Nowy podatek, czyli jak oni w nas węglem, to my oddamy ze zdwojoną siłą

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach minister energii Krzysztof Tchórzewski przekonywał, że Unia Europejska powinna wprowadzić nowy podatek – od śladu węglowego. Tak miałaby wyglądać walka z krajami, które nie przejmują się emisją dwutlenku węgla.

Źródła pomysłu w sprawie podatku od śladu węglowego najlepiej szukać w Szwecji, gdzie na taki mechanizm zdecydowano się już na początku lat 90. ubiegłego wieku. Wtedy Skandynawowie za każdą tonę wyemitowanego CO2 płacili ok. 27 euro (po przeliczeniu). W 2009 r. to było już 108 euro.

Temat wrócił we Francji za czasów prezydentury Nicolasa Sarkozy’ego. Nowy podatek za emisję dwutlenku węgla mieliby płacić mieszkańcy UE. Ale nie tylko. Towary spoza Unii objęte byłyby także węglowym cłem.

Ale inicjatywy prezydenta Francji jakoś Europa nie podchwyciła. Być może tak się stanie za chwilę. Bo prym w tym względzie postanowił zacząć wieść Krzysztof Tchórzewski, minister energii. Uważa, że nowy podatek byłby sprawiedliwym instrumentem w stosunku do krajów, które nie przejmują się rosnącymi ciągle kosztami emisji CO2.

W UE powinien zostać wprowadzony podatek od śladu węglowego dla towarów z importu z krajów, gdzie nie obowiązuje strategia walki z emisjami – stwierdził minister Tchórzewski podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Nowy podatek wymusi myślenie o emisji CO2.

Według szefa resortu energii tylko w ten sposób możemy podjąć skuteczną walkę o klimat.

Uważam, że jeśli jako UE chcemy prowadzić naszą walkę o czystość klimatu, to musimy innych zmuszać do myślenia o tym – przekonywał.

Podobnego zdanie jest Henryk Baranowski, prezes PGE Polska Grupa Energetycznej. Przekonuje, że “system, w którym tylko europejska część świata martwi się emisjami, a reszta na tym zarabia, jest dyskusyjny. Emisja uniknięta w UE często trafia do Chin lub Indii”.

Brak równowagi najlepiej widać w przemyśle hutniczym.

Aktywność członków rządu względem nowego podatku od śladu węglowego wskazuje na zmianę taktyki. Tę defensywną, pozwalającą zepchnąć węgiel i pochodną od niego emisję CO2 w kąt zamienia ta ofensywna. Polacy chcą pokazać, że węgiel i OZE to wcale nie dwa przeciwległe światy. I przejmują inicjatywę względem całej Europy. Stąd propozycja rozwiązania dla Unii. Fakt nowej strategii potwierdza nie tylko wypowiedź ministra Tchórzewskiego, ale też innych członków rządu.

Zdaniem np. ministra środowiska Henryka Kowalczyka najlepiej dysproporcje w traktowaniu przez poszczególne kraje emisji dwutlenku węgla pokazuje przemysł hutniczy.

Na terenie UE płacimy za emisje dwutlenku węgla, więc zadaniem dla KE jest wprowadzenie takich zasad, by produkcja stali na świecie była konkurencyjna. Inaczej będzie nieuczciwa. Czy dla świata coś się zmieni, jeśli huta powstanie na Ukrainie? – pytał minister środowiska wskazując, że przy takiej polityce względem emisji CO2 europejska stal staje się niekonkurencyjna w stosunku do chińskiej.

Emisja dwutlenku węgla: przyganiał kocioł garnkowi.

Być może postulaty ministra Tchórzewskiego są jak najbardziej słuszne. Ale zanim zacznie się instruować innych, lepiej zerknąć na samego siebie. A nuż też jest coś do poprawy. A w Polsce jeżeli chodzi o emisję CO2, margines jest naprawdę szeroki.

I na razie wygląda to tak, że kierowcom o konieczności zapinania pasów przypomina ten, kto utracił prawo jazdy. Tak przynajmniej wynika z najnowszych danych Eurostatu. Według tych informacji Polska jest obecnie piątym największym emitentem dwutlenku węgla.

Polska na piątym miejscu w Europie pod względem wzrostu emisji CO2.

Udział naszego kraju w całej unijnej emisji CO2 wzrósł w ostatnim roku o 3,5 proc. Tym samym nasz udział w unijnej emisji przekroczył kolejną barierę i wynosi teraz 10,3 proc.