Linie lotnicze pod coraz większą, klimatyczną presją. Przed nowym podatkiem już nie uciekną

Najpierw Francja, teraz Niemcy, a za chwilę pewnie cała Unia Europejska będzie mówić o konieczności wprowadzenia nowego podatku dla samolotów. Paliwo lotnicze ma być obłożone taką samą daniną, jak benzyna. I to ma znacząco zredukować emisję CO2.

Lotnictwo wyrasta na jednego z ważniejszych emiterów dwutlenku węgla do naszej atmosfery. Dość powiedzieć, że jeden Boeing 747 w ciągu dobry emituje tyle CO2 ile 250 aut przez rok. A ruch lotniczy ma do tego stałą tendencję wzrostową. Obecnie w Europie mamy do czynienia z ponad 10,6 mln lotów rocznie. Co ciekawe prawie połowa z nich (45 proc.) odbywa się na odległość poniżej 500 km.

Ale według Europejskiej Organizacji ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej do 2040 r. liczba lotów ma wzrosnąć o przeszło połowę (53 proc.). To wszystko sprowadza się do wprowadzenia, najlepiej na terenie całej UE, podatku na paliwo lotnicze. Mówią o tym coraz głośniej Francuzi i Niemcy, ale też mieszkańcy Holandii, Belgii, Luksemburgu, czy Szwecji. Przedstawiciele ministerstwa transportu u naszych zachodnich sąsiadów obiecali, że podejmą ten temat podczas niemieckiej rezydencji w Radzie UE w przyszłym roku.

Parta Zielonych chce nawet wygonić loty z Niemiec.

Obłożenie linii lotniczych nowym podatkiem i finansowanie nowych połączeń kolejowych – tak w skrócie można przedstawić klimatyczny plan partii Zielonych w Niemczech.

Nie może tak być, że samolot, jako środek transportu najbardziej szkodliwy dla klimatu, jest subwencjonowany wielomiliardowymi sumami, a najbardziej przyjazna dla środowiska kolej jest chronicznie niedofinansowana – przekonuje Daniela Wagner, jedna z autorek tej strategii.

Wg niemieckich Zielonych wprowadzenie takiego planu w życie doprowadzi do sytuacji, kiedy w 2035 r. większość krajowych połączeń lotniczych w Niemczech będzie niepotrzebna. Wtedy nasz zachodni sąsiad miałby głównie koleją stać. Do tego czasu Deutsche Bahn miałoby otrzymywać co rok dotację w wysokości 3 mld euro.

Paliwo lotnicze z podatkiem?. Konieczna zmiana mentalności.

Obecnie Zieloni są w opozycji. Ale ich notowania idą w górę. Już podczas ostatnich eurowyborów ogłoszono ich prawdziwymi zwycięzcami, po tym jak z wynikiem 20,5 proc. wywalczyli drugie miejsce, tuż za blokiem chadeckim CDU/CSU. I jak wskazują obecne sondaże – tę pozycję ciągle utrzymują. Bardzo więc możliwe, że po wyborach do Bundestagu w 2021 r. będą już na tyle silną formacją, że rządu Niemiec bez ich udziału nie da się stworzyć. Wtedy ich klimatyczne postulaty nabiorą dodatkowej mocy.

Problemem może być to, że zamiana połączeń lotniczych na podróż koleją nie do końca jest w smak samym Niemcom. W czerwcu na tę okoliczność naszych zachodnich sąsiadów przepytał tygodnik “Spiegel”. I wyszło im, że zdecydowana większość ankietowanych (71,1 proc.) nie byłaby gotowa do rezygnacji z połączeń lotniczych na rzecz wsparcia klimatu.

Czas pożegnać porozumienie z II wojny światowej.

Decyzja o zwolnieniu paliwa lotniczego z podatku ma już pokaźną, siwą brodę. O takiej bowiem formie promowania podróży samolotem zdecydowano jeszcze w 1944 r. – podczas Konwencji Chicagowskiej. Tylko, że tamte uzgodnienia nie miały i nie mają nadal zastosowania w lotnictwie krajowym. Istotne jest też to, że Konwencja Chicagowska zakazała stronom nakładania podatków na paliwo już znajdujące się na pokładzie samolotu, gdy ląduje on w innym państwie. Ale nie zabroniła opodatkowania paliwa sprzedawanego samolotom w danym państwie.

Niestety, do dzisiaj pokutuje twierdzenie, jakoby właśnie w Chicago raz na zawsze zamknięto drzwi dla podatku lotniczego. Tymczasem taka możliwość wprowadzenia nowej daniny była chociażby w 2003 r. – przy okazji zmiany dyrektywy UE dotyczącej podatku energetycznego. Kiedy w 2011 r. Komisja Europejska rozważała kolejną modyfikację tych regulacji – znowu pominięto kwestię daniny lotniczej.

W jednolity, europejski podatek będzie bardzo trudno.

W poszczególnych krajach członkowskich UE coraz głośniej mówi się o takim podatku. Np. w Holandii rząd wyliczył, że wspomógłby co roku swój budżet kwotą 200 mln euro – w przypadku wprowadzenia podatku lotniczego. Dlatego jak najbardziej poważnie rozważana jest tam taka danina od 1 stycznia 2021 r. 

Ale Europie przydałyby się jednak jednolite rozwiązania w tym względzie. Niemiecka Agencja Ochrony Środowiska proponuje mechanizm, w którym państwa członkowskie zgodziłyby się opodatkować paliwo lotnicze w samolotach przelatujących między ich krajami. I nawet zaproponowali już stawkę: 33 eurocentów za litr, co odpowiada minimalnej stawce podatkowej określonej w dyrektywie UE w sprawie podatku energetycznego. Jeżeli dodalibyśmy do tego istniejące już obciążenia biletu lotniczego wyszłaby nam suma ok. 65 eurocentów za litr. Czyli mniej więcej wysokość daniny nakładanej na benzynę.

Ruch lotniczy jest biznesem międzynarodowym, co oznacza, że jednostronne rozwiązania nie mają sensu – przekonuje Bernd Reuther, członek Komisji Transportu Bundestagu.

Z kolei o rozwiązania dla całej Europy może być niezmiernie trudno. Ciężko sobie chociażby wyobrazić zgodę na taką daninę krajów śródziemnomorskich, które od lat żyją z turystyki. I też najczęściej turyści dostają się do tych krajów właśnie samolotami. Uderzenie podatkiem w cenę biletu – bez dwóch zdań nie byłoby w ich interesie.