Zniesienie limitu składek ZUS. Zaczyna brakować pieniędzy, nie liczcie, że rząd odpuści

Rzadko zdarza się, by tak abstrakcyjny na pozór problem, jak zniesienie limitu składek na ZUS, rozgrzewał parlamentarzystów i opinię publiczną do białości. Dzieje się tak jednak dlatego, że ewentualna decyzja o zniesieniu limitu może okazać się brzemienna w skutki. Zarówno teraz, jak i w dalekiej przyszłości.

Limit na składki do ZUS został wprowadzony w 1998 r., by uniknąć sytuacji, w których Zakład musiałby wypłacać najlepiej zarabiającym emerytury rzędu 40 tysięcy złotych miesięcznie. Górna granica wpłat została określona na 30-krotność średniej płacy rocznej w gospodarce. Dzieląc tę liczbę przez 12 miesięcy, otrzymujemy trochę ponad 2,5 przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, czyli w 2019 r. dokładnie 11912,5 zł brutto. Do ręki daje nam to nieco ponad 8 tys. zł. W Polsce takie zarobki szeregują nas już niemal w gronie finansowych elit. O co więc ten krzyk?

Uderzenie w klasę średnią

W najbardziej oczywisty i bezpośredni sposób zniesienie limitu uderzyłoby po kieszeni specjalistów, którzy nieznacznie przekraczają obecny próg. Już przy zarobkach rzędu 13 tys. brutto miesięcznie musieliby oni dołożyć do systemu dodatkowe 2 tys. zł rocznie. W przypadku 15 tys. brutto – ok. 3,8 tys. zł. A pamiętajmy, że mówimy osobach, które obowiązuje drugi próg podatkowy. Obciążenia fiskalne i tak są już niemałe. Do tego dochodzą idące w tysiące złotych rocznie obciążenia pracodawców, które mogłyby skłonić do renegocjacji wynagrodzeń.

Łącznie projekt dotknąłby ok. 370 tys. osób. Przeciwnicy zniesienia limitu podnieśli larum, że ustawa wypłoszy z Polski programistów, inżynierów, lekarzy i innych wysoko opłacanych fachowców. Jak widać, nie są to obawy do końca bezpodstawne.

Nowe emerytury

Jest też drugi, zdecydowanie bardziej dalekosiężny skutek zniesienia limitu 30-krotności. Pieniądze ze składek rząd chciałby pobrać już dzisiaj. Pozwolą one na zmniejszenie dziury w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, która tylko w ubiegłym roku wyniosła 38,5 mld zł. Zmniejszoną dotację do FUS rząd wykorzystać miał na sfinansowanie obietnic socjalnych. Wirtualne oszczędności części przyszłych emerytów będą rosnąć w oszałamiającym tempie, ale z ich realnymi wypłatami poczekamy kolejnych 20-30 lat.

Polskie społeczeństwo się starzeje, a stopa zastąpienia już jest jedną z najniższych w krajach OECD i wynosi 38,6 proc. ostatniej pensji netto. Premier Morawiecki mówił w trakcie expose o braku zaufania do państwa. Nałożenie dodatkowych zobowiązań coraz mniej wydolnemu ZUS-owi raczej nie poprawi tych notowań. Tym bardziej, że sam Zakład przyznaje, że w najbliższych latach będzie potrzebować dodatkowo od 41 mld do nawet 77 mld zł rocznie.

Nie trzeba dzielić się z samorządami

Tak, to z punktu widzenia rządu zapewne jeden z większych plusów tego rozwiązania. Gdyby premier Morawiecki zaordynował podwyżkę PIT, niemal połowa zysków poszłaby na konta władz samorządowych. W przypadku składek takiego problemu nie ma. Gotówka zostaje w budżecie państwa, a to ma niebagatelne znaczenie, bo…

Rząd łata budżet

Dlaczego plan zniesienia limitu 30-krotności pojawił się akurat teraz? Moment nie jest przypadkowy – jak już pisaliśmy w Bizblog.pl, rządowi po prostu skończyły się pieniądze. To efekt działania tzw. reguły wydatkowej, która zakłada, że górny limit wydatków elastycznych i nowych wydatków sztywnych w budżecie nie przekroczy prognozowanego wskaźnika inflacji powiększonego o 1 punkt procentowy.

I teraz mała niespodzianka. Rząd wpisał sobie do projektu budżetu 5 mld zł tytułem zniesienia limitu składek, ale ustawy znoszącej ten limit ostatecznie nie przepchnął. I teraz mamy problem, bo wydatki typu obniżka PIT do 17 proc. czy rozszerzenie 500+ stały się już faktem. A jedna z głównych kroplówek, która miała zapewnić dopływ środków na te obietnice, nie została podłączona. I co teraz? Premierowi Morawieckiemu nie zostanie nic innego, jak ciąć wydatki, bo na nakładanie nowych danin czasu jest zwyczajnie zbyt mało.

Czekamy na wielki comeback

Wycofaliśmy się na razie ze zniesienia limitu 30-krotności przy składkach ZUS, żeby przeprowadzić konsultacje; szanujemy głos naszych koalicjantów, strona społeczna także domagała się dalszych rozmów – tłumaczył w radiowej Jedynce szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Łukasz Schreiber.

Wszystko wskazuje więc na to, że górna granica oskładkowania prędzej czy później zostanie naruszona. Możliwe, że zamiast całkowitego uwolnienia, nowy próg zostanie wytyczony na 40-krotności średniej płacy. Zmiana obecnych przepisów wydaje się jednak praktycznie przesądzona.

Najnowsze w Bizblog.pl