Senat namieszał w odpadach. Limit opłat za śmieci na podstawie zużycia wody może upaść

Rewolucja w śmieciach. Projekt ustawy o rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) ma światło dzienne ujrzeć jeszcze w sierpniu, ale Senat już wyrzucił górnicą granicę dla opłat opartych na zużyciu wody. Jeśli ten limit nie zostanie przywrócony i ustawa wejdzie w życie w takiej postaci, opłaty za śmieci mogą w przypadku części rodzin wzrosnąć drastycznie.

W kwestii wprowadzenia przepisów o rozszerzonej odpowiedzialności producenta jesteśmy wobec reszty UE mocno spóźnieni. Jak przekonuje Krzysztof Kawczyński z Krajowej Izby Gospodarczej, nasz dotychczasowy model postępowania z odpadami jest z 2001 r., z niewielkimi poprawkami w 2014 r.

Bizblog.pl poleca

Z pewnością nie jest on ani efektywny, ani sprawiedliwy

– uważa Krzysztzof Kawczyński.

Do tej pory w Polsce ciężar finansowy za odprowadzane odpady leżał głównie na barkach mieszkańców. ROP ma to zupełnie zmienić. W ten sposób w życie wejdzie rozwiązania legislacyjne, dzięki którym producenci zaczną ponosić odpowiedzialność finansową lub organizacyjną za wprowadzany na rynek produkt (opakowanie).

Opłaty za śmieci jednak bez górnej granicy?

Projekt ustawy dotyczącej ROP ma być, jak stwierdził to wiceminister Ozdoba, pewnym „kręgosłupem, schematem”, który będzie można w przyszłości rozwijać i modyfikować. Resort klimatu i środowiska otwarty jest bowiem na propozycje i konsultacje.

Głównym celem nowelizacji przepisów dotyczących śmieci i ich gospodarowania jest w pierwszej kolejności ograniczenie kosztów gospodarki odpadowej w gminach, gdzie od ok. dwóch lat jesteśmy świadkami niekiedy naprawdę sporych podwyżek. Ustalanie opłaty na podstawie wskazań licznika za wodę (tak jest m.in. w Warszawie, czy Szczecinie) też namieszało w portfelach mieszkańców. 

Nowelizacja miała w tym przypadku wprowadzić górną granicę. Liczona zużyciem wody opłata mogłaby wynieść maksymalnie 7,8 proc. przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na jedną osobę ogółem za gospodarstwo domowe. Obecnie to jakieś 150 zł. Do tego wszystkiego gminy mogłyby pokrywać część kosztów gospodarowania odpadami z dochodów własnych, niepochodzących z opłat pobieranych za to od mieszkańców.

Senatorowie jednak opowiedzieli się przeciwko obu rozwiązaniom. Receptą na zbyt wysokie rachunki ma być nie zmiana w przepisach dotyczących odpadów, a raczej odpowiednie modyfikacje w polityce społecznej.

„Zaproponowane rozwiązanie obejmie bowiem nie tylko te rodziny, ale np. studentów, cudzoziemców czy turystów. Nie widzę powodu, dla którego pięciu studentów mieszkających w jednym mieszkaniu miało płacić mniej za wywóz śmieci. Nie tędy droga” – komentuje dla serwisu prawo.pl Maciej Kiełbus partner w Kancelarii Prawnej Ziemski & Partners.

Senatorowie chcą też, żeby w przypadku nieruchomości wykorzystywanej na cele rekreacyjno-wypoczynkowe (np. domek letniskowy) była większa stawka ryczałtowa. Inna poprawka zakłada, że dana gmina będzie mogła częściowo odstąpić od selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów komunalnych – po spełnieniu konkretnych warunków i podjętej na ich podstawie decyzji ministra właściwego do spraw klimatu.

ROP, czyli 50 gr za kilogram opakowań

Nie do końca też wiadomo, czy kolejne konsultacje nie wprowadzą zmian także w samej opłacie producentów. Nowelizacja zakłada powielanie u nas na starcie rozwiązań czeskich. Tym samym producenci od 2023 r. musieliby się liczyć z opłatą 50 gr za każdy kilogram wprowadzonych na rynek opakowań. 

Dziś realnym płatnikiem w systemie ROP nie jest wprowadzający produkty w opakowaniach, tylko konsument, a realnym beneficjentem całego systemu nie powinna być gmina czy recykler, a społeczeństwo i środowisko

– zauważa Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

Być może dzięki planowanej nowelizacji przepisów dotyczących gospodarki odpadami nie tylko odpowiedzialność finansowa przynajmniej częściowo przejdzie z konsumentów na producentów. Nowe regulacje powinny też utrudnić wwożenie śmieci do Polski, z czym mamy w ostatnim czasie spory problem.

W latach 2017-2019 odsetek śmieciowego importu tylko z Niemiec urósł z ponad 38 proc. do blisko 68 proc. Ostanie zaś doniesienia brytyjskiego i niemieckiego Greenpeace stawiają Polskę na trzecim miejscu wśród odbiorców z kolei brytyjskich śmieci. Tylko w 2020 r. przyjechało do nas stamtąd ok. 38 tys. ton odpadów.