Bruksela ostrzy ostatni gwóźdź do trumny polskiej energetyki i górnictwa

W środę, w trakcie dorocznego przemówienia przed Parlamentem Europejskim, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaproponuje nowy cel klimatyczny dla UE. Chodzi o znacznie bardziej restrykcyjny limit redukcji emisji CO2, co może być nie lada wyzwaniem dla polskiej gospodarki.

Ziszcza się najgorszy scenariusz dla Polski. Politycy unijni coraz bardziej zmierzają do ustanowienia znacznie bardziej restrykcyjnego limity redukcji emisji CO2 względem tej z 1990 r. W 2014 r. Unia doszła do porozumienia, że redukcja powinna być na poziomie 40 proc. Po paru latach okazuje się to niewystarczające. Pierwsza sygnał do ataku dała unijna komisja ochrony środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności (ENVI), która kilka dni temu zaproponowała redukcję emisji dwutlenku węgla na poziomie 60 proc. Teraz z kolei Ursula von der Leyen ma zaproponować nowy cel klimatyczny: co najmniej 55 proc.

Nowy cel klimatyczny zgodny z oczekiwaniami

Chociaż polscy górnicy i przedstawiciele sektora energetycznego ostrzegają, że dla gospodarek w znacznym stopniu uzależnionych od węgla oznacza to falę bankructw, to ów nowy cel klimatyczny UE wydaje się być zgodny z oczekiwaniami wielu innych grup i podmiotów. I to z różnych stron. Wszak o redukcję emisji CO2 właśnie o 55 proc. w stosunku do 1990 r. już w czerwcu apelowali prezydenci czterech europejskich stolic: Warszawy, Budapesztu, Bratysławy i Pragi. W swoim specjalnym liście akcentowali, że działania naprawcze związane z odbudową po pandemii COVIOD-19 nie mogą zepchnąć na dalszy plan walki ze zmianami klimatu. 

Wcześniej podobne oczekiwania, względem nowego celu klimatycznego UE, wyrażały organizacje biznesowe oraz związki zawodowe, które przekonywały już rok temu, że „osiągnięcie tych celów będzie bardzo ważnym wyzwaniem dla wielu pracowników”. Co się stanie teraz? Po oficjalnym ustanowieniu nowego limitu redukcji emisji CO2 przyjdzie czas na debatę w Radzie Europy, a potem – już w październiku na stosowne rozstrzygnięcia w Parlamencie Europejskim.

Polska chce poznać skutki

Wbrew pozorom nie wszyscy jednak przyjmą z radością nowy cel klimatyczny wyznaczający redukcję emisji dwutlenku węgla na poziomie co najmniej 55 proc. Nie licząc Zielonych i Europejskiej Lewicy (tutaj propozycje dotyczą redukcji nawet na poziomie 70 proc.) jest też grupa sceptyków: kraje V4+2. Chodzi o Polskę, Węgry, Czechy, Słowację oraz Rumunię i Bułgarię. Premierzy tych państw w piśmie na ręce Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego KE, podkreślają wagę oceny skutków takiej a nie innej decyzji. 

Które grupy społeczne będą najbardziej poszkodowane? Jak możemy uniknąć zwiększenia ubóstwa energetycznego? – pytają w liście szefowie rządów V4+2 wiceszefa KE. 

Mateusz Morawiecki i koledzy z Europy Środkowo-Wschodniej zastanawiają się jednocześnie jakie działania będą niezbędne do osiągnięcia takiego celu klimatycznego i jakiego rodzaju instrumenty wsparcie będą przygotowane na tę okazję. 

Dla niektórych 55 proc. to ciągle za mało

KE ma swoje argumenty za wyższą niż pierwotnie zakładano redukcją emisji CO2. Zdaniem Brukseli nowy cel klimatyczny do 2030 r. przyniesie znaczący spadek zanieczyszczenia powietrza w Europie Środkowej i Wschodniej: o 60 proc. biorąc pod uwagę dane z 2015 r. Taka polityka ma również w znaczącym stopniu wpłynąć na krajowe miksy energetyczne. W porównaniu z 2015 r. zużycie węgla, ropy i gazu spadnie odpowiednio o 70, 30 i 25 proc. I chociaż takie tempo może okazać się zabójcze dla takich gospodarek jak Polska, to nie brakuje ciągle tych, którzy uważają, że w najbliższej dekadzie emisje CO2 jeszcze bardziej trzeba „wziąć za rogi”. 

Nie chodzi o polityczne gry, a bardziej społeczne oczekiwanie. Wszak już ponad 120 tys. osób poparło apel młodej aktywistki Grety Thunberg. Szwedka, Człowiek Roku tygodnika „Time” za ubiegłe 12 miesięcy, apeluje o przyjęcie zapowiadanej neutralności klimatycznej w UE wcześniej niż w 2050 r. Wtedy szansę na zatrzymanie globalnego ocieplenia na poziomie 1.5 stopnia Celsjusza byłyby na poziomie 66 proc., a nie jak teraz – tylko 50 proc. Ma być to głównym tematem najbliższego młodzieżowego strajku klimatycznego, zaplanowanego na 25 września. Takie przyspieszenie wiązałoby się jednak z koniecznością ustanowienia znowu nowego celu klimatycznego do 2030 r., zakładającego jeszcze większą redukcję emisji CO2.

To zaś może mieć tylko destrukcyjny wpływ na polską gospodarkę, biorąc pod uwagę, że pakiet klimatyczny ma wprowadzić też zakaz subsydiowania węgla i innych paliw kopalnych (a wiec gazu ziemnego też) do końca 2025 r. Bogusław Hutek, szef górniczej Solidarności wylicza, że jeżeli limit redukcji podniósłby się z 40 tylko do 50 proc. to 18 proc. naszych kopalni i elektrowni wypada z rynku. Jeżeli zaś emisja CO2 będzie miała być ograniczona na poziomie 60 proc. – wtedy przez upadkiem nie ochroni się nawet 70 proc. podmiotów z polskiego sektora energetycznego.