Rząd załatwił Polakom zamiennik węgla. Jest o wiele tańszy i bez porównania łatwiej dostępny

Polacy próbują kupować węgiel na zapas, ale nie dają rady, bo wszystko zgarniają im sprzed nosa pośrednicy, którzy potem odsprzedają go trzy razy drożej. Polacy kupują i tak, bo boją się, że jesienią będzie pięć razy drożej. A minister klimatu i środowiska, próbując jakoś na to zaradzić zwraca się o pomoc do Lasów Państwowych, by umożliwić Polakom samowyrób drewna w lasach. Co to znaczy? Jak po wyrębie lasu nazbieracie sobie leżących gałęzi, możecie je sobie kupić po 300 zł za metr sześcienny. Tylko najpierw zadzwońcie do leśnika.

Polacy wpadli w szał i próbują już na zimę robić zapasy opału do ogrzewania domów, bo boją się, że zabraknie im węgla albo będzie jeszcze droższy. Sprzedawcy za tym popytem nie nadążają. A dokładnie mówiąc, Polska Grupa Górnicza nie nadąża, bo to od niej teoretycznie tonę węgla można kupić za 900 zł. Wszędzie indziej ceny wahają się od 2000 do 3000 zł, w zależności od rodzaju węgla,

Lepiej kupić ekogroszek trzy razy drożej niż jesienią pięć razy drożej

Teoretycznie. Bo – jak opisuje to w Bizblog.pl Michał Tabaka – już od wielu dni wszystko, co PGG wystawia na sprzedaż, przejmują pośrednicy i sprzedają po 2-3 tys. zł za tonę. Przed PGG ustawiają się kolejki, a w sklepie internetowym zapas znika w ciągu 20 sekund.

Bizblog.pl poleca

Ostatnio nawet PGG zdecydowało, że jej sklep internetowy będzie dostępny tylko dwa razy w tygodniu: we wtorki i czwartki od godz. 16. do wyczerpania zapasów, bo i tak nie ma czego sprzedawać. Spółce zaczęły zresztą padać nawet serwery.

A więc można kupić węgiel już tylko od pośredników. I chętnych za cenę dobijającą już u niektórych sprzedawców do 3 tys. zł za tonę ekogroszku ciągle nie brakuje, bo Polacy wolą kupić dziś za 3 tys. zamiast w październiku za 5 tys. zł.

W sklepie PGG ekogroszek, jeśli da się go kupić, jest już od 1175 zł za tonę, a węgiel w kostce luzem Marcel od 921,27 zł za tonę. Ale zaraz, 5 tys. zł jesienią? Skąd takie prognozy? Taką wizją straszyli ostatnio związkowcy z Sierpnia 80 w PGG, jeśli spółka nie wprowadzi jakiejś kontroli pośredników, nie przeprowadzi inwestycji, by zwiększyć wydobycie, nie zwiększy zatrudnienia i nie poprawi efektywności sprzedaży.

Żeby temu zapobiec, rząd będzie musiał coś wymyślić, bo inaczej jesienią zobaczymy poważne niepokoje społeczne. Coś więcej niż to, czym ostatnio zajęła się minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. Pani minister postanowiła zadziałać już dziś i odpowiedzieć na zmartwienia Polaków dotyczące ogrzewania domów, mówiąc im: ej, idźcie do lasu nazbierać sobie gałęzi, załatwiłam wam.

Zamiast węgla czas na samowyrób, czyli patyki z lasu

Okazuje się, że pani minister jeszcze w maju zwróciła się do Lasów Państwowych o pomoc, a te przygotowały wytyczne dotyczące pozyskiwania surowca drzewnego do celów opałowych. 

Szef Lasów Państwowy zarządził, że leśnicy ocenią, jakie zapotrzebowanie mają społeczności lokalne i przeznaczą wybrane fragmenty lasu do pozyskiwania drewna na zasadach samowyrobu. Nie, że każdy może sobie pójść do lasu z siekierą gdziekolwiek, żeby zdobyć opał. To leśnik wskaże miejsce, gdzie można iść zbierać patyki, a będzie to po prostu miejsce, gdzie wcześniej trwał regularny wyrąb lasu. Po takim wyrębie, kiedy już duże kłody zostaną wywiezione, leży dużo krzywych patyków, które Kowalski może przyjść i sobie pozbierać.

Znacząco umożliwiamy Polakom samowyrób drewna w lesie. Mowa tutaj o zbieraniu chrustu, gałęzi, generalnie drobnicy, ale także możemy udostępnić Polakom grubsze kawałki drewna w takich odcinkach do 1,5 metra 

mówił rzecznik Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych Michał Gzowski.

A więc tak: zgłaszacie się do najbliższego leśnika, on wskazuje wam, gdzie możecie iść nabierać gałęzi, idziecie, zbieracie sobie kupkę, leśniczy ją mierzy i liczy po 300 zł za metr sześcienny (od 500 do 900 kg).

Tona ekogroszku u pośrednika kosztuje 3000 zł…