Kandydatka zapytała o szczegóły oferty pracy. „Widać, że była pani tylko na rekrutacji do budy z kebabem” – usłyszała w odpowiedzi

Polski rynek pracy generalnie nie należy do najprzyjemniejszych. Kultura pracy bywa u nas na dość niskim poziomie, niektórzy powiedzieliby wręcz – folwarcznym. Czasami i na tym mizernym tle można się jeszcze wyróżnić. Tak stało się w przypadku ogłoszenia o pracę zamieszczonego przez pewną księgarnię w Piasecznie.

Za każdym razem, gdy słyszę narzekania pracodawców na brak chętnych do pracy, mam ochotę powiedzieć: wolny rynek działa w dwie strony. Słabi pracownicy nie mają pracy, albo pracują za kiepskie pieniądze (to oczywiście generalizacja, bo niektóre branże są po prostu słabo opłacane niezależnie od umiejętności), ci lepsi dostają sensowne warunki.

Dokładnie tak samo jest w przypadku pracodawców. Szanujesz ich? Masz niską rotację, a pracownicy nie uciekają od ciebie w trakcie dnia próbnego.

Do tego ostatniego, mimo coraz lepszej pozycji pracowników na rynku pracy, nie wszyscy przedsiębiorcy się jednak przekonali. Gros ogłoszeń wciąż pisanych jest byle jak. Brakuje w nich informacji o zarobkach, obowiązkach, czasami nawet o rodzaju umowy. Zawsze znajdziemy za to wyświechtane frazesy o „dobrej atmosferze”, „pakiecie benefitów” i „możliwościach rozwoju”. A to przecież odpowiednik „perfekcyjnej znajomości excela” albo „chęci do rozwoju” w kiepsko napisanym CV.

Od czasu do czasu ktoś jednak postanawia zapukać od spodu.

Tak było w przypadku księgarni z Piaseczna. Jej właścicielka wrzuciła ogłoszenie na OLX. Całe ogłoszenie sprowadzało się de facto do informacji, że chodzi o zatrudnienie sezonowe, a poszukiwana jest studentka.

W sieci furorę robi teraz screen z rozmowy na komunikatorze, w której jedna z kandydatek postanowiła dopytać się o szczegóły – wymiar godzin, dyspozycyjność i stawkę.

No i dostała odpowiedź:

Nie nauczyli panią w szkole, jak przebiega proces rekrutacji? Najpierw wysyła pani CV i to pracodawca podejmuje decyzję, czy panią zaprosi na rozmowę kwalifikacyjną. Tam dowiaduje się pani wszystkiego. Nie jestem pani koleżanką, żeby sobie z panią mailować. Widać, że była pani tylko na rekrutacji do budy z kebabem. Tam właśnie to tak wygląda. Podziękuje pani. CV pewnie puste albo kelnerka, zawsze po tym poznaje – przeczytała kandydatka.

Zrzut ekranu wersji oryginalnej, mocno najeżonej błędami ortograficznymi i interpunkcyjnymi poniżej. Samo ogłoszenie zostało już skasowane.

Tego typu agresja w stosunku do kandydatów to oczywiście margines zachowań polskich przedsiębiorców. Podobnie jak, dajmy na to, picie w pracy po stronie pracowników (choć są branże, gdzie jest to dość popularne). Nic jednak nie poradzę, że gdy widzę narzekania na brak rąk do pracy, przypadki jak powyżej stają mi automatycznie przed oczami. Ta pani długo chętnego do pracy nie znajdzie. Bo zazwyczaj jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.