Nowy cel klimatyczny? Nie ma porozumienia w Unii Europejskiej, nie ma zgody w polskim rządzie

Nie ma zgody między Radą Europejską a Parlamentem Europejskim w sprawie nowego celu klimatycznego na obecną dekadę. Piąta runda negocjacji zakończyła się fiaskiem. A czasu na porozumienie jest coraz mniej.

Europejskim urzędnikom marzy się, żeby negocjacje klimatyczne w Parlamencie Europejskim zakończyć jak najszybciej, tak żeby podczas planowanego na 22 kwietnia szczytu klimatycznego (jego gospodarzem będzie prezydent USA Joe Biden) Unia mogła przedstawić swoje jednoznaczne stanowisko. Ale to jednak staje się coraz mniej prawdopodobne. Rosną za to szanse, że podczas szczytu organizowanego w Dniu Ziemi Bruksela nie będzie miała po prostu za wiele do powiedzenia. Piąta już runda negocjacji zakończyła się brakiem porozumienia. 

Nic nie osiągnęliśmy. Nie ma żadnego porozumienia w jakiejkolwiek sprawie. Nie ma żadnego postępu

– komentuje Michael Bloss z Partii Zielonych, członek zespołu negocjacyjnego PE.

Nowy cel klimatyczny w zderzeniu z polityką

W czym tkwi problem? Rada Europejska składa się z przywódców poszczególnych państw członkowskich. Ci w grudniu zdecydowali, że nowy cel klimatyczny do 2030 r. będzie na poziomie 55 proc. (o tyle trzeba zredukować emisje CO2 względem tych z 1990 r.). Eksperci wskazywali jednak, że takie tempo nie zagwarantuje deklarowanej w 2050 r. neutralności klimatycznej. „W obliczu pogłębiającego się kryzysu klimatycznego to nie wystarczy” – przekonywała m.in. Joanna Flisowska z Greenpeace Polska. Dlatego Parlament Europejski podniósł tę klimatyczną poprzeczkę nieco wyżej i przegłosował 60 proc. redukcję. 

Bizblog.pl poleca

Spodziewamy się, że najpóźniej do 2050 r. wszystkie państwa członkowskie osiągną neutralność klimatyczną. Aby im to ułatwić, potrzebujemy ambitnych celów pośrednich na lata 2030 i 2040

– argumentowała Jytte Guteland, szwedzka europoseł, reprezentująca Grupę Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w UE.

I stąd negocjacje między PE a Radę Europejską, w których rola mediatora przypadła Komisji Europejskiej. Na razie jednak nie ma mowy o porozumieniu, obie strony sporu okopała się wokół własnych stanowisk. I rozmowy nie poszły nawet o mały krok do przodu. Harriet Mackhaill-Hill z Climate Action Network Europe ostrzega, że tym samym trzeba brać pod uwagę, że jednolite stanowisko UE w tej sprawie nie będzie przyjęte do 22 kwietnia.

Netto, czyli razem z pochłanianiem CO2

Kością niezgody między PE a Radą Europejską pozostaje jeszcze cel klimatyczny netto, który zlicza tym samym także pochłanianie dwutlenku węgla przez rolnictwo i leśnictwo. Za takim rozwiązaniem opowiada się Komisja Europejska, ale eurodeputowanym to wcale się nie podoba. Członkowie PE ostrzegają, że taki zapis spowoduje, że najwięksi truciciele zaczną sadzić na potęgę drzewa i w ten sposób bedą udawać rzekome redukcje emisji CO2. Suzana Carp z think-tanku Bellona Europe zwraca uwagę, że cel netto nie jest zbyt precyzyjnie określony. Dlatego jej zdaniem nie popiera go nawet połowa krajów UE. Jednocześnie wyniki badań z 2019 r. wskazują, że UE jest na dobrej drodze, by do 2030 r. ograniczyć emisje o 50 proc.

Teraz, po tym jak emisje dodatkowo zmniejszyła pandemia, UE powinna być bardziej ambitna

– twierdzi Suzana Carp.

W Polsce zdania podzielone są nawet w rządzie

Jakie jest stanowisko Polski w tej sprawie? Tak naprawdę nie wiadomo. W Zjednoczonej Prawicy zdania są różne. Poczynania rządu Mateusza Morawieckiego krytykują reprezentacji Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Członek Rady Ministrów Michał Wójcik w wywiadzie dla „Do Rzeczy” ma pretensje do premiera, że ten decyzję o zgodzie na nowy cel klimatyczny na poziomie 55 proc. podjął sam. Bez żadnych konsultacji. 

To oznacza drastyczne podwyżki cen prądu i ciepła

– przestrzega Wójcik.

W podobnym tonie wypowiadał się w rozmowie z Bizblog.pl były już wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski. Przypomniał zapis z programu Zjednoczonej Prawicy o tym, że politycy koalicji będą „konsekwentnie na forum Unii Europejskiej przeciwdziałać rozwiązaniom dla Polski i Polaków niekorzystnych, m.in, tych w polityce energetycznej”.

Decyzja o zaostrzeniu celu klimatycznego komplikuje konkurencyjność polskiej gospodarki. Nie utożsamiam się z opracowywaną ścieżką odejścia od węgla, gdyż nie wiem, jakie nowe stałe źródła wytwarzania energii zastąpią elektrownie węglowe

– przekonuje Janusz Kowalski.

Zieloni: to odejdźmy od węgla w 2035 r.

Po zupełnie innej strony klimatycznej barykady stoją przedstawiciele polskiej Partii Zielonych. Twierdzą, że odrobili lekcję za rząd i zgodnie z ich wyliczeniami Polska może obniżyć emisje do 2030 r. nawet o 60 proc. Żeby tak się stało, trzeba sięgnąć po ostateczne rozwiązanie. I tak polscy Zieloni proponują, żeby całkowite odejście od węgla nastąpiło już w 2035 r. Zieloni proponują też, aby jak najszybciej rozpocząć pracę nt. pożegnania węgla nawet 5 lat wcześniej, w 2030 r.

Planetę mamy tylko jedną i nie mamy już czasu, żeby czekać. Za punkt wyjścia muszą służyć najambitniejsze propozycje dekarbonizacyjne, a nie te próbujące opóźniać transformację

– apelują polscy Zieloni.