Widzieliście, co zrobiło Pekao? Na lokatach godnie zarobią już wszyscy, nie tylko spryciarze

Wystarczyły słowne upomnienia i dwa największe banki w Polsce – państwowe oczywiście – zapoczątkowały kolejną rundę podwyżek oprocentowania lokat. PKO BP zaoferował niedawno 7 proc., Pekao podbił do 8 proc. Kto kolejny?

Oprocentowanie lokat poszło w górę, bo tak chciał Jarosław Kaczyński. Kilka dni temu szef PiS przyznał w Pruszkowie, że rząd próbuje rozmawiać z bankami, by te płaciły Polakom przynajmniej 7-8 proc. za depozyty. I choć te rozmowy słabo idą, to jego partia w końcu dopnie swego – zapewnił prezes.

Potem jeszcze rzecznik rządu mimochodem wspomniał coś o rozwiązaniach ustawowych, jeśli banki będą takie oporne. I zadziałało. Minęło kilka dni i dwa największe państwowe banki dorzuciły Polakom grosza na lokatach.

PKO BP poratuje nas tylko na trzy miesiące

Dwa największe polskie banki spełniły dokładnie życzenie prezesa PiS, który oczekiwał 7-8 proc. Oczywiście wcześniej można było na rynku znaleźć oferty lokat oprocentowane na tym poziomie, ale jak już pisałam, problem w tym, że były one dostępne tylko dla łowców wisienek, czyli tych najbardziej aktywnych użytkowników bankowości, którzy gotowi są co chwilę przeskakiwać z banku do banku, by dostać odrobinę lepszą ofertę kolejnej lokaty, gdy jedna się skończy.

Bizblog.pl poleca

Bo rzecz w tym, że najwyżej oprocentowane dotąd lokaty obwarowane są licznymi warunkami, często dotyczą jedynie nowo wpłaconych środków albo są jedynie dla nowych klientów, a w dodatku wymagają założenia konta osobistego, przelewania określonych kwot co miesiąc. Tymczasem prezesowi PiS ewidentnie chodziło o to, by przyzwoicie oprocentowane lokaty były dostępne dla każdego, nie tylko dla spryciarzy.

No i są. Pierwszy odpowiedział PKO BP i od 16 września wprowadził lokatę na 7 proc. (a dla klientów bankowości osobistej i prywatnej nawet 7,5 proc.). Do pełni szczęścia szefa PiS jeszcze trochę brakuje, bo tyle można dostać na nowe środki sprowadzone do banku i tylko na trzy miesiące. A co potem? No właśnie, trzeba zostać poławiaczem wisienek. A jak ktoś chciałby mieć lokatę odnawialną, dostanie w PKO BP 4,5 proc. (w bankowości osobistej i prywatnej 5 proc.).

Obligacje jak lokata w Pekao. No prawie

Pekao potrzebował więcej czasu na sprostanie oczekiwaniom prezesa rządzącej partii, ale właśnie ogłosił, że da Polakom na lokacie 8 proc. i to na 12 miesięcy.

Jedyny minus tej oferty jest taki, że dotyczy nowych środków przyniesionych do banku, ale innych dodatkowych warunków już nie ma. Tym samym Pekao naprawdę wysuwa się na lidera w rankingach lokat. Dotąd zdarzały się oferty prywatnych banków na 8 proc., ale zwykle na krócej niż rok albo trzeba było spełnić szereg dodatkowych warunków.

Dając 8 proc. na 12 miesięcy, Pekao zaczyna rzucać rękawicę już nawet obligacjom skarbowym. Weźmy papiery indeksowane inflacją. Niby korzystne, ale indeksacja działa dopiero od drugiego roku odsetkowego, w pierwszym można zarobić tylko 6,5 proc., na lokacie dostaniecie więc 1,5 pkt. proc. więcej. 

Potem przez kolejne trzy lata otrzymacie poziom inflacji + 1 pkt proc., ale za rok ta inflacja i tak może już spaść poniżej 10 proc. To ciągle odrobinę więcej, ale w obligacjach zamrażacie pieniądze na cztery lata, a nie każdy tego chce.

Oczywiście, jak stopy procentowe zaczną spadać, gorsze będą i oferty lokat, więc obligacje skarbowe i tak dadzą zarobić więcej. Po raz pierwszy jednak jest jakakolwiek alternatywa wobec nich i to taka, której nie boi się zwykły Kowalski. Lokatę umie założyć każdy, do obligacji wielu Polaków podchodzi jak do jeża.