To koniec węglowego balu w Ostrołęce. Muzyka już nie gra, ale tańczą jakieś niedobitki

Enea i Energa poinformowały, że zawieszają dalsze finansowanie budowy bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka. Po tym, jak parę miesięcy wcześniej podobną decyzję podjął zarząd PGE – może to okazać się gwoździem do trumny inwestycji, która miała być sztandarowym projektem polskiej energetyki.

Nowy blok węglowy (Ostrołęka C) miał być oparty przede wszystkim na polskim węglu. Miał stanowić takie energetyczne centrum, tradycyjnie oparte na polskim „czarnym złocie”. Choć przedstawiciele Ministerstwa Energii przekonywali, że to będzie najprawdopodobniej ostatnia tego typu elektrownia w naszym kraju, to jednak miała stać za bezpieczeństwem energetycznym Polski, przynajmniej na wschodzie. 

Bizblog.pl poleca:

Nie minął rok od podpisania umowy inwestycyjnej, mówiącej, że cały projekt pochłonie ok. 6 mld zł (potem okazało się, że wyliczenia mówią o jednak 8-9 mld zł), a już zaczęły się poważne schody. Rząd próbował bagatelizować wzrost ceny tony emisji CO2 urosła z 5-6 do ponad 25 euro, ale tylko do czasu, kiedy to zaczęło mieć faktycznie finansowy wpływ na polskie kieszenie. 

Czerwona lampka zaświeciła się parę miesięcy temu – w listopadzie 2019 r., kiedy okazało się, że z rozmów o finansowaniu budowy bloku węglowego w Ostrołęce wycofuje się Polska Grupa Energetyczna. Być może za taką decyzją stała coraz bardziej odczuwalna węglowa niechęć ze strony sektora bankowego. Takie stanowisko PGE było odebrane jednoznacznie. 

Dzisiaj, jakbym miał obstawiać, to uważam, że nie będzie budowy tej elektrowni. Za długo trwały dyskusje

– tak wtedy widział przyszłość tego projektu jeden z jego inicjatorów, były wiceminister energii, obecnie eurodeputowany Grzegorz Tobiszowski

Nowy blok węglowy: Enea i Energa właśnie wbiły gwóźdź do tej trumny

Planującym budowę nowego bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka życia nie umilała też Fundacja Client Earth Prawnicy dla Ziemi, która reprezentując mniejszościowych udziałowców Enei, złożyła w sądzie wniosek o nieważności uchwały w sprawie tej inwestycji, podjętej przez walne zgromadzenie Enei. Argumentowali, że ten projekt może narazić inwestorów na straty. I jeszcze w sierpniu 2019 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił ich powództwo. 

Te prawnicze wygibasy można było jeszcze pokonać. Wszak nie skończyło się na prawomocnym orzeczeniu. Znacznie gorzej, gdy zabraknie gotówki. I chyba właśnie z takim zdarzeniem mamy do czynienia – po tym, jak główni inwestorzy, czyli Energa i Enea postanowili zawiesić dalsze finansowanie projektu Ostrołęka C. Tym samym nad inwestycją, która pochłonęła już ok. 300 mln, zawisł duży znak zapytania. Wpisywałoby się to zresztą w ostatnie wypowiedzi polityków, którzy z miesiąca na miesiąc dają temu projektowi coraz mniejsze szanse na powodzenie.

Nie ukrywam, że są inwestycje rodzące problemy. Jedną z nich stanowi Elektrownia Ostrołęka, będąca kłopotem dla inwestorów, czyli firm Energa i Enea

– stwierdził kilka dni temu w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” Jacek Sasin, minister Aktywów Państwowych

Jest tylko jedno koło ratunkowe: Orlen

Powód odwracania się plecami Skarbu Państwa od ostrołęckiego węgla jest tylko jeden: otóż raptem w półtora roku okazało się, że Unia Europejska wcale z tą całą neutralnością klimatyczną nie żartuje. Co gorsza, Bruksela jeszcze bardziej zamierza skręcić „w zielone” i planuje przyjąć Zielony Ład dla Europy. Za tym zaś idą konkretne, finansowe decyzje, stawiające węgiel w bardzo niekorzystnym jednak świetle.

Nie ma tym samym co szukać wyrażanego w euro wsparcia dla budowy nowego bloku węglowego za granicą. Na rodzimym podwórku zaś może okazać się, że obciążenie warte nawet 8-9 mld zł stanowi zbyt duże wyzwanie nawet dla największych graczy sektora bankowego nad Wisłą, czyli państwowych PKO i Pekao. 

Czy w takim razie wszystko jest rozstrzygnięte i już oficjalnie można żegnać nowy blok węglowy w Ostrołęce? Chyba na to jednak za wcześnie. Może dlatego rządzący jeszcze oficjalnie o zamknięciu tego projektu nie mówią, bo jeszcze jest ostania nadzieja. A jest nią PKN Orlen, który pod koniec 2019 r. wezwał do zakupu akcji spółki Energa. Tylko czy aby naftowy gigant faktycznie miał chrapkę na taką przygodę z węglem? Takie sugestie padają z ust polityków. Trudno jednak im do końca wierzyć. Wszak Ostrołęka C mogłaby być kulą u nogi Orlenu, z czego sami nafciarze zdają sobie sprawę. 

Uważamy, że Ostrołęka C nie jest najlepszym projektem, w najlepszej lokalizacji dla polskiego systemu

– stwierdził parę miesięcy temu Jarosław Dybowski, dyrektor wykonawczy Orlenu ds. energetyki. 

Dwa zawieszenia budowy za pół miliarda złotych

Trudno nie odnieść wrażenia, że nowy blok węglowy w Elektrowni Ostrołęka tylko potwierdza brak zdecydowania w strategicznych decyzjach po stronie polskiej sceny politycznej. I to niezależnie, z której strony na nią spojrzymy. Wszak budowa Ostrołęki C już raz była wstrzymana. W 2012 r. zarząd Energii – po wydaniu już na inwestycję ok. 200 mln zł – stwierdził, że będzie jednak nierentowna i nie ma sensu jej kontynuować.

Potem wtrąciła się do wszystkiego polityka. Po zmianie władzy nowo rządzący uznali, że to, co nie powiodło się poprzednikom – im wyjdzie doskonale. I tak w świetle fleszy uruchomiono węglową inwestycję w Ostrołęce po raz drugi. I też po raz drugi – tym razem po wydatkowaniu już jakiś 300 mln zł – ją zawieszono. Czyżby do trzech razy sztuka?