sektor wydobywczy i energetykę opartą na węglu – chronić jak najdłużej się da. A już fiasko nowego bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka powinno nakłonić rząd do zmiany filozofii – twierdzi Rada.

Przez PEP2040 cele klimatyczne UE nie będą osiągnięte

Przy umiarkowanym scenariuszu udział węgla wedle PEP2040 ma spaść z obecnych ponad 70 proc. do 56 proc. w 2030 r. (to dokładnie tyle, o ile spadło zużycie węgla kamiennego w Polsce w latach 1990-2017), a po kolejnej dekadzie – do poziomu 28 proc. No chyba, że ceny emisji CO2 zaczną nagle gnać do przodu, czego jesteśmy właśnie świadkami. W takim przypadku PEP2040 zakłada, że w 2030 r. udział węgla w krajowym miksie energetycznym spadnie do 37 proc., a w 2040 r. – do 11 proc.

Powstałą w ten sposób dziurę energetyczną w pierwszej kolejności ma załatać gaz ziemny. Gaz-System bije się w piersi i zapewnia, że rurociąg z Morza Północnego Baltic Pipe będzie można uruchamiać w październiku 2022 r. Tymczasem coraz bliżej nam (w czerwcu planowane jest posiedzenie Parlamentu Europejskiego) do nowego celu klimatycznego UE. Ostatnio Komisja Środowiska PE poparła wcześniejsze stanowiska, żeby emisje CO2 zredukować do 2030 r. nie o 40 jak to pierwotnie zakładano, a o 55 proc. 

Zamiast wykorzystać olbrzymią pulę środków na rozwój nowoczesnych niskoemisyjnych źródeł wytwarzania, zamienimy model generacji z węgla brunatnego i kamiennego na model generacji z gazu

– czytamy w analizie.

Rachunki za prąd wystrzelą w górę

Autorzy analizy PEP2040 zwracają uwagę, że w innych krajach instalacje gazowe mają być wyłącznie uzupełnieniem niestabilnych OZE. W Polsce ma być inaczej. Gaz ma wypełnić dziury po węglu. A to zdaniem Rady Przedsiębiorczości może skończyć się tylko w jeden sposób: znaczącym wzrostem cen energii elektrycznej na rynku hurtowym. Wylicza przy okazji, że w 2040 r. za jedną magawatogodzinę w Polsce przyjdzie zapłacić ponad 330 zł, czyli mowa jest o wzroście o ok. 40 proc. względem cen z 2020 r.

W tej sytuacji wzrośnie, już dziś bardzo wysoka, różnica cen energii pomiędzy Polską a innymi państwami UE, co zagrozi konkurencyjności krajowego przemysłu

– czytamy w opracowaniu.

Warto przywołać w tym miejscu styczniowy raport think tanku Ember i Agora Energiewende. Okazuje się, że Polska ma najbrudniejszą energią w całej UE, trzykrotnie bardziej emisyjną niż średnia unijna. Jednocześnie od kwietnia 2020 r. – po detronizacji z fotelu lidera Grecji – już teraz płacimy za energię najwięcej w UE.

Opowieści o szybkim atomie włóżmy między bajki

Wskazując, że PEP2040 tak naprawdę skazuje nas na import gazu Rada Przedsiębiorczości nie wierzy, że dziurę po węglu szybko uda się załatać energetyką jądrową. Przypomnijmy: PEP2040 zakłada, że w 2026 r. ruszy budowa pierwszego reaktora atomowego w Polsce. Kolejne mają być dokładane co 2 lata. W sumie ma być ich 6 – po dwa bloki w łącznie trzech elektrowniach jądrowych.

Zdaniem Rady Przedsiębiorczości tak plan jest bardzo mało prawdopodobny.

Czasy, w których w ciągu 15 lat można było uruchomić 40 bloków energetycznych (Francja po kryzysie naftowym) minęły bezpowrotnie –

przekonują oceniający PEP2040.

Finlandia buduje swoją elektrownie atomową już 16 lat. Z kolei w Zjednoczonych Emiratach Arabskich budowę rozpoczęto w 2011 r. Miała się zakończyć w 2017 r. – a trwała do 2020 r. Tymczasem rząd z góry zakłada, że przy okazji realizowania PEP2040 żadne opóźnienie się nie wydarzy. 

PEP2040 nie przewiduje żadnego planu rezerwowego na wypadek, gdyby zaproponowane rozwiązania były opóźnione. Jest to istotne ryzyko gospodarcze i społeczne, jakie nie zostało zmitygowane

– zauważa Rada.