Ognisko koronawirusa w czeskiej kopalni rozszerza się. Co czwarty pracujący tam górnik jest z Polski

Za największy od miesiąca dzienny przyrost przypadków koronawirusa w Czechach odpowiada kopalnia w Darkowie koło granicy z Polską. Chorych górników w poniedziałek wieczorem było tam już 53, a przebadano dopiero co dziesiątego. Bardzo dużą grupę wśród pracowników czeskiej spółki górniczej OKD stanowią Polacy.

Nagłe rozwinięcie się ogniska Covid-19 na Śląsku nie było dziełem przypadku – zamknięty obieg powietrza w kopalniach stanowi idealne warunki do rozwoju epidemii. Tę samą lekcję z małym opóźnieniem odrabiają właśnie Czesi.

Bizblog.pl poleca

111 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w to najwyższy dzienny wskaźnik u naszych południowych sąsiadów od niemal miesiąca. To jednocześnie dowód na to, że wirus nie powiedział ostatniego słowa i szybkie odmrażanie gospodarki może okazać się przedwczesne.

Nagły i dość niespodziewany wzrost zachorowań to jednak w głównej mierze pojawienie się ogniska koronawirusa w państwowych Kopalniach Ostrawsko-Karwińskich (OKD). Covid-19 szybko rozwija się w kopalni w Darkowie tuż przy granicy z Polską.

Jak podaje Czeskie Radio, do poniedziałku wieczorem testom na koronawirusa poddano 860 górników, a u 53 badanie dało wynik pozytywny. Jeszcze w poniedziałek przed południem znanych było tylko 18 przypadków Covid-19 w kopalni Darków.

Jak podaje serwis wnp.pl, we wszystkich czterech kopalniach OKD zatrudnionych jest 8,4 tys. górników, z czego aż 2 tys. to Polacy. Czesi nie podają, czy i ewentualnie ilu z zakażonych górników to nasi rodacy.

Kichnięcie pozostaje w miejscu

Co ciekawe, w przeciwieństwie do także państwowej Polskiej Grupy Górniczej, która całkowicie zbagatelizowała zagrożenie koronawirusem, kierownictwo OKD od początku sprawę potraktowało bardzo poważnie. Już w marcu w kopalniach wprowadzono obowiązek noszenia maseczek z filtrami lub przyłbic. Prowadzono też wyrywkowe kontrole temperatury ciała górników.

Przypomnijmy, że w przygotowanej na zamówienie PGG opinii Głównego Instytutu Górnictwa napisano, że warunki dołowe, czyli temperatura i przewietrzanie wszystkich wyrobisk sprawiają, że „to środowisko nie pozwala na przenoszenie się wirusa i w związku z tym załogi zjeżdżające na dół są bezpieczne”.

Jeżeli w atmosferze kopalnianej ktoś „kichnie”, to ten aerozol nie jest rozprzestrzeniany na całą przestrzeń (kubaturę) wyrobisk podziemnych, tylko ten aerozol pozostaje w miejscu „kichnięcia” lub w jego najbliższym otoczeniu

– przekonywali górniczy eksperci. Dość szybko okazało się, że byli w błędzie

We wtorek poinformowano, że obecność koronawirusa wykryto już u prawie 2,7 tys. górników w Polsce. Wciąż wyłączone z działalności z tego powodu są cztery kopalnie. Zgodnie z danymi sanepidu, w województwie śląskim potwierdzono już 5694 przypadki koronawirusa, z czego 181 to przypadki śmiertelne.