PayUkraine bierze 6,99 zł za przelew na Ukrainę. I zamierza z biznesu wygryźć kierowców tirów

Startup założony przez dwóch Białorusinów niedawno rozpoczął współpracę z siecią Orange i największym ukraińskim bankiem PrivatBank, a jego usługi oferowane są już w trzech krajach: oprócz Polski również we Włoszech i w Niemczech.

Jak wynika z danych NBP, przez polski rynek przewija się 1,2 mln Ukraińców. Wielu z nich zapewne wysyła pieniądze bliskim w ojczyźnie, stając przed wyborem sposobu transferu środków. Wciąż bardzo popularne są anachroniczne metody, takie jak przekazywanie gotówki kierowcom TIR-ów, autobusów, wspólnych przejazdów (BlaBlaCar) czy pasażerom pociągów. Ukraińcy muszą więc polegać na zaufaniu do tych osób, które za odpowiednią opłatą przekażą pieniądze po drugiej stronie granicy.

PayUkraine obiecuje transfer ze złotówek na hrywny już w 15 minut

W tym czasie pieniądze mają trafić z polskiego konta na ukraińskie. Opłata za przelew zawsze wynosi 6,99 zł. Minimalna kwota przekazu to 10 zł, a maksymalna 2 tys. zł.

Platforma powstała na początku 2019 r., a obecnie posiada już 16 tys. użytkowników. Jej twórcy nawiązali również współpracę z siecią Orange i największym ukraińskim bankiem PrivatBank, Z jego usług korzysta ponad połowa Ukraińców. Decyduje bliskość – bank ma on na terenie całego kraju 2 tys. oddziałów oraz 7,2 tys. bankomatów.

PayUkraine rozpoczęło także ekspansję do Włoch i Niemiec, gdzie również mieszka wielu Ukraińców.

Pół miliona ukraińskich obywateli w Niemczech i we Włoszech to tylko ostrożne szacunki. Niektóre analizy mówią, że łącznie w obu tych krajach mieszka obecnie do miliona Ukraińców

– mówi Evgeny Chamtonau z PayUkraine.

PayUkraine założyło w Polsce dwóch Białorusinów. Obaj mają doświadczenie ze startupami

Bizblog.pl poleca:

Evgeny Chamtonau jest z pochodzenie Białorusinem od kilku lat mieszkającym w Polsce. Przed kilkoma laty założył swój pierwszy startup – Finchways, platformę ułatwiającą organizowanie wyjazdów turystycznych na bazie sztucznej inteligencji (AI).

Projekt nie miał celu komercyjnego, służył raczej zbudowaniu dobrej technologii. Koniec końców nie udało się znaleźć wystarczająco dobrego modelu biznesowego dla tego rozwiązania

– wyjaśnia Evgeny.

Drugim founderem jest Aleksandr Horlach, który od sześciu lat mieszka w Polsce. Wcześniej był wspólnikiem w Finance Lugano Club oraz współzałożycielem startupu Wandle – tworzącego inteligentny system zarządzania powiadomieniami na smartfonie z wykorzystaniem AI. Firma dalej się rozwija, ale Aleksandr skupia się już w 100 proc. na PayUkraine.

Aliaksander Horlach (po lewej) i Evgeny Chamtonau – założyciele PayUkraine.

Firma zatrudnia obecnie 20 osób w Warszawie oraz w Mińsku na Białorusi i rośnie w tempie 30 proc. nowych użytkowników miesięcznie. Właśnie o planach na przyszłość postanowiłem porozmawiać z Evgeny’em Chamtonau.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Jak uważasz, z czego wynika popularność tradycyjnej formy przekazu? Czy jest to nieznajomość innych form? A może tak wysokie zaufanie do nieznajomych?

Evgeny Chamtonau, PayUkraine: Powiedziałbym, że nie jest to kwestią zaufania do nieznajomych, lecz braku zaufania do nowych technologii. Nie ma się co dziwić – wiele osób, które przyjechały do Polski z Ukrainy wielu rzeczy uczy się na nowo, przynajmniej, jeśli chodzi o decyzje stricte konsumenckie. Imigranci muszą wybrać nowych operatorów telefonów komórkowych, dostawców internetu, ubezpieczeń czy usług bankowych.

Dodatkowo w przypadku usług finansowych zwykle nie raz zetknęli się z nieuczciwymi albo po prostu zbyt drogimi firmami.  Wysyłając przelew do rodziny nie doczytali drobnego druczku z informacją o opłacie za przewalutowanie itd. Jeśli zapłacili za dużo, w przyszłości będą się bali korzystać z takich rozwiązań. Pieniądze przekażą kierowcy, umawiając się na określoną zapłatę. Dlatego postawiliśmy na transparentność i prostotę. Nasz klient musi znać dokładny koszt przed “podpisaniem” wirtualnej umowy. Opłata wynosi zawsze tyle samo, a oferowany przez nas kurs jest najtańszy na rynku – cały czas obserwujemy konkurencję i mamy na to niezbędne analizy.

Trudno było nawiązać współpracę z Orange czy PrivatBankiem?

Obie instytucje są bardzo otwarte na innowacje oraz pozyskiwanie nowych grup klientów. Zostaliśmy dokładnie zweryfikowani przez obu partnerów, przechodząc przez cały tzw. process compliance w ciągu kilku miesięcy, choć standard przy tego typu operacjach dla tak dużych, uznanych marek, to ok. 12 miesięcy. Cieszy mnie to, że nasz fintech wypadł tak dobrze – co pokazuje nie tylko zaawansowaną i dobrze działającą technologię, które zapewniamy, ale przede wszystkim niszę, którą znaleźliśmy i na której potrzeby odpowiadamy.

Czy oprócz ekspansji geograficznej planujecie jeszcze nowe usługi lub produkty?

Obecnie skupiamy się na tym, co już robimy bardzo dobrze, a możemy robić jeszcze lepiej – na przelewach. Nie chcemy od razu budować nowego Revoluta. Chcemy najpierw osiągnąć pewną skalę – zbudować bazę lojalnych użytkowników usługi. Gdzieś w tyle głowy myślimy o innych produktach, ale czekamy na dobry moment, by je wprowadzić.

Jakie kraje znajdują się na Waszej shortliście?

Nasza usługa jest kierowana do konkretnej grupy: Ukraińców wyjeżdżających do pracy czy na studia zagranicę. Dlatego wszystkie kraje, w których diaspora ukraińska jest odpowiednio duża, są dla nas interesujące. Weszliśmy już do Niemiec i Włoch. Obserwujemy obecnie m.in. Czechy i Łotwę.

Rynek, na którym działacie wydaje się mi bardzo konkurencyjny. Czy podobnie patrzycie na rynek i jak staracie się wyróżnić?

Mamy bardzo dobrze działający produkt i oferujemy najniższą na rynku cenę – zarówno jeśli chodzi o przelicznik na hrywny, jak i niezmienną opłatę – to już dużo. Wyróżniamy się także sprecyzowaną grupą docelową. Co istotne, nasz zespół składa się w dużym stopniu z migrantów (między innymi Ukraińców) – dzięki czemu doskonale rozumiemy ludzi, do których kierujemy nasz produkt.