Nowe technologie w Poczcie Polskiej. Koniec z kolejkami, to się naprawdę dzieje

Odszczekuję: nowy system kolejkowy na Poczcie jest fantastyczny i… mój prywatny. Nikt z niego nie korzysta, nikt go nie testuje. I w zasadzie to doskonale, pierwszy raz w życiu nie stoję na poczcie w żadnych kolejkach. Dziękuję ci, Poczto Polska za prezent na święta. Szkoda, że nadal nie wiem, ile cię ten prezent dla mnie kosztował.

Kilka tygodni temu pisałam tu o tym, że Poczta Polska szykuje prawdziwą cyfrową rewolucję, testując nowy system kolejkowy, który umożliwia zajęcie kolejki online, dzięki czemu kolejki w urzędach pocztowych powinny się w końcu znacznie skrócić. Przynajmniej w tych najbardziej obleganych.

Bizblog.pl poleca

Idea fantastyczna, wykonanie? Nie wiadomo, ponieważ pracownicy testujący system na razie w jednej placówce w Polsce, w Warszawie nie potrafili wyjaśnić szczegółów jego funkcjonowania, a i biuro prasowe, odpowiadając na moje pytania po pięciu dniach, też się za bardzo nie wysiliło i właściwie niczego nie wyjaśniło, omijając większość moich pytań wysłanych na piśmie.

Mam to szczęście, że ta jedyna placówka w Polsce, która nowy system testuje, to moja poczta, z której korzystam na co dzień. Postanowiłam więc nowy system potestować, żeby przekonać się, jak działa.

Nowe narzędzie Poczty Polskiej jest jednak genialne

Pierwsze informacje bowiem wskazywały, że owszem, można zaklepać sobie wizytę online, ale tylko w 4-godzinnym przedziale godzinowym. A jak przeleci moja kolej, bo do urzędu przyjdę minutę za późno? Czy wtedy muszę stawać jeszcze raz w normalnej kolejce? I skąd mam wiedzieć, o której przyjść? Owszem, system informuje, ile osób jest w kolejce przede mną, ale część z nich zawsze rezygnuje, część sprawę załatwia szybko, ktoś inny stoi przy okienku 20 minut. Jak zostanę „wmieszana” w pulę kolejkowiczów, którzy pobrali numerek w nowym systemie już na miejscu, nie online?

Okazuje się, że to, co testuje Poczta Polska jest naprawdę genialne. Kiedy ustawiam się w wirtualnej kolejce, otrzymuję nie tylko przypisany numer z informacją, ile osób jest przede mną, ale również sms-a z bardziej sprecyzowanym przedziałem godzinowym, kiedy powinnam zjawić się w placówce.

Co prawda nie wszystko jeszcze tu działa, bo za pierwszym razem ustawiam się w wirtualnej kolejce przed 20.00, a sms-a otrzymuję dopiero o 21.08, kiedy już dawno jestem z powrotem w domu, ale rozumiem, to w końcu na razie testy.

Kiedy przychodzę do placówki, na tablecie potwierdzam, że jestem już na miejscu i system dopiero wtedy wpasowuje mnie w kolejkę osób, które należy obsłużyć. I to jest fantastyczna wiadomość, bo to oznacza, że nie ma możliwości, że spóźnię się 10 sekund i mój numerek minie, a ja zostanę z niczym.

Co prawda system na tablecie nie chciał przyjąć ode mnie potwierdzenia, że jestem i wydawało się, że nic tu nie działa, ale zaraz na tablicy pojawiło się moje imię i okazało się, że działa jak należy, jestem obsłużona tak, jak powinnam, tylko komunikaty na tablecie jakoś nie zadziałały. Rozumiem – testy.

Mój prywatny system kolejkowy

Jednak nie rozumiem, po co się je robi, bo pracownik, który nadzoruje system testowy, nawet się nie zająknął, kiedy system w tablecie zawiódł, niczego nie zanotował, niczego nie zaraportował i dopiero na moje pytanie, czy zgłosi, że coś tu jednak nie działa, żeby jednak zaczęło działa, od niechcenia odpowiedział, że tak, skoro nalegam.

Kolejnym razem wszystko poszło bez przygód. Znowu zajmując kolejkę online, nie było nikogo przede mną, a to już któryś raz. Wchodzę do placówki, dwa kliknięcia i natychmiast jestem obsłużona. Dlaczego? Bo najwyraźniej tylko ja z tego systemu korzystam. I trochę mi szkoda, że takie cudo się marnuje i nie korzysta z niego więcej ludzi, żeby rzeczywiście porządnie go przetestować i oddać w końcu do użytku. 

W sumie nie mam też na co narzekać. Mam teraz prywatny system kolejkowy, dzięki któremu załatwiam na poczcie wszystko w ciągu kilku minut i nie muszę czekać na obsługę ani chwili. Dziękuję ci, Poczto Polska za prezent na święta. Szkoda tylko, że nadal nie wiem, ile cię ten prezent dla mnie kosztował, bo moje pytanie do biura prasowego o koszty tej cyfrowej rewolucji zostało przemilczane.

I szkoda, jeśli miałyby być to pieniądze wyrzucone w błoto. Bo zakładam, że okres testów to czas dla wykonawcy na poprawianie błędów. Po tym czasie wykonawca oddaje produkt i umywa ręce, bo umowa została wykonana. A tu się dopiero wtedy okaże, gdzie są błędy i pewnie trzeba będzie płacić jeszcze raz za łatanie luk.

Kiedy to będzie? Też nie wiadomo, bo pytanie o to, kto jest wykonawcą i jak długo potrwają testy też zostało przez biuro prasowe PP przemilczane.