Polska przegrała w Brukseli, mamy nowy cel klimatyczny. Ale ekolodzy wcale nie tryumfują

Rada Europejska zgodziła się w piątek na nowy poziom redukcji emisji CO2. Dla uzależnionej od węgla polskiej gospodarki oznacza to kłopoty.

Głosowania ws. nowego celu klimatycznego premierowi Morawieckiemu tak łatwo jak wycofania z weta nie uda się przekuć w sukces. Dlatego nasza delegacja podczas trwającego właśnie szczytu Rady Europejskiej robiła, co mogła, żeby nie przyjmować nowego celu klimatycznego, który określa redukcję emisji CO2 do 2030 r. na nowym poziomie.

W końcu i tak ustalono nowy cel klimatyczny na poziomie 55 proc. Zdaniem Joanny Flisowskiej z Greenpeace to kres jakichkolwiek mrzonek o przyszłości dla węgla i jasny sygnał do odchodzenia również od pozostałych paliw kopalnych w tym gazu. 

Jeżeli Polska nie chce zostać skamieliną Europy i przy okazji pogrążyć swojej gospodarki w kryzysie to konieczny jest zdecydowany zwrot w kierunku rozwoju odnawialnych źródeł energii i inwestycji w efektywność energetyczną

– przekonuje.

Nowy cel klimatyczny, czyli kłopoty

Polska jest obecnie jednym z najbardziej uzależnionych od węgla krajów UE (w ok. 75 proc.). Nic więc dziwnego, że nowy poziom redukcji emisji CO2 może nas mocno pociągnąć po kieszeni. Najczarniejszą wizję przy nieco wyższym poziomie – 60 proc. wcześniej pokazywał wszem i wobec Bogusław Hutek, szef górniczej „Solidarności”. Przekonywał, że przy takim scenariuszu 60-70 proc. naszych zakładów energetycznych, a więc i elektrowni i kopalń nie ma po prostu żadnych szans.

Bizblog.pl poleca

Gdyby limit podnieśli tylko z 40 do 50 proc., to ok. 18 proc. naszych elektrowni i kopalni czekałby upadek

– wieszczył już we wrześniu Hutek.

Inna sprawa, że nowy cel klimatyczny z pewnością wpłynie na europejski system handlu emisjami CO2 (ETS). To właśnie skok cen z poziomu 5-6 do ok. 25 euro dla emisji jednej tony dwutlenku węgla sprzed ponad dwóch lat spowodował w naszym kraju spore zamieszanie związane z cenami za prąd.

Przy redukcji emisji CO2 na poziomie 55 proc. będzie pod tym względem jeszcze gorzej. Swego czasu głośno o tym mówiła europosłanka Anna Zalewska, która ostrzegała, że „niedługo za emisję tony dwutlenku węgla przyjdzie nam zapłacić nawet 70 euro”. 

Ekolodzy: to i tak za wolne tempo

Tak naprawdę z nowego celu klimatycznego nikt nie jest zadowolony. Polski rząd ma bardzo mało czasu na przygotowanie się na gigantyczne koszty z tym związane. Z kolei ekolodzy i walczący że zmianami klimatu są zawiedzeni, bo liczyli, że poziom redukcji dwutlenku węgla do 2030 r. będzie jednak na wyższym poziomie. Tymczasem szefowie rządów krajów członkowskich UE zgodzili się na najmniej radykalną w tym względzie propozycję Komisji Europejską, która mówiła o „co najmniej 55 proc.”. Podobnie zresztą wypowiadał się António Guterres, sekretarz generalny ONZ podczas przemówienia na forum Rady Europy. Ale wcześniej przecież unijna Komisja Środowiska mówiła o nawet 60 proc. A w samej UE nie brakowało najbardziej radykalnych propozycji mówiących o 65 i nawet 70 proc. 

Unia Europejska planuje osiągnąć neutralność klimatyczną do połowy wieku. Wyznaczenie nowego – 55 procentowego celu redukcji, jest krokiem na ścieżce do neutralności. Jednak w obliczu pogłębiającego się kryzysu klimatycznego to nie wystarczy

– przekonuje Joanna Flisowska.

I dodaje, że dla Polski nie ma innej drogi, jak tylko pożegnać węgiel już w 2030 r.