Polski Ład. Zapytałem, czy skarbówka pomoże Polakom uniknąć drakońskich kar. Oto odpowiedź

W sprawie Polskiego Ładu mnożą się pytania. Resort finansów odesłał Polaków do urzędów skarbowych. Sęk w tym, że urzędnicy sami nie wiedzą, co się dzieje. Co możemy usłyszeć dzwoniąc na infolinię skarbówki? O sytuacji KAS rozmawiamy z Agatą Jagodzińską, przewodnicząca Związkowej Alternatywy w Krajowej Administracji Skarbowej, autorka głośnego listu do premiera i ministra finansów.

Adam Sieńko: Bizblog.pl: Co usłyszy dzisiaj w słuchawce podatnik Jan Kowalski, dzwoniąc na infolinię skarbówki z pytaniem o Polski Ład?

Agata Jagodzińska: Jeżeli przyjdzie do lokalnego urzędu albo zadzwoni, to pracownik prawdopodobnie poda mu numer do Ministerstwa Finansów i poprosi, by tam kierował swoje pytania. Nie wynika to ze złej woli, przy prostych pytaniach dzwoniący mogą oczywiście liczyć na odpowiedź. Generalnie jednak boimy się, że udzielimy złej informacji. Spoczywa na nas duża odpowiedzialność. Jeżeli podatnik z naszej winy źle się rozliczy i wyjdzie mu dopłata, to pojawiają się konsekwencje karno-skarbowe.

Rząd zadeklarował, że urzędy będą pomagały podatnikom do godz. 19.

Nie widzę w tym żadnego sensu. Powtórzę – pracownicy nie czują się wystarczająco zaznajomieni i przeszkoleni w tak skomplikowanych przepisach, jakie dostarczył nam Polski Ład.

Co to znaczy?

Po pierwsze vacatio legis w tak złożonej sprawie, jaką jest reforma podatków, powinno być znacznie dłuższe. Moim zdaniem Polski Ład mógłby wejść w życie od 2023 r. Przypomnę, że mówimy o około 700-800 stronach nowych przepisów. Wiele z nich napisano w sposób nieprecyzyjny i niezrozumiały. Wymagają wykładni, której Ministerstwo Finansów nie dostarczyło.

To czemu służyły ubiegłoroczne szkolenia?

Zacznijmy od tego, że były one dalekie od ideału. Dostaliśmy slajdy, zaproszono nas na webinary, na których prowadzący omawiał zagadnienia związane z reformą.

Było miejsce na pytania od uczestników?

To była forma wykładów, nie było interakcji. Jeżeli pracownik miał wątpliwości do interpretacji przepisów, to zostawał z nimi zupełnie sam. Powinno to wyglądać inaczej. Mogliśmy spotkać się w Krajowej Szkole Skarbowości twarzą w twarz, omówić konkretne przypadki. Tylko tak da się wytłumaczyć niektóre przepisy.

Same szkolenia zaczęły się w listopadzie, niecałe da miesiące przed wejściem Polskiego Ładu w życie. Wcześniej rządzący twierdzili, że będą one kontynuowane na początku tego kwartału. Teraz to już nieistotne, bo urzędnicy dostali do rąk poradniki i mają sami radzić sobie w kontaktach z podatnikami.

I kto tych porad ma udzielać?

Od momentu, w którym dowiedzieliśmy się, że urzędy skarbowe będą pełnić dyżury zaczęły się poszukiwania pracowników do ich obsady. Wszystko działo się dzień przed. Chętnych było niewielu, bo mało kto czuje się kompetentny, by wystąpić na pierwszej linii frontu. Nie każdy zajmuje się na co dzień podatkiem dochodowym, a to najbardziej interesuje podatników w kontekście Polskiego Ładu.

Bizblog.pl poleca

Rozpoczęła się tzw. łapanka. Jesteśmy urzędnikami i musimy wykonywać rozkazy służbowe, dlatego odmowa nie wchodziła w grę.

Podobno część urzędników tego napięcia nie wytrzymuje?

Nie jesteśmy na to gotowi. Pracownicy urzędów okupili to ogromnym stresem, piszą do mnie przestraszeni faktem przymuszania do dyżurów. Biorą leki na uspokojenie. Ale to całe zamieszanie ma też swoje dobre strony.

Dobre strony?Jakie?  

Cała Polska zobaczy, że administracja skarbowa zmaga się z nadmiarem zadań, niedoborami kadrowymi i zaniżonymi wynagrodzeniami. W tym momencie możemy pokazać swoją sytuację. Jesteśmy przeciążeni i przepracowani. A rządzący fundują nam coraz to nowe niespodzianki i dokładają nowe zadania.

Pracownicy skarbówki mają dostać w 2022 r. 4,4-proc. podwyżkę wynagrodzeń.

Przy obecnej inflacji 4.4 proc. to śmieszna propozycja. Uchwała modernizacyjna KAS na lata 2020-2022  gwarantowała nam konkretne podwyżki wynagrodzeń. Gdy zaczęła się pandemia, prawie wszystko zostało wstrzymane i rząd nie odmroził tych obietnic po dziś dzień.  

Z tytułu uchwały modernizacyjnej pracodawca zalega nam prawie 200 zł za 2020 r, oraz 200 zł za 2021 r., bo tylko 3 proc. za 2022 r. zostało odmrożone.  Rządzący zapomnieli o niezrealizowanej części za lata 2020-2021, ale my nie. Jako związek domagamy się realizacji tych zobowiązań.

Czego konkretnie?

Przede wszystkim realizacji zaległej uchwały za lata 2020-2021. Prowadzimy spory zbiorowe w zakresie podwyżek wynagrodzeń. Od tego roku chcemy dodatkowo 20 proc. wzrostu płac. Przy tej inflacji, dodatkowych zadaniach i braku waloryzacji wynagrodzeń przez wiele lat, to nie jest z naszej strony żadną fanaberią.

Da się tę całą sytuację odkręcić?

Trudno mi się wypowiedzieć od strony prawnej. Z jednej strony są apele doradców podatkowych i księgowych, którzy mówią, że rozporządzenie w sprawie poboru zaliczek jest niezgodne z prawem.

Ministerstwo mówi, że jest zgodne z prawem i należy je respektować. I takiej informacji mamy udzielać Polakom.

Naprawdę nie wiem, jak się teraz zachować. Stało się, co się stało. Zapomniano o PIT-2 i tuż po wprowadzeniu reformy zmuszono nas do tłumaczenia nowych zasad. Patrząc od strony pracowników urzędów skarbowych, najlepiej byłoby wstrzymać dyżury i postawić na szkolenia. Tego bym sobie życzyła od naszego pracodawcy, czyli szefa Krajowej Administracji Skarbowej.

Urzędnicy myślą o rezygnacji z pracy?

Od wielu lat zatrudnienie się w urzędzie skarbowym staje się coraz mniej atrakcyjne. Spadają wymagania wobec kandydatów. Gdy zaczynałam pracę w skarbówce w 2003 r., by w ogóle wystartować w wyścigu po etat w US, trzeba było mieć wyższe wykształcenie. Najlepiej kierunkowe –  ekonomiczne lub prawnicze.

W tej chwili wystarczy wykształcenie średnie. Dominanta wynagrodzeń to 2800-3200 zł. Czy ktoś zarabiający takie pieniądze będzie świetnym specjalistą i będzie chciał się rozwijać w administracji skarbowej? To pytanie retoryczne, proszę nie odpowiadać.

Często dzieje się tak, że młodzi ludzie kształcą się u nas, a potem uciekają do sektora prywatnego. Tymczasem stabilna administracja jest siłą każdego pastwa. Pandemia to tylko uwydatniła.

W Polsce na administrację w 2019 r. wydaliśmy 4,2 proc. PKB.

To jeden z najgorszych wyników w Europie. Gdy słyszę, że administracja jest przerośnięta, to muszę protestować. To slogany rzucane przez polityków. Należy wzmocnić administrację. Mamy żal do rządzących, że traktuje się nas jak chłopca do bicia.

Prawdziwa próba jednak przed wami. W przyszłym roku będziemy musieli rozliczyć pierwsze dochody uzyskane po wejściu w życie Polskiego Ładu.

Jesteśmy tym faktem przerażeni, nikt nie wie, co stanie się, gdy skonfrontujemy zaliczki na podatek z zeznaniem rocznym. To się przecież musi zgodzić. Mogą wyjść różne rzeczy, których ustawodawca tworzący ustawy w pośpiechu po prostu nie przewidział.